W połowie stycznia wybuchła burza po tym, jak w czasie wizyty w Chojnicach nowa wojewoda pomorska Beata Rutkiewicz oświadczyła, że elektrownia jądrowa na Pomorzu zamiast w Lubiatowie-Kopalinie w gminie Choczewo może powstać w okolicy Żarnowca w gminie Krokowa. Rząd zdementował później te doniesienia. Okazuje się jednak, że nie wszystkie projekty Zjednoczonej Prawicy dot. atomu są bezpieczne. Wczoraj o przyszłości energetyki jądrowej mówiła minister klimatu i środowiska Paulina Henning-Kloska, która zapowiedziała „aktualizację polityki jądrowej państwa”. Co ta aktualizacja może oznaczać w praktyce?

„Dziennik Gazeta Prawna” donosi, że dziś ma odbyć się nadzwyczajne walne zgromadzenie Polskiej Grupy Energetycznej. Celem jest zmiana rady nadzorczej, a następnie prezesa spółki.

- „W rezultacie na ostrzu noża stanie kwestia jednego z flagowych, choć niezbyt wciąż zaawansowanych przedsięwzięć grupy firmowanych przez dotychczasowe władze PGE”

- wskazują dziennikarze.

Chodzi o budowę elektrowni jądrowej w Koninie we współpracy z przedsiębiorstwem Zygmunta Solorza i koreańskim KHNP. Wedle „DGP”, choć inwestycji nie jest przeciwna sama minister Henning-Kloska, to mniej entuzjastycznie podchodzi do niej szef MAP Borys Budka. Niepokoją też słowa doradcy PO ds. polityki energetycznej.

- „Projekt na ten moment uważam za fikcyjny, ponieważ poprzedni rząd nie zaproponował żadnego modelu, w którym mógłby być realizowany”

- powiedział Grzegorz Onichimowski w rozmowie z „DGP”.