Fronda.pl: Wszedł w życie zakaz wwozu do Polski ukraińskich płodów rolnych. Czy ta decyzja okaże się skuteczna? I czy nie jest ona spóźniona?

Ryszard Czarnecki (eurodeputowany PiS, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego):  Decyzja ta jest uzasadniona zarówno merytorycznie, jak i w wymiarze formalno-prawnym. I to chciałbym bardzo mocno podkreślić, ponieważ szereg polityków opozycji zarzuca polskim władzom bezprawne działanie w tym zakresie. Moim zdaniem jest to narracja dla Polski niebezpieczna, bo stanowi ona swego rodzaju zaproszenie dla Unii Europejskiej, by to polskie rozwiązanie zablokowała.

Zwracam natomiast uwagę na fakt, że istnieje przecież punkt 2 artykułu 207 TFUE (Traktat o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej – red.), który był podstawą do wydania w 2015 roku Rozporządzenia 478, mówiącego w punkcie 24.2 o możliwości stosowania przez państwo członkowskie UE zakazów i ograniczeń importu, uzasadnionych względami polityki publicznej.

Oczywiście zawsze post factum można mówić, że należało coś zrobić wcześniej i w tej chwili tego rodzaju narracja jest po prostu częścią gry politycznej, wpisującej się w kampanię wyborczą. Dobrze jednak, że taką decyzję polskie władze ostatecznie podjęły i tu powinniśmy być konsekwentni.

Pojawiły się doniesienia, że problemem nie jest wyłącznie napływ do Polski ukraińskich płodów rolnych, ale także brak kontroli ich jakości. Czy Pana zdaniem do Polski mogły w ten sposób trafić towary, które ze względów bezpieczeństwa nie powinny się były u nas znaleźć? I czy powinniśmy wzmocnić zabezpieczenie oraz kontrolę naszych granic?

Istnieją przecież instytucje państwa, ze swej natury całkowicie apolityczne, choćby takie, jak np. Sanepid. Jeżeli z ich strony wystąpiły istotne zaniechania w kontekście przeprowadzania w tym aspekcie stosownych kontroli, to nie ukrywam, że byłbym tym faktem bardzo zdumiony. Zapalenie zielonego światła w wymiarze politycznym na tranzyt czy eksport ukraińskiego zboża przez Polskę, wcale przecież nie oznaczało przyzwolenia na to, żebyśmy wpuszczali do naszego kraju wszystko, jak leci, bez egzekwowania podstawowych norm sanitarnych i wszelkich innych wymagań formalnych. Jeśli zostały tu popełnione jakiekolwiek zaniedbania to powinny też zostać wyciągnięte  odpowiednie konsekwencje. Nie może być tak, że wojna w Europie Wschodniej jest pretekstem do popełniania zaniechań czy zaniedbań przez określone struktury państwowe, które jak raz jeszcze podkreślam, absolutnie nie mają w żadnym stopniu charakteru politycznego i powinny w sposób merytoryczny zajmować się sprawami kontroli, także sanitarnych. Nie jest rolą ministra rolnictwa ani też ministra rozwoju, żeby przeprowadzać kontrole jakościowe ukraińskiego zboża na polskiej granicy - od tego są przecież odpowiednie instytucje. 

Komisarzem do spraw rolnictwa w Unii Europejskiej jest europoseł PiS - Janusz Wojciechowski. Czy za jego pośrednictwem nie można naświetlić w Europie polskiego punktu widzenia w tej sprawie? Może miały tu miejsce jednak jakieś polityczne zaniedbania w tej kwestii?

Wierzę, że będzie to czas bardzo intensywnego ambasadorowania w tej kwestii przez Janusza Wojciechowskiego. W obecnej sytuacji powinno to stanowić dla niego, w sensie i politycznym i wręcz moralnym - absolutnie podstawowy priorytet. 

Podobne do Polski rozporządzenia dotyczące ukraińskiego zboża wydały również Węgry i Słowacja. Czy potwierdza to tezę, że Polska jest tutaj takim politycznym liderem w naszej części Europy i - czy możliwe jest, Pana zdaniem, zbudowanie wokół Polski takiej koalicji krajów naszego regionu, które łączy podobne podejście do kwestii związanych z Ukrainą, tzn. chęć wspierania tego państwa militarnie w starciu z Rosją, ale też jednoczesna chęć ochrony własnego rynku rolnego przed zalewem ukraińskich produktów?

Proponowałbym, aby być tutaj realistą i jednak skupić się raczej na pierwszym z wymienionych aspektów. Rzeczywiście jest tak, że Polska pełni tu pewnego rodzaju rolę "przewodnika stada" w naszym regionie. I można powiedzieć, że obowiązuje na swój sposób prawidłowość, którą trawestując stare i znane powiedzenie, można by streścić w słowach: "Uderz w polski stół, a nożyce się odezwą". Natychmiast po tym, jak Polska w sprawie ukraińskiego zboża te decyzje podjęła - to samo uczyniły Węgry i to z powołaniem się na polskie działania w tej kwestii, a podobną decyzję zapowiedziała nie tylko Słowacja ,ale tez i nawet Austria. To w sposób ewidentny świadczy o tym, że jesteśmy tutaj bardzo istotnym punktem odniesienia. I nawet jeśli państwa regionu mogą się z Polską w pewnych sprawach nie zgadzać, to jednak z uwagą obserwują one to wszystko, co my robimy.

Natomiast w odniesieniu do Słowacji byłbym jednak znacznie ostrożniejszy. To, co robi obecnie słowacki rząd jest jednak w istotnej części elementem trwającej kampanii wyborczej. Na Słowacji bowiem wybory odbędą się jeszcze we wrześniu. I szczerze mówiąc bardzo się obawiam tego, że dojdzie w tym państwie po tychże wyborach do zmiany władzy w kierunku koalicji dwóch partii lewicowych oraz dwóch partii skrajnej prawicy. A to połączenie sprawi, że będziemy ,niestety, mieli do czynienia w kraju naszych południowych sąsiadów z bodaj najbardziej prorosyjskim rządem w całej Unii Europejskiej. We wrześniu zatem może się okazać, że Bratysławie zdecydowanie bliżej będzie do Budapesztu, żeby nie szukać dalej - niż do Warszawy. 

Pojawiły się w ostatnim czasie w kierunku partii rządzącej zarzuty, że PiS poświęca Ukrainę dla ratowania poparcia na wsi.

Szaleństwo! Jak przecież przyznają sami Ukraińcy : gdyby nie Polska ,to Ukraina byłaby teraz okupowana przez Rosję. To przecież Polska przekazywała w najtrudniejszych momentach i przekazuje uzbrojenie, paliwo, pełni rolę medycznego i żywnościowego huba, a przyjmując miliony ukraińskich uchodźców wojennych zapewniła im bezpieczeństwo. Jeśli więc ktoś po tym wszystkim mówi o poświęceniu przez Polskę Ukrainy w imię doraźnych interesów politycznych to radziłbym mu po prostu wziąć lodowaty prysznic i napić się zimnej wody, bo to jest jakieś szaleństwo i teza kompletnie absurdalna. Polska musi i będzie bronić swoich interesów narodowych. A ci, którzy chcą żebyśmy nadal nie zauważali problemów z eksportem ukraińskich produktów rolnych i spożywczych do Polski - kompletnie nie rozumieją polityki. A brak wyczucia w tych sprawach może najzwyczajniej w świecie doprowadzić do wzrostu sił prorosyjskich w naszym kraju oraz przejęcia władzy przez tych, którzy przez lata basowali Rosjanom.

Bardzo dziękuję za rozmowę.