Postawa niemieckiego kanclerza Olafa Scholza od samego początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę budziła spore zastrzeżenia.

Jak relacjonował były ambasador Ukrainy w Niemczech Andrej Melnyk, Niemcy tuż po napaści Rosji, miały odmówić Ukrainie jakiejkolwiek pomocy.

Gdy jednak Kijów nie padał przez kolejne dni, niemieckie władze zmieniły strategię i zaczęły deklarować gotowość do pewnych form pomocy dla walczących o własną niepodległość Ukraińców.

Jednym z dość groteskowych przejawów tej niemieckiej „pomocy” dla Ukrainy była propozycja przekazania jej pewnej ilości… hełmów.

Nie przeszkadza to niemieckiemu ministrowi obrony Borisowi Pistoriusowi powielać hipotezy, jakoby Niemcy miałyby być jednym z najbardziej zaangażowanych państw w pomoc niesioną Ukrainie.

Równocześnie Pistorius miał też deprecjonować wsparcie Polski dla Ukrainy w postaci czołgów Leopard 2A4, które zdaniem szefa niemieckiego resortu obrony są w opłakanym stanie technicznym.

Okazuje się ponadto, że jak ustalił niemiecki „Bild”, kanclerz Scholz otrzymał zaproszenie do Kijowa w pierwszą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę, ale podobnie jak prezydent Francji Emmanuel Macron - odmówił przybycia do ukraińskiej stolicy.

Oficjalnie Olaf Scholz próbował tłumaczyć, że byłaby to wizyta nazbyt „spontaniczna”. Niemieckie media przypomniały jednak, że premierzy Polski czy Wielkiej Brytanii niejednokrotnie odwiedzali Kijów, a ostatnio z wizytą do ukraińskiej stolicy przybył też prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden.