Na podatny grunt padają emocjonalne wypowiedzi polityków totalnej opozycji na temat „rozwiązań siłowych”. Obserwujemy w ostatnim czasie ataki na biura poselskiego partii rządzącej, agresywne zachowanie sympatyków opozycji przed spotkaniami z politykami PiS, a nawet napaści na polityków. Niedawno zaatakowany został wójt gminy Ostróda tylko dlatego, że wziął udział w spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim. W ub. tygodniu z kolei senator Stanisław Karczewski poinformował, że został napadnięty w czasie zakupów. Parlamentarzysta został uderzony i przewrócony. Sprawca uszkodził mu też telefon, kierując przy tym obelgi w stronę rządzących.
O zdarzeniu tym senator Karczewski opowiedział w wywiadzie dla „Gazety Polskiej Codziennie”. Najpierw – relacjonuje parlamentarzysta – napastnik zaatakował go słownie.
- „Podszedł do mnie na niebezpieczną odległość. Był niezwykle agresywny i pełny nienawiści. W jego wzroku była bezwzględna, obsesyjna nienawiść. Ja się go przestraszyłem, więc oddzieliłem nas wózkiem do robienia zakupów i postanowiłem nagrać jego tyradę. Obrażał mnie, prezesa, partię i rząd”
- powiedział senator.
Wielokrotnie miał powtarzać słowo, „które robiło karierę w czasie strajków pani Marty Lempart”. Kiedy senator wyciągnął telefon, napastnik wytrącił mu go z ręki, a następnie przewrócił polityka na ziemię.
- „Był taki moment tego zajścia, że po prostu się przestraszyłem, że on może zrobić coś gorszego. Że może wyjąć nóż albo inne niebezpieczne narzędzie i po prostu mnie czymś ugodzić”
- podkreślił Karczewski.
Polityk zaznaczył, że „napastnik mówił w zasadzie to samo co Donald Tusk, tylko w sposób niebywale agresywny”.
- „Mam wrażenie, że to wychowanek lidera PO, który przecież mówił o rozwiązaniach siłowych wobec prezesa NBP i prezes TK. Niestety takie wypowiedzi wywołują najgorsze instynkty u fanatycznych zwolenników. Powtórzę jeszcze raz, że był taki moment, w którym bardzo się przestraszyłem tego człowieka. Po zajściu długo nie mogłem dojść do siebie. Byłem bardzo roztrzęsiony. Nie mam wątpliwości, że język, którym mówi się o szarańczy, dożynaniu watahy, uderzaniu sztachetą i wyrzucaniu przez okna, niestety zbiera swoje żniwo”
- ocenił rozmówca „Gazety Polskiej Codziennie”.
