Fronda.pl: Prezes Jarosław Kaczyński ogłosił w sobotę mobilizację i zapowiedział objazd kraju. Spotykając się z mieszkańcami, politycy usłyszą również trudne pytania i zmierzą się z obawami Polaków. Na początku lata wielu już boi się jesieni. Część składów opału się zamyka, w niektórych brakuje towaru, a ceny przyprawiają o zawrót głowy. Węgla starczy dla wszystkich i wszystkich będzie w tym roku na niego stać?
Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości: Według zapowiedzi rządu – tak. Wierzę rządowi. Sytuacja jest rzeczywiście trudna. Nie ma co ukrywać, nie ma co „ściemniać”. Mamy do czynienia z drożyzną, z inflacją. W dużej części jest ona skutkiem wojny, ale nie tylko wojny, o czym trzeba bardzo jasno mówić. To również efekt pandemii. Na pewno więc przed Polską i przed polskimi władzami stoi bardzo duże wyzwanie gospodarcze. Przyzwyczailiśmy się do bycia w absolutnej czołówce Europy, jeśli chodzi o kwestie wskaźników ekonomicznych. Teraz jednak chodzi już nie o to, żeby być liderem, ale żeby przejść w miarę suchą stopą prze to, co się dzieje i będzie dziać.
Na stacjach benzynowych nie brakuje paliwa, jego ceny rosną jednak w zastraszającym tempie. Jednym z głównych poruszanych dziś w mediach tematów jest benzyna, której cena za litr sięga 8 zł. Rząd znalazł pewne „guziki” i wprowadził tarczę antyinflacyjną. Polacy mogą jednak liczyć na kolejne działania, które poprawią tę sytuację?
Akurat ten rząd wielokrotnie udowodnił, że jest bardzo czuły na potrzeby ludzi i społeczne obawy, będzie więc reagował. Poprzedniego rządu tego typu problemy ludzi, ich lęki i obawy nie interesowały. Na szczęście rząd Zjednoczonej Prawicy prezentuje zupełnie inną postawę. Podkreślam, nie ma co ukrywać, że sytuacja jest trudna. Jestem jednak przekonany, że z tego poślizgu polski samochód wyjedzie cało i szczęśliwie.
W czasie sobotniej konwencji wicepremier Jarosław Kaczyński przyznał, że nie wszystkie plany udało się zrealizować, wskazując przede wszystkim na fiasko programu „Mieszkanie plus”. Ceny mieszkań wciąż rosną. Kolejne podwyżki stóp procentowych sprawiają tymczasem, że spada zdolność kredytowa osób planujących zakup mieszkania. Jaki jest pomysł rządzących na walkę z kryzysem mieszkaniowym?
Cieszę się, że prezes Kaczyński nie owija w bawełnę. Proszę mi wskazać wystąpienia Donalda Tuska, który bił się w pierś i mówił o błędach swoich i swojej partii. Nie ma takich wystąpień. Tutaj Jarosław Kaczyński potrafił również niepowodzenia swojej formacji „wziąć na klatę”, powiedzieć o tym wprost. Dlatego uważam, że należy mu się szacunek za odwagę i gotowość do pewnej politycznej samokrytyki.
Natomiast jest to problem i być może trzeba dokonać zasadniczych zmian. W kwestii mieszkań zmiany są absolutnie potrzebne, mieszkanie nie może być towarem luksusowym. Jako człowiek, który urodził się w Londynie, od lat mówię o tym, że należy wprowadzić rozwiązanie zastosowane w Wielkiej Brytanii. Tam młodzi mogą nabyć mieszkanie z realistycznym kredytem, dzięki czemu na starcie dorosłego życia wprowadzają się do własnych mieszkań. To oczywiście dobrze wpływa również na sytuację demograficzną. Kiedy mamy pewność własnych „czterech ścian”, wtedy łatwiej zakładać rodzinę i zdecydować się na dzieci.
W ogromnej części sprawcą spędzających dziś Polakom sen z powiek problemów jest Rosja. Wojna trwa już ponad 100 dni. Do tej pory zachodnim sankcjom nie udało się skutecznie zniechęcić Putina. Jest jeszcze coś, co na poziomie Unii Europejskiej można zrobić w tym zakresie i o co zabiega Polska?
