Mariusz Paszko: Pierwszy transport broni z Korei Południowej dotarł już o Polski, liczebność polskiej armii, w tym także Wojsk Obrony Terytorialnej wzrasta. Takie działania za czasów rządów PO-PSL, ale też wcześniejszych rządów nie były obserwowane w naszym kraju. Jak można porównać skuteczność w tym zakresie obecnego rządu pod przewodnictwem Prawa i Sprawiedliwości oraz tego, którym kierował Donald Tusk?

Ryszard Czarnecki, europarlamentarzysta Prawa i Sprawiedliwości: To jest jak niebo i ziemia, jak świat w kolorze za czasów PiS i czarno-biały film w wykonaniu PO-PSL. Rząd Prawa i Sprawiedliwości nie jest nieomylny i popełnia błędy, ale jeśli chodzi o kwestię obronności, to wykonuje – mówiąc kolokwialnie – gigantyczną robotę. Usiłuje przede wszystkim odrobić straty, które powstały w wyniku nie tylko ośmiu lat rządów PO-PSL, ale także wcześniejszych lat dwóch kadencji SLD w koalicji z PSL-em. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę, że PSL w sumie rządził cztery kadencje, o czym się jakoś w Polsce zapomina i nie mówi. Te działania przeciwko obronności polski – nie waham się tego powiedzieć – poprzednich rządów polegały po pierwsze na systematycznym zmniejszaniu liczby żołnierzy, po drugie – na likwidacji jednostek, a po trzecie – co jest zupełnie szokujące – na ich relokalizacji bliżej naszej granicy zachodniej zamiast pozostawienia i wzmacniania przy wschodniej. To jest zapewne doskonały przykład do opisania działań Platformy Obywatelskiej i PSL-u w kolejnym tomie pod tytułem „Dzieje głupoty w Polsce”. Należy też podkreślić ogromną skalę wyprzedaży majątku wojskowego w tamtym czasie, gdzie często za bardzo małe pieniądze pozbywano się nawet infrastruktury, którą obecny rząd teraz stopniowo przywraca.

Ja tylko przypomnę, że taka jednostka – nawet niewielka i w mniejszej miejscowości – daje życie całej okolicy i temu lokalnemu społeczeństwu. To jest także kwestia rozwoju gospodarczego takiego regionu. Kiedy takie jednostki istnieją, to stamtąd nie wyjeżdżają, ponieważ mają pracę. Rośnie także społeczne znaczenie armii i zwiększa się poczucie bezpieczeństwa okolicznej ludności, o czym się być może nie mówi albo mówi za mało, a ono ma olbrzymie znaczenie. To samo dotyczy połączeń kolejowych, pocztowych itd. Niewątpliwą zasługą PiS jest w tym względzie jest to, że ten rząd inwestuje w tę tak zwaną często Polskę „B”. Właśnie przez takie inwestycje w sposób znaczący bardzo się zmniejszyła emigracja Polaków za granicę. To jest bardzo ważne i z punktu widzenia gospodarczego i demograficznego, że ci ludzie pracują u nas w Polsce, a nie na rzecz Wielkiej Brytanii, Niemiec, Holandii czy innych krajów.

Wracając do głównego tematu, myślę że obecny rząd dość chyba umiejętnie przywraca potencjał militarny naszego kraju. Z jednej strono bowiem kupuje broń, a z drugiej inwestuje w krajowe fabryki zbrojeniowe. Warto tu podkreślić, że przy dzisiejszym stanie technologii nie ma obecnie kraju na świecie, który byłby samowystarczalny i nawet Amerykanie czy Izraelczycy kupują sprzęt zagraniczny. My także zarówno kupujemy jak i produkujemy. Ponadto, co też jest ważne, polski rząd stara się wspierać i fabryki państwowe i zakłady prywatne z zakresu obronności.

Ja osobiście miałbym do naszego rządu tylko jeden postulat. Ostatnio na ten temat rozmawiałem z bardzo ważnym urzędnikiem MON i zwróciłem uwagę na fakt, że – uwaga! - Czesi 95 procent broni, którą dostarczają Ukrainie, to ją tam sprzedają i robią na tym gigantyczne pieniądze. W tej chwili czeska minister obrony mówi o tym, że jest szansa, że ich kraj na rynku eksportu broni stanie się tym, czym był w latach 1920-30, a więc potęgą. Oni tę wojnę wykorzystali więc do wzmacniania swoich zakładów zbrojeniowych i bardzo mocnego zwiększenia eksportu. I my powinniśmy robić to samo.

Polska też sprzedaje broń na Ukrainę, oczywiście oprócz tej przekazywanej bezpłatnie.

Oczywiście, ale wydaje mi się, że pod tym względem powinniśmy to robić w takich proporcjach, jak Czesi.

Czy polska armia powinna być z poboru czy jedynie zawodowa?

