Grecka lewicowa wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Eva Kaili została zatrzymana w sprawie korupcyjnej. Czy skala tego zjawiska mogła być znacznie większa? Belgijski tygodnik „Knack” donosi, że Katar miał korumpować urzędników PE „o znaczącej pozycji politycznej lub strategicznej", wysyłając im „znaczne kwoty pieniędzy” i „ważne prezenty”.

Eva Kaili była zdecydowanie sztandarową postacią i jedną z głównych twarzy frakcji socjalistycznej w Parlamencie Europejskim. Zasiadała w europarlamencie już drugą kadencję i niejednokrotnie jako jego wiceprzewodnicząca prowadziła obrady. Dziś w mediach społecznościowych podałem informację o kolejnej ważnej europejskiej polityk, która została zmuszona do dymisji w związku z aferą korupcyjną w Parlamencie Europejskim. Mowa tu o Marie Arena, belgijskiej eurodeputowanej, która podobnie jak zatrzymana wcześniej Kaili wywodziła się z frakcji socjalistycznej. Belgijka przez ostatnie kilka lat była przewodniczącą bardzo ważnej unijnej Podkomisji Praw Człowieka. Zarówno Marie Arena, jak i jej asystenci zostali już przesłuchani we wspomnianej sprawie korupcji. Media donoszą już natomiast o kolejnych europosłach przesłuchiwanych w związku z aferą korupcyjną i co szczególnie zastanawiające - wszyscy oni związani są z frakcją socjalistyczną w Parlamencie Europejskim.

Tak, poza wspomnianymi przewodniczącymi: Kaili i Areną, media donoszą również o kolejnych zatrzymaniach ważnych europejskich polityków w związku z korupcją. Zatrzymano już bowiem bardzo wpływowego byłego przewodniczącego parlamentarnej podkomisji ds. praw człowieka - Włocha Pier Antonio Panzeriego oraz belgijskiego eurodeputowanego Marka Tarabellę.

To niezwykle ciekawe, że wszystkie te wymienione postaci związane są z frakcją socjalistów w Parlamencie Europejskim. Chciałbym też zwrócić uwagę na fakt, że wszystkie osoby, zarówno na forum europarlamentu, jak i w mediach, atakowały Polskę lub też co najmniej głosowały przeciwko naszemu krajowi. Jak widać okazało się, że karma wraca.

Europosłowie ci chętnie atakują Polskę za rzekomy brak tzw.  „praworządności”, ale nie mieli już problemu z praworządnością z oskarżanym o łamanie praw człowieka Katarem, kiedy w grę wchodziły pieniądze z tamtego kraju.

Rzeczywiście, wspomniani politycy nie mieli wcześniej żadnych oporów, żeby pouczać Polskę w sprawach rzekomo zagrożonej w naszym państwie praworządności, a sami z tą praworządnością, jak widać, mieli ogromne problemy. Może warto w tym miejscu również przypomnieć, że także wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Vera Jourova, tak aktywna w upominaniu Polski na forum unijnym, sama siedziała kiedyś w areszcie tymczasowym w związku ze sprawą korupcyjną. Jeśli więc tego typu osoby nas upominają w kwestii praworządności to są one w tym naprawdę bardzo mało wiarygodne. 

Czy w kontekście toczącej europarlament afery korupcyjnej można powiedzieć, iż niebezpieczeństwo, że arabskie petrodolary wykupują powoli Europę jest naprawdę dość poważne?

Na razie wspomniane sytuacje korumpowania europejskich polityków są pojedynczymi wypadkami i oby rzeczywiście były to jedynie niechlubne wyjątki od reguły. A jednak choćby w kontekście odbywających się właśnie w Katarze Mistrzostw Świata w piłce nożnej warto zwrócić uwagę, że szereg czołowych europejskich klubów piłkarskich, począwszy od francuskiego Paris Saint-Germain czy angielskiego Manchesteru City - znajdują się w rękach właścicieli pochodzących z Półwyspu Arabskiego. Zresztą przecież nawet sam fakt przyznania mundialu Katarowi miał miejsce po osobistej interwencji byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozyego, który swego czasu wezwał na dywanik własnego rodaka, byłego znakomitego piłkarza, będącego wówczas szefem europejskiej federacji piłkarskiej (UEFA - red.) – Michela Platiniego, któremu zlecił, by ten wsparł kandydaturę Kataru jako organizatora mistrzostw świata.

Może warto się zastanowić, czy Parlament Europejski w ogóle spełnia swoją rolę, bo skoro europosłowie dali się podkupić przez Katarczyków, to skąd możemy mieć pewność, że część z nich już od dawna, mówiąc kolokwialnie, nie siedzi w kieszeni choćby rosyjskiego dyktatora Władimira Putina?

