Pandemia koronawirusa i wojna na Ukrainie doprowadziły w całej Europie do szalejącej inflacji. Politycy Platformy Obywatelskiej przekonują jednak, że w przeciwieństwie do reszty państw na kontynencie, w Polsce nie mamy do czynienia z inflacją wywołaną przez te czynniki, ale z „PiSowską drożyzną”, za którą odpowiadają rządzący. Goszcząc na antenie Jedynki Polskiego Radia wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak został więc zapytany, w jaki sposób z inflacją zamierza walczyć jego partia. Zamiast tego jednak słuchacze usłyszeli… plan na spotęgowanie inflacji.

- Jasne, że ważne są przyczyny tej inflacji, działanie NBP i rządu. To nie jest sprawa zerojedynkowa. Natomiast powiedzieliśmy o trzech rzeczach: podwyżki dla najsłabszych czyli dla sfery budżetowej, obligacje oprocentowane jak inflacja i po trzecie ochrona kredytobiorców”

- zdradził polityk.

Dodał, że należy wrócić do wysokości rat z grudnia ub. roku.

- „Mamy rozwiązanie pół na pół, czyli wakacje kredytowe cieszące się dużym zainteresowaniem. To trzy kroki”

- powiedział.

Zdziwienia nie ukrywał prowadzący rozmowę dziennikarz.

- „Nie jestem ekonomistą, ale podwyżki dla sfery budżetowej, podwyższenie obligacji i nieściąganie rat kredytowych, to raczej czynniki proinflacyjne”

- zauważył.

W odpowiedzi Siemoniak stwierdził, że „gdy mleko jest rozlane, trzeba walczyć ze skutkami”.