„Ludwiku Dornie i Sabo, nie idźcie tą drogą!” - wołał swego czasu, dość spektakularnie zmagający się w nierównej walce z filipińską chorobą goleni były prezydent Aleksander Kwaśniewski, nawiązując do sytuacji, gdy ś.p. marszałek Dorn wprowadził do Sejmu swojego psa Sabę.
Wicemarszałek Niedziela tej przestrogi Kwaśniewskiego najwyraźniej nie wzięła sobie do serca, bo uważa ona, że po usunięciu barierek sprzed sejmowego gmachu, to właśnie otwarcie Sejmu dla psów jest priorytetowym celem polskiego parlamentaryzmu.
„Będziemy o tym rozmawiać w prezydium” – zapowiedziała Niedziela, która dba tu głównie o własny interes, bo jak sama przyznaje podróżuje często z psem, lecz w sejmowych progach jej ukochany czworonóg witany był dotąd wilczym biletem.
Postulatu nie tylko wprowadzania do Sejmu, ale i na listy wyborcze skunksów, gibbonów białorękich i waranów z Komodo, postępowe siły na razie nie zdążyły jeszcze wyartykułować, ale w tym nowym, „ciekawym” Sejmie będzie to zapewne wyłącznie kwestią czasu.