Armia powinna być zawodowa, ale nie może zamykać się na ochotników, a wręcz przeciwnie. Pobór zasadniczy w modelu demokratycznym dzisiaj jest raczej niemożliwy, natomiast powinno się maksymalnie ułatwiać przyjmowanie do wojska wszystkim tym, którzy tego chcą. Jest to absolutnie zasadne z wielu aspektów i stricte militarnych i społecznych – to jest naprawdę bardzo ważne. To nie jest tak, że liczba żołnierzy nie ma znaczenia. Tak samo jak liczba ludności ma znaczenie w sensie demograficznym, tak i ilość wojska jest również bardzo ważna.

Z wielu badać wynika, że pomimo ogromnych zalet wojska zawodowego, armia z poboru jest jednak bardziej karna i osiąga większe rezultaty na polu walki.

Ochotnicy ze względów ideowych i patriotycznych chcą walczyć. Jest to więc kolejny argument za tym, żeby to była armia otwarta na pobór, oczywiście ochotniczy.

Czy Donald Tusk jest bardziej proniemiecki czy prorosyjski? Katastrofa Smoleńska została w rezolucji UE wpisana jako przejaw rosyjskiego terroryzmu. Polska opozycja natomiast ma z tym duży problem, co było widać po ostatnich głosowaniach w Sejmie. Z czego to może wynikać?

Sprawa jest prosta. Ja to porównuję – może Pana redaktora i wielu czytelników tym zaskoczę (już o tym pisałem w „Nowym Państwie” na przykład) - do sytuacji, która jest w Europie Zachodniej, jeśli chodzi o elity polityczne wielu krajów i problem imigracyjny związany głównie z ilością muzułmanów w Europie. Otóż te elity polityczne i wszyscy inni doskonale widzą, że ta polityka poniosła kompletne fiasko i totalnie się załamała, ale tam jest to temat tabu. Ci politycy nie chcą się przyznać do tego, że ich polityka zawaliła się całkowicie i stała się wielkim problemem i ekonomicznym i społecznym, jeśli na przykład weźmiemy pod uwagę wzrost przestępczości wśród tej ludności napływowej w krajach zachodnich. To jest także problem religijny i cywilizacyjny, co obecnie kreuje niepokoje społeczne, ale przecież ci politycy osobiście są za to odpowiedzialni.

Wracając do Polski, to nie należy się dziwić, że - tak jak partie polityczne w Europie Zachodniej, Północnej i Południowej za nic w świecie publicznie się nie przyznają do tego, że popełnili kolosalne błędy związane z polityką cywilizacyjną - tak samo i w Polsce partie opozycyjne nie chcą się przyznać do tego, że w sprawie Smoleńska łgały i opowiadały jakieś niestworzone farmazony i brednie, a ich narracja była zawieszona w jakiejś szczelnie zamkniętej i nie do przebicia smoleńskiej bańce informacyjnej. Oni przecież z tego właśnie powodu wypierając prawdę wyśmiewali się histerycznie z tych, którzy do tej prawdy starali się dojść.

Pan zapewne mówi o ostatnim listopadowym orzeczeniu Parlamentu Europejskiego, ale warto też przypomnieć, że przed rokiem była przyjęta podobna rezolucja, którą udało się nam przeforsować, z żądaniem Parlamentu Europejskiego wydania polskiemu rządowi wraku Tupolewa przez Federację Rosyjską. Oni tego oczywiście nie zrobią, ponieważ w tym momencie musieliby doprowadzić do bankructwa całą swoją własną politykę w tym zakresie.

Nawiązując do nielegalnych imigrantów, o których Pan Poseł mówił, ruchy „niepodległościowe” Katalonii były wspierane przez Rosję, zgodnie ze znaną rosyjską taktyką salami, a więc odrywania mniejszych obszarów, aby pozbawiać zdolności obronnych większe kraje. Czy można już zatem otwarcie mówić o wykorzystywaniu przez Putina i frakcję siłowików imigrantów, ale też samego islamu do imperialnej polityki Rosji?

Rosja wykorzystuje wszystkie możliwości. Jako przykład podam kraj spoza Europy, gdzie można zaobserwować dualny pragmatyzm stosowany przez ten totalitaryzm. Mam ma myśli Kazachstan, który z jednej strony jest w tej samej organizacji ekonomicznej i politycznej co Rosja, także w militarnej i w tym względzie Rosja inwestuje w relacje z władzami Kazachstanu. Z drugiej jednak strony kreuje im problemy, ponieważ mniejszość rosyjska jest wspierana propagandowo przez Rosję i jej telewizję oraz rosyjską cerkiew tam, gdzie rzeczywiście Rosjanie stanowią większość w niektórych miastach i forsuje oderwanie tych obszarów od Kazachstanu. Na tym przykładzie widać wyraźnie, że Rosja robi w tym samym czasie dwie rzeczy całkowicie ze sobą sprzeczne.