To jest dobre pytanie. Pamiętajmy przecież, że wielu byłych premierów, prezydentów, kanclerzy czy ministrów takich krajów, jak: Niemcy, Austria, Francja, Finlandia czy Wielka Brytania, po zakończeniu sprawowania przez siebie funkcji rządowych w swoich państwach było wprost zatrudnianych przez różnego rodzaju rosyjskie firmy państwowe, co należy odczytywać przecież w sposób jednoznaczny jako przejaw korupcji politycznej. I to, że po zbrodniczej napaści zbrojnej Rosji na Ukrainę politycy ci ustąpili z funkcji sprawowanych przez siebie we wspomnianych rosyjskich podmiotach państwowych nie zmienia faktu, że jednak wcześniej przez znaczny okres czasu dla Rosjan pracowali. I co więcej, można się wyłącznie domyślać, że lobbowali oni na rzecz Rosji w partiach i frakcjach politycznych, w których cieszyli się wysoką pozycją oraz w ramach których funkcjonowali. A przecież były to w większości podmioty polityczne bądź sprawujące władzę bądź też do jej przejęcia dążące. 

Przed nami kolejna już próba odwołania przez opozycję ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. PiS deklaruje, że stanie w obronie szefa koalicyjnej formacji o jedność Zjednoczonej Prawicy zostanie obroniona.

Przede wszystkim dziękujemy opozycji za wytrwałe cementowanie jedności obozu Zjednoczonej Prawicy. Wszystkie kolejne tego typu wnioski niejako wymuszają i wzmacniają naszą solidarność z ministrem Ziobrą, którego opozycja pragnie za wszelką cenę odwołać ze stanowiska. Oczywiście samo składanie wniosków nie jest niczym nadzwyczajnym, natomiast samo ich uzasadnienie nie ma już absolutnie zbyt wiele wspólnego z merytoryką i właściwie na dobrą sprawę ociera się po prostu o zwyczajny hejt. Myślę, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro po prostu mocno zalazł za skórę tym wszystkim, którzy bardzo chcieliby powrotu starych układów. Stąd też taki atak na niego. Wystarczył jedynie fakt, że minister Ziobro starał się wymiar sprawiedliwości przekształcić rzeczywiście w wymiar sprawiedliwości.

Jest pan znany z zamiłowania do sportu i piłki nożnej. Jak ocenia pan występ Biało-Czerwonych na mundialu w Katarze? Czy selekcjoner polskiej reprezentacji, który zrealizował wszystkie stawiane przed nim cele powinien pozostać na stanowisku? Która reprezentacja pana zdaniem sięgnie po końcowe zwycięstwo na tym turnieju?

W Katarze co prawda nie byłem, ale oczywiście też udzielił mi się ten mundialowy amok, który co cztery lata spada na ludzkość. Niewątpliwie trzeba docenić fakt, że po raz pierwszy od 36 lat, czyli od mistrzostw świata w 1986 roku, wyszliśmy ze swojej grupy na mundialu. Natomiast jako miłośnikowi statystyki proszę pozwolić mi zauważyć, że na sześć turniejów mistrzostw świata jakie odbyły się w XXI wieku, Polska wzięła udział w czterech, z czego aż trzy - w latach: 2006, 2018 i 2022 -  przypadły w czasie sprawowania rządów przez PiS, natomiast ani razu nie zdarzyło się to w okresie, gdy władzę w naszym kraju sprawowała PO. Na ewentualne pytanie czy to przypadek i co ma w ogóle wspólnego jedno z drugim, odpowiadam starym powiedzeniem Napoleona, że on chce mieć takich generałów, którzy mają szczęście.

Co do osoby polskiego selekcjonera Czesława Michniewicza to wspomniany z awans z grupy na mundialu był niewątpliwie sukcesem. Styl gry polskiej drużyny na pewno nie zachwycał. Jednak wszyscy, którzy interesują się piłką nożną doskonale wiedzą, że styl gry drużyn prowadzonych przez Michniewicza polega między innymi również na stawianiu przysłowiowego autobusu we własnym polu karnym. Trudno więc było spodziewać się, że przejmując pierwszą polską reprezentację nagle tę swoją strategię zmieni. Jednym słowem - widziały gały, co brały. Natomiast to czy Czesław Michniewicz pozostanie na swoim stanowisku jest wyłączną decyzją PZPN.

Jeśli zaś chodzi o kwestię końcowego zwycięstwa w całym turnieju to nie ukrywam, że kibicuję Chorwatom, choćby dlatego, że Luka Modric powiedział, iż dopóki on jest kapitanem tego zespołu to chorwaccy piłkarze nigdy nie wezmą za grę w kadrze nawet grosza, bo pieniądze zarabiają na co dzień w swoich klubach, a w reprezentacji grają dla swojego kraju i swoich rodaków i dlatego wszelkie premie i nagrody z tym związane przekazują na cele charytatywne. Myślę, że zarówno władze polskiej piłki, jak i sami polscy piłkarze powinni jednak tego rodzaju podejście do tej kwestii przemyśleć. Nie wiem, kto ostatecznie zwycięży w tych mistrzostwach, bez względu jednak na to, czy znajdujące się w najlepszej czwórce mundialu Maroko swoje kolejne mecze wygra czy też przegra, to ulice Paryża, Brukseli czy Amsterdamu i tak będą płonąć.

Bardzo dziękuję za rozmowę.