W swoim noworocznym orędziu premier Donald Tusk mówił o „strategicznych inwestycjach” zapewniając, że… w przetargach pierwszeństwo będą miały rodzime firmy.

- „Zasada local content, czyli najpierw polskie stanie się na dobre żelazną regułą w zamówieniach publicznych”

- oświadczył przewodniczący Koalicji Obywatelskiej.

To niezwykle zaskakująca deklaracja, biorąc pod uwagę dotychczasowe działania rządu Donalda Tuska, których symbolem stały się zamówienia na tabory pociągów, wykluczające polskie firmy. O sprawę na antenie Polsat News pytany był znany z dostarczania contentu portalowi Demagog rzecznik rządu Adam Szłapka.

- „Cały świat patrzy na nas z zazdrością i dumą - przekonywał. Jak dodał, "politycy PiS-u znani są z tego, że mówią nieprawdę”

- przekonywał.

Pytany, czy wobec tego przetarg na kolei do 350 km/h wygra polska firma, Szłapka zapewniał, że rząd „robi zawsze wszystko, co zgodne z prawem, by to polskie firmy zyskiwały na tym”.

Jak natomiast wygląda rzeczywistość? Za pośrednictwem mediów społecznościowych działania rządu Donalda Tuska przypomniał wiceprezes stowarzyszenia „Tak dla CPK” Patryk Wild.

- „Niesamowite są te łgarstwa”

- rozpoczął swój wpis działacz.

- „WSZYSTKIE duże przetargi taborowe, które ogłosił poprzedni pisowski zarząd PKP Intercity wygrały polskie firmy (Pesa, Newag, FPS) W każdym z przetargów ogłoszonych przez obecny zarząd (EZT200 i KDP) samodzielny start polskich firm WYKLUCZONO!”

- zauważył.