Niemiecki polityk zapewnia też, że prowadzone przez niego rozmowy ze zbrodniarzem wojennym były zawsze koordynowane z sojusznikami Niemiec i data kolejnej rozmowy była im znana.

W dniu 17 marca Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz międzynarodowy aresztowania Władimira Putina za zbrodnie wojenne.

- Sędziowie uznali Władimira Putina za winnego zbrodni wojennych polegających na bezprawnej deportacji ludności - w tym dzieci - oraz bezprawnym przesiedleniu ludności - w tym dzieci - z okupowanych obszarów Ukrainy do Rosji – podał wtedy portal polsatnews.pl.

- "Istnieją uzasadnione podstawy, by sądzić, że Władimir Putin ponosi indywidualną odpowiedzialność karną za wyżej wymienione przestępstwa, popełnione bezpośrednio, wspólnie z innymi osobami i/lub za pośrednictwem innych osób" – czytamy w uzasadnieniu Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze.

Jak oświadczył w komunikacie szef składu orzekającego, sędzia Piotr Hofmański, „międzynarodowe prawo zabrania deportacji mieszkańców okupowanego kraju. Dzieci są pod specjalną ochroną prawną”.

Oficjalne udokumentowabe dane mówią, że Rosjanie wywieźli z Ukrainy od początku wojny 16 226 dzieci. Do rodzin w Ukrainie powróciło ich zaledwie 308.

Teraz po raz kolejny rozmowami ze zbrodniarzem chwali się kanclerz Niemiec Olaf Scholz, który w rozmowie niemieckim dziennikiem z czułością wspomina, że Putin czasem nie korzystał z niemieckiego tłumaczenia, a nawet mówił po niemiecku, „jeśli mu to pasowało”. Przyznaje też, że prowadzi z rosyjskim zbrodniarzem „regularne rozmowy”, a rozmowy pomimo różnic między nimi były dotychczas zawsze uprzejme i trwają zwykle około godziny i dłużej.

W opinii Scholza rosyjska agresja na Ukrainie nie dobiegnie końca szybko.

- „Musimy być przygotowani na to, że może długo potrwać. Nawet gdy wojna się już skończy, nie od razu wrócimy do normalności” – powiedział.

Scholz dodał też, że „warunkiem sprawiedliwego pokoju jest rozpoczęcie przez Rosję wycofywania wojsk”. „Granic nie przesuwa się siłą” – podkreślił Scholz.