Fronda.pl: Politycy PO w 2015 roku odsądzali PiS od czci i wiary w związku z programem „500 plus”. Twierdzili oni, że na realizację tego programu nie ma środków w budżecie, a ponadto mógłby on doprowadzić do patologii społecznych. Teraz nagle Donald Tusk licytuje się z partią rządzącą na waloryzację tego świadczenia. Czy ta spektakularna metamorfoza Tuska i PO w podejściu do „500 plus” to skrajny cynizm, polityczny koniunkturalizm czy może rzeczywiste nawrócenie z „niedasizmu” na wrażliwość społeczną?
Ryszard Czarnecki (były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, eurodeputowany PiS): Jestem już naprawdę dość długo w polityce i pamiętam rzeczy, których większość ludzi może już nie pamiętać. Dlatego zaproponuję krótką wycieczkę w przeszłość. Jest rok nie 2023, lecz 1993, a więc dokładnie 30 lat temu. I wówczas kierowana przez nikogo innego, jak Donalda Tuska partia KLD, czyli Kongres Liberalno-Demokratyczny wychodzi do kampanii wyborczej z hasłem: „milion nowych miejsc pracy”. Szok, prawda? Oto liberałowie nagle starają się przebić Solidarność czy też partie lewicowe w aspekcie postulatów prospołecznych. Zakończyło się to wszystko jednak ich sromotną klęską i w efekcie nie udało im się wejść do Sejmu.
Teraz, po 30 latach, Tusk znów stara się zrobić to samo i powtórzyć tamten, przerabiany już przez siebie manewr, który okazał się być błędem oraz „objechać” z tej socjalnej strony już nie Solidarność, lecz Prawo i Sprawiedliwość. Efekt będzie jednak taki sam, jak wówczas, czyli klęska tego rodzaju pomysłu na zaistnienie w kampanii wyborczej. Tym razem oczywiście Donald Tusk i jego partia do Sejmu wejdą, ale władzy - jak bardzo by tego chcieli – przejąć im się nie uda.
A czy to jest to cynizm ze strony lidera PO i jego formacji politycznej? Oczywiście - tak. Czy jest to skrajny koniunkturalizm? Oczywiście, że tak. Czy dzięki temu Tusk i Platforma Obywatelska wygrają wybory? Oczywiście, że nie. A nie uda im się to dlatego, że są w tym wszystkim, co teraz mówią i deklarują po prostu absolutnie niewiarygodni, tak jak niewiarygodni byli w swych obietnicach sprzed 30 lat. I Polacy doskonale o tym wiedzą.
PiS w okresie sprawowania władzy przez ostatnie lata może i popełnił pewne błędy, również personalne, do czego w sposób otwarty potrafił przyznać się prezes Jarosław Kaczyński, ale jednak bardzo wiele ważnych rzeczy zrobić nam się udało. I Polacy to widzą. Wiedzą, że jeśli PiS zapowiada coś w tematyce polityki społecznej czy strukturalnej to po prostu te swoje zapowiedzi zrealizuje i przeprowadzi, tak jak czyniło to do tej pory. Czy coś zostanie zrobione za parę tygodni, parę miesięcy czy też za rok to - już jest inna sprawa. Ale zrobione zostanie. Natomiast jeśli partia PO, której nazwę przecież sami Polacy rozszyfrowali jako „Puste Obietnice”, cokolwiek obiecuje w aspekcie społecznym to nasi obywatele bardzo dobrze już o tym wiedzą, że trzeba wtedy bardzo uważać i raczej łapać się za portfele, żeby nic z nich nie zginęło.
Oczywiście dziś Donald Tusk i politycy skupieni w jego formacji mówią w kontekście świadczenia „500 plus” oraz jego waloryzacji, że da się to przeprowadzić i że oni to zrobią. Problem jednak polega na tym, że przed 8 laty niemal stawali na głowie, by przekonywać Polaków, że zrobić tego się nie da. I gdy dojdą do władzy bardzo szybko okaże się, że znów zrobić tego się nie da. Więc gdy słyszę dziś Tuska obiecującego Polakom waloryzację „500 plus” to przypomina mi się fragment „Misia” Stanisława Barei, kiedy to dwie pracownice klubu „Tęcza” rozmawiają ze sobą o prezesie tego klubu, Ryszardzie Ochódzkim, charakteryzując go słowami, że „ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział”. Jak patrzę na Donalda Tuska to mam wrażenie, że widzę, wypisz, wymaluj, właśnie Ryszarda Ochódzkiego, prezesa klubu „Tęcza”.
