Decyzją zastępującego I prezes SN prezesa Izby Karnej Zbigniewa Kapińskiego, sprawą wygaszenia mandatu posła Mariusza Kamińskiego zajmie się właściwa do tego Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, a nie Izba Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Wcześniej sędzia Izby Pracy SN zdecydował z kolei o przekazaniu do Izby Kontroli Nadzwyczajnej sprawy posła Macieja Wąsika. Następnie Izba Kontroli Nadzwyczajnej uchyliła postanowienie marszałka Sejmu o wygaszeniu mu mandatu.

Starania, aby to Izba Pracy, a nie Izba Kontroli Nadzwyczajnej zajęła się sprawą wygaszenia mandatów posłów, podjął marszałek Sejmu, przekazując dokumenty bezpośrednio do tej izby, z pominięciem Biura Nadawczego. Szymon Hołownia przyznał dziś nawet, że zwrócił się do prezesa Izby Pracy „o powierzenie sprawy składowi, który nie podważy zaufania, do którego nie będzie żadnych wątpliwości”.

Do zabiegów lidera Polski 2050 odniósł się rzecznik SN prof. Aleksander Stępkowski oceniając, że nadużył on władzy.

- „Szef gabinetu marszałka przyszedł w dniu wczorajszym do Sądu Najwyższego po godz. 10 i odebrała go sekretarka prezesa izby pracy, i dalej zaprowadziła go do sądu”

- relacjonował.

Wyjaśnił, że próby złożenia wniosków z pominięciem Biura Nadawczego są niezgodne z regulaminem sądu.

- „W sytuacji, gdy prezes Izby Pracy umawia się z szefem gabinetu marszałka Sejmu na pokątne prowadzenie pism do Sądu Najwyższego, to rzeczywiście te związki z polityką wydają się być ogromnie niedopuszczalne”

- ocenił.