Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: A więc Donald Tusk przejął władzę i wygłosił dwugodzinne expose, w którym konkretów było niewiele. Co dla Prawa i Sprawiedliwości oznacza w obecnym momencie przejście do opozycji? Czy środowisko polityczne PiS (zwłaszcza politycy młodzi, których kariery nie sięgają lat 2007-2015) jest spójne i zdeterminowane, by zwyciężać w kolejnych wyborach i władzę odzyskać?
Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości: Nie uważam, żeby było to expose historyczne. Nie przejdzie ono do historii polskiego parlamentaryzmu tak, jak przemówienie ministra spraw zagranicznych II Rzeczpospolitej Józefa Becka, który w maju 1939 roku odmawiając Niemcom prawa do korytarza eksterytorialnego podkreślał, że Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę i że są w życiu narodów i państw sprawy najważniejsze, jak honor. Nie było to też expose na miarę premiera Jana Olszewskiego przed głosowaniem za odwołaniem jego rządu, czyli przed Nocną Zmianą 4. czerwca 1992 roku. Donald Tusk w swoim wystąpieniu starał się realizować zasadę „dla każdego coś miłego”, a także – czego nie zauważono – zaczął korygować wypowiedzi swoich posłów, ogarniętych rewanżyzmem i negatywnymi emocjami. Wypowiedział się dość pozytywnie o idei, która pojawiła się za rządów Prawa i Sprawiedliwości dotyczącej organizacji letnich igrzysk olimpijskich w Polsce za 13 lat w roku 2036 albo później. Zostało to skrytykowane kilka tygodni temu, już po wyborach, przez szereg polityków Platformy Obywatelskiej związanych ze sportem.. Tusk tymczasem uznał, że Polacy generalnie chcą igrzysk, bo to świadczy o sile państwa. Jest to też czynnik jednoczący. Ta jego korekta swoich polityków oznacza, że posiada on lepsze czucie opinii publicznej, niż jego posłowie.
Expose to są oczywiście pewne ramy obrazu, który dany premier i rząd będzie malował, ale tak naprawdę chodzi o ten obraz, a nie ramy. Liczą się więc działania praktyczne i to będzie podstawą do oceny premiera Tuska, zarówno przez jego wyborców, jak i jego oponentów.
Czy te jego wypowiedzi, ponieważ mówił też o Centralnym Porcie Komunikacyjnym, ale też o kontraktach zbrojeniowych, to w opinii Pana Posła są to jedynie łagodzące taktyki, a dalej będziemy mieli do czynienia z Resetem 3.0? Czy też to, co mówił, może być w jakimś stopniu realne?
Przed chwilą właśnie zwróciłem uwagę na to, że on w ten sposób korygował różne emocjonalne i niemerytoryczne wypowiedzi swoich ludzi, często jeszcze nastawionych negatywnie emocjonalnie do obozu patriotycznego, a więc Tusk uznał, że w expose sejmowym lepiej zawiesić – przynajmniej na ten czas – program zawarty w haśle ośmiu gwiazdek, a pokazać te rzeczy, które mogą łączyć. To rzecz jasna nie oznacza, że – mówiąc językiem amerykańskiego filmu – „the day after” (z ang. „następnego dnia”) nie będzie znowu antypisowskiego hejtu, czy zaprzeczania merytorycznym inicjatywom naszego rządu w ciągu tych ostatnich ośmiu lat. Uważam, że tak naprawdę te jego słowa o niczym nie świadczą, ponieważ sam mówił wielokrotnie o polityce miłości, a przekaz jaki wychodził od jego ludzi był często bardzo nienawistny. W związku z tym zobaczymy, jak będzie przebiegała realizacja tych jego zapowiedzi. To jest na razie wielki znak zapytania. Ja osobiście jestem ostrożny.
Pojawiły się opinie, że mowa ciała Tuska mówi, że – o czym już Pan Poseł wspominał - próbował się on wkupić w łaski i Sejmu i Polaków. Czy środowisko obecnego już rządu ma świadomość, że będzie mieć do czynienia z niezwykle silną opozycją?
Tusk mając w perspektywie w najbliższym półroczu podwójne wybory – kwietniowe do samorządów i w czerwcu do Parlamentu Europejskiego, chce zneutralizować, a może nawet pozyskać część elektoratu Prawa i Sprawiedliwości i temu ma służyć to łagodzenie pewnych wypowiedzi swoich kolegów. Oczywiście może być też tak, że - pomijając to - może być to taktyka dobrego i złego policjanta – w tej grze Tusk miałby być tym dobrym, a jego politycy, jak panowie Szczerba i Joński, tymi złymi. Być może jest to po prostu teatr z wcześniej rozpisanymi rolami.
Tusk zapewnia, że w Unii Europejskiej „nikt go nie wykiwa”, a żadne niekorzystne dla Polski zmiany traktatowe nie będą przez Polskę – w jego rozumieniu przez obecny rząd - zaakceptowane. Czy tym zapewnieniom można w ogóle wierzyć?
To bardzo efektowne sformułowanie, żeby nie powiedzieć efekciarskie. Co do zmian traktatowych natomiast, to na razie Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe – w przeciwieństwie do ruchu Hołowni, czy Partii Zielonych i partii lewicowych – zagłosowały tak jak PiS w Parlