Na sprawę nierównego traktowania przez posiadający obecnie większość w Komisji Europejskiej establishment lewicowy Komisji zwraca także uwagę portal Brussels Signal. Jak czytamy, „rośnie napięcie pomiędzy Polską a Komisją Europejską w związku z rewizją przez KE budżetu Unii Europejskiej na lata 2021-2027”. Chodzi o rozbieżności w sprawie środków finansowych na uchodźców wojennych z Ukrainy.

- Ambasador Polski przy UE Andrzej Sadoś nie ukrywa, że rewizja budżetu dokonana przez Komisję Europejską zupełnie nie uwzględnia sytuacji na wschodzie i potrzeb państw bloku wschodniego graniczących z Ukrainą, które wciąż borykają się ze skutkami rosyjskiej agresji – czytamy na portalu tysol.pl.

- Chodzi przede wszystkim o napływ uchodźców, import zboża z Ukrainy oraz potrzebę wzmocnienia infrastruktury i ochrony granic na wschodzie. Ponadto Polska wciąż musi stawiać czoło fali nielegalnej imigracji, przeprowadzonej przez białoruski reżim Aleksandra Łukaszenki – wymienia portal.

Jak się bowiem okazuje, KE pod zarządem głównie Berlina zakłada dodatkowe 15 mld euro na programy migracyjne w regionie Morza Śródziemnego, ale – co szczególnie bulwersujące – nie uwzględnia potrzeb osób szczególnie potrzebujących, bo uciekających z terenu Ukrainy objętego agresją Rosji.

W ostatnim czasie daje się słyszeć głos szczególnego niezadowolenia wobec działań KE ze strony Polski.

- Polska uważa to za niesprawiedliwe i nieadekwatne do celu, biorąc pod uwagę sytuację na wschodniej granicy UE – pisze Brussels Signal.

Warto tu przypomnieć, że KE zaproponowała system przymusowej relokacji migrantów, którzy przybywają do Europy przez Morze Śródziemne. Na kraje odmawiające ich przyjęcia miałyby natomiast zostać nałożone kary grzywny w wysokości 22 tys. euro za każdego "odrzuconego" migranta.

- Polska uważa, że wdrożenie takiego systemu będzie nie tylko niesprawiedliwe, ale przede wszystkim zachęci migrantów do dalszych prób nielegalnego przekraczania granicy – podaje tysol.pl.