A jednak tę swoistą ucieczkę do przodu Donalda Tuska w kwestii przyspieszenia terminu waloryzacji świadczenia „500 plus”, tak, by obowiązywała ona już od początku przyszłego miesiąca, a nie jak proponuje PiS od początku przyszłego roku, można uznać za całkiem zgrabną sztuczkę polityczną. Jak zachowa się PiS, gdy przyjdzie głosować w Sejmie nad waloryzacją do kwoty „800 plus” już od 1 czerwca? I czy nie boicie się w obozie rządzącym, że jeśli nie poprzecie przyspieszonej waloryzacji to za 2-3 lata nikt już nie będzie pamiętał całego kontekstu tych wydarzeń, gdy politycy PO będą pokazywać w mediach wyniki konkretnego głosowania w tej sprawie?
Kontrakcja Tuska może budzić pewne zaciekawienie i pytanie o to, na ile okaże się ona skuteczna w części środowiska dziennikarsko-polityczno-eksperckiego. Jednak w rzeczywistości, w odbiorze zwykłych Polaków -wyborców, jedna rzecz nie ulega wątpliwości: obojętnie, co teraz Donald Tusk zadeklaruje i czy będzie to bardziej lub mniej sprytne, czy powie on, jak niegdyś minister finansów z jego rządu, Jacek Vincent Rostowski, że „pinindzy nie ma” czy też będzie przekonywał, że pieniąchy są i to już od 1 czerwca - nie będzie to miało żadnej wiarygodności. Polacy wiedzą bowiem, że to PiS chce im dać tego rodzaju świadczenia, podczas gdy PO od samego początku z tym programem walczyła.
Poza tym zauważmy tu jeszcze jedną ważną kwestię. Po raz kolejny udało się PiS-owi narzucić swoją narrację oponentom politycznym. Zaproponowaliśmy waloryzację świadczenia „500 plus” i teraz wszyscy muszą się do tego odnosić, mimo że jak choćby Tusk i jego PO - mają z tym ogromny problem, przede wszystkim w sferze elementarnej wiarygodności. Owszem Donald Tusk może teraz mówić: „sprawdzam” lub: „przyspieszmy to wszystko”, lecz w istocie znów jest zmuszony tańczyć do melodii, którą zagrał mu Jarosław Kaczyński. I nawet jeśli lider Platformy Obywatelskiej chciałby w tym tańcu na melodię narzuconą przez PiS jakieś własne figury taneczne przedstawiać i demonstrować, to nie uważam, żeby przeciętny polski wyborca jakoś szczególnie przejmował się tymi sztuczkami Tuska. W przeciwieństwie bowiem do PiS, w tym aspekcie liderowi PO po prostu brakuje wspomnianej wiarygodności. Oczywiście nie lekceważę tego zabiegu wykonanego tu w kwestii szybszej waloryzacji „500 plus” przez Donalda Tuska, ale uważam, że tę rundę zdecydowanie wygrała partia rządząca.
Czego właściwie, Pana zdaniem, mogliby spodziewać się Polacy, gdyby Platforma Obywatelska po tych 8 latach spędzonych w opozycji, ponownie odzyskała władzę w naszym kraju? Jaką Polskę zafundowałaby nam PO? I czy dzisiejsze deklaracje socjalne Tuska wytrzymałyby konfrontację z rzeczywistością?
Czy Pan się spodziewa, że nagle lis stanie się przyjacielem kur? Tak się nie stanie i nie ma sensu się tego spodziewać. Nie spodziewajmy się więc tego, że Tusk ulegnie nagłej metamorfozie i nie tylko powie Polakom, ale i pokaże im swymi konkretnymi działaniami politycznymi, że jest on w polityce właśnie po to, żeby nam dobrze było i że będzie on działał właśnie dla naszego dobra. Jeśli Polacy mogą się niezawodnie czegokolwiek po Donaldzie Tusku spodziewać, to ponownego napędzania machiny teatru nienawiści, którego głównym autorem jest właśnie od lat lider PO, a także dalszego dzielenia polskiego społeczeństwa. Możemy być pewni, że gdyby Tusk znów doszedł do władzy to może i chleba zabraknie, ale igrzyska polityczne – głównie w postaci medialnego rozstrzeliwania tych okropnych przywódców PiS-u, tak jak działo się to wcześniej za rządów Platformy Obywatelskiej - będą trwały nawet bez przerwy na weekend.