Z jednej strony Rosja sama jest narażona na ataki radykałów czeczeńskich, z czym już władze rosyjskie miały do czynienia, a z drugiej strony tych muzułmanów wykorzystuje, chociażby do inwazji na Europę Zachodnią, której częścią jest także Polska.

Ta taka - nazwałbym to – obrotowa taktyka Rosji ma za cel sianie maksymalnego nieładu wśród krajów i społeczeństw Europy Zachodniej, ale nie tylko.

Jakie było podłoże działań Tuska przy sprawach związanych z Brexitem? Czy były to działania bardziej prorosyjskie, czy raczej proniemieckie? Czy możemy mówić też o wspólnej polityce Niemiec i Rosji w tej sprawie?

Takie działania Tuska wynikają tylko z tego, że jest on zwyczajnie politycznym idiotą, ponieważ on w Brexit nie wierzył. Sprytny, choć może często „nie w pełni sił” Jean-Claude Juncker w ostatnich tygodniach kampanii referendalnej w Wielkiej Brytanii niespodziewanie oddał te negocjacje szefowi Rady Europejskiej, a więc Tuskowi. A jak on się zachowywał? Był ogromnie arogancki i butny. Traktował Wielką Brytanię i ówczesnego premiera Davida Camerona z wysokości dziesiątego piętra. Nota bene on właśnie przyczynił się do Brexitu. Wynikało to z tego, że jego kuriozalne zachowania i wypowiedzi media brytyjskie relacjonowały i ten pokaz buty i arogancji wobec Brytyjczyków spowodował to decydujące wahnięcie, ponieważ różnice w ilości zwolenników i przeciwników Unii były tam niewielkie. Osobiście myślę, że to wynikało z jego głupoty, a co do tego czy on jest proniemiecki czy prorosyjski, to – tu zapewne w zupełności się zgadzamy Panie redaktorze – Niemcy z Rosją przez dekady świetnie współpracowały, a Niemcy były beneficjentem faktu, że były one mostem między Rosją i Unią Europejską i czerpały z tego tytułu bardzo wymierne korzyści. Tak więc, należy to bardzo wyraźnie podkreślić, Tusk był i jest i proniemiecki i prorosyjski.

Przy prywatyzacji Lotosu zaczynają wychodzić sprawy niesamowite. Na taśmach z restauracji „Sowa i Przyjaciele” cytowany przez portal TVP Info polityk Platformy Obywatelskiej blisko związany z Donaldem Tuskiem, Paweł Graś mówił: „Absolutnie nie opłaca się już produkcja narkotyków, tylko VAT”, a więc lewych faktur vatowskich, czyli wyprowadzanie pieniędzy z budżetu państwa. Z kolei ówczesny minister finansów Jacek Rostowski (Właściwie Jan Vincent Rostowski) trzymał się tezy, że ‘piniendzy ni ma i nie będzie’.

Z kolei odnosząc się do powstającej komisji badającej rosyjskie wpływy na polską energetykę i nie tylko w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska” w rubryce Piotra Lisiewicza czytamy bardzo celne spostrzeżenia: „”Piotr Zgorzelski z PSL o powołaniu komisji badającej rosyjskie wpływy w Polsce: »I rozliczanie tego poprawi sytuację gospodarczą Polski? Czy to poprawi sytuację każdego obywatela? Nie, nie poprawi«. Racja! Sytuacji przeciętnego Kargula czy Pawlaka nie poprawi. Szczególnie Pawlaka.”

(Śmiech) Żeby było jednak całkowicie jasne, PSL ucieka rozpaczliwie od tych rozliczeń, ponieważ tu nie chodzi tylko o wicepremiera Waldemara Pawlaka, który odpowiadał za umowy gazowe z Rosją. Proszę prześledzić całą ówczesną retorykę. Przecież to właśnie działacze PSL-u, ale działacze na poziomie gmin czy samorządów, tylko ministrowie w rządzie PO-PSL występowali w mediach mówiąc: „po co te sankcje”, czy: „żadnych sankcji” w odniesieniu do Rosji. I to wszystko działo się po roku 2014, a więc aneksji Krymu przez reżim Putina. Dalej argumentowano, że poprzez sankcje na Rosję ucierpi polskie rolnictwo. Generalnie to była partia – nie mam tu na myśli intencji, ale efekty polityczne – której przekaz był jednoznacznie prorosyjski.

W tamtym czasie, co warto podkreślić, tak jednoznacznie przeciwko sankcjom na Rosję wypowiadały się de facto jedynie dwie partie – włoscy socjaliści premiera Mateo Renziego i właśnie PSL. Oni byli bardziej nastawieni przeciwko tym restrykcjom, niż nawet ostrożny węgierski Fidesz.

Uprzejmie dziękuję Panu Posłowi za rozmowę.