Chcę powiedzieć bardzo zdecydowanie, że sankcje są obliczone nie tylko i nie głównie na krótki dystans czasowy, ale na „long time”, na wiele miesięcy. W tym celu te sankcje zostały wprowadzone. Uważam, że sukcesem jest to, iż Unia potrafiła te sankcje już sześciokrotnie przeprowadzić jednogłośnie. Przy dużym rozstrzale poglądów w kwestii Rosji jest to duża sztuka. Pod tym względem Unia, co by nie powiedzieć, pokazała pewną jedność. Oczywiście, możemy mieć zastrzeżenia co do postawy części państw. Wszyscy mówią o Węgrzech, ja raczej wskazywałbym na te państwa, które mają najsilniejsze karty do gry międzynarodowej. To Niemcy i Francja tak naprawdę odpowiadają za to, że te sankcje były często przyjmowane z opóźnieniem i w skali niezadowalającej. Co do Węgier, mówi się na salonach w Brukseli i Strasburgu, że Węgrzy głośno mówią to, co Niemcy i Francuzi myślą i robią po cichu. Robienie z Węgier czarnej owcy to raczej odwracanie uwagi od Niemiec i Francji, przed czym przestrzegam. Myślę natomiast, że te sankcje będą systematycznie nakładane. Trzeba mieć przy tym świadomość i mówić Polakom w oczy, że ta wojna potrwa jeszcze przypuszczalnie bardzo długo.
Z pewną nadzieją patrzymy na przełom ws. należnych Polsce środków z Funduszu Odbudowy. W ub. tygodniu Komisja Europejska zaakceptowała polski KPO, Ursula von der Leyen podkreślała jednak w czasie wizyty w Polsce, że uruchomienie środków jest zależne od spełnienia szeregu warunków. W ocenie Pana Posła akceptacja KPO oznacza prostą drogę do otrzymania funduszy, czy przed nami jeszcze wiele zawirowań w tej sprawie?
Zrobiliśmy duży krok naprzód, to sukces polskich władz. Przestrzegam natomiast przed hurra-optymizmem. Mam wrażenie, że oczekiwania rządu i Komisji Europejskiej się rozbiegają. Rząd oczekuje pieniędzy we wrześniu, wydaje mi się, że Komisja Europejska raczej myśli o przełomie roku. Po drugie, te pieniądze są przyznawane w trybie warunkowym, to szereg bardzo mgliście sformułowanych warunków i kamieni milowych. Dziś to źle, bo można je interpretować na różne sposoby, co oczywiście może być pretekstem dla tych, którzy będą mieli złą wolę. Ta zła wola i chęć utrudnienia nam pozyskania pieniędzy może się pojawić po stronie Brukseli.
Dobrze się stało, jak się stało. Mamy ten przełom, który jest też ciosem dla opozycji. Przed nami jednak droga niekrótka i najpewniej wyboista, aby pozyskać pieniądze w tej kwocie, na którą się umówiliśmy.
Unijni urzędnicy wiele mówią o polskiej gościnności i hojności podkreślając, że przyjmujący uchodźców z Ukrainy Polacy są przykładem dla świata. Za tymi pięknymi słowami pójdą wreszcie jakieś konkretne programy? Unia Europejska tym razem okaże się solidarna i w realny sposób pomoże Polsce unieść ciężar związany z przyjęciem milionów Ukraińców?
Jako historyk przypomnę, jak depesze gratulacyjne po swojej wielkiej mowie w maju 1939 roku otrzymywał minister spraw zagranicznych Józef Beck. Mówił on wtedy, że Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę, że w życiu narodów najcenniejszą rzeczą jest honor. Później dostawał tysiące depesz gratulacyjnych. Płacząc, darł je w swoim gabinecie.
Przypomina mi to obecną sytuację. Mam po wyżej uszu gratulacji od urzędników unijnych. Tego się miło słucha, ale z tego nic nie wynika. Unia jest prawdziwym skąpcem, gdy chodzi o środki dla uchodźców. Nie była takim skąpcem, kiedy chodziło o środki dla imigrantów muzułmańskich. Turcji przekazano 6 mld euro za zatrzymanie imigrantów z Iraku i Syrii. To był konkret. Do Polski tymczasem nie dotarła nawet jedna setna tego, co dostała Turcja. Chodzi tymczasem o uchodźców z kraju, który podpisał z nami umowę stowarzyszeniową. To jest niebywałe. O ile w kwestii sankcji Unia potrafiła zawszeć jakiś konsensus, o tyle tutaj zawodzi tak, jak zawodziła w czasie pandemii i akcji szczepionkowej.