Jeśli natomiast chodzi o kwestie gospodarcze to pamiętajmy, że PiS potrafiło odważnie narażać się możnym tego świata, zmieniając tę funkcjonującą przez całe lata rzeczywistość gospodarczą, w której Polak był tanią siłą roboczą, której niemal szczytem marzeń był wyjazd do pracy przy zbiorach szparagów w Niemczech oraz w której Polska była jednym wielkim tanim rynkiem zbytu dla zachodnich potęg i na tym nasza rola oraz nasze aspiracje się kończyły. To właśnie PiS zrobił w ostatnim czasie bardzo wiele, aby bronić polskiego interesu narodowego i żeby to polscy przedsiębiorcy i obywatele aktywnie uczestniczyli w naszym rozwoju gospodarczym.
Myślę również, że Donald Tusk jest tak bardzo mocno uwikłany w różne powiązania na arenie międzynarodowej, że mówiąc wprost - interesy jego politycznych, już nawet nie chcę mówić, że mocodawców, ale przyjaciół, są dla niego kluczowe i po prostu będzie on prowadził politykę klientyzmu, tak jak wówczas, gdy rządził już polskim państwem. On co prawda teraz mówi różne rzeczy, ale gdyby udało mu się dzięki tego rodzaju niewiarygodnym deklaracjom ponownie objąć władzę w Polsce, to bardzo szybko znów wróciłby do działań politycznych, z których jest znany. A o swoich nieszczerych obietnicach wyborczych w błyskawicznym tempie by zapomniał. Choćby tak, jak zapomniał w czasach gdy był szefem polskiego rządu o tym, że obiecywał nie podnosić Polakom podatków. Spodziewałbym się więc tutaj pewnej równi pochyłej, również dlatego, że Tusk i jego obóz polityczny to ludzie, którzy nie potrafią wykorzystać nawet dobrej koniunktury gospodarczej.
Podczas ostatnich konwencji PiS, zarówno z ust premiera Morawieckiego, jak i prezesa Kaczyńskiego padają deklaracje o tym, że Polska ma być silna również coraz bardziej zamożnymi obywatelami. Jak pokazują badania zaledwie niewiele ponad 1/4 Polaków zdołała zgromadzić oszczędności przekraczające pięciokrotność ich miesięcznych zarobków. Dodatkowo z blisko 1/5 zgromadzonych w pocie czoła na lokatach czy kontach oszczędnościowych środków ograbia Polaków postkomunistyczny podatek Belki, który wprowadzony został przez rząd Leszka Millera rzekomo na okres 2-3 lat, ale od ponad dwóch dekad kolejne ekipy rządzące nie mają odwagi Polaków od tego 19-procentowego podatku uwolnić. Zniesienie podatku Belki wyniosła na swe sztandary Konfederacja. Czy w tym aspekcie Polacy mogą liczyć na jakiś konkretny ruch również ze strony PiS?
Uważam, że jest to możliwe i nie należy tego wykluczać. Na pewno wszelkie koła napędowe na zwiększenie dobrobytu Polaków są bardzo ważne dla obecnych władz. Nasz rząd szczyci się tym, choć moim zdaniem robi to wciąż jeszcze w zbyt niewielkim stopniu, że jeśli chodzi o PKB per capita na jednego mieszkańca - Polska przegoniła już, najpierw Grecję, potem Portugalię, a jesteśmy już bardzo blisko Hiszpanii i wcale nie aż tak daleko jest od Włoch. Natomiast już do 2030 roku, czyli już za 7 lat, jak przyznaje lider brytyjskiej Partii Pracy Keir Starmer, Polska powinna przegonić Wielką Brytanię jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Myślę więc, że utrzymanie tej tendencji jest bardzo ważne dla premiera RP Mateusza Morawieckiego oraz rządu na czele którego on stoi. I wszystkie instrumenty, które będą temu służyły osiągnięciu tego celu - zostaną użyte.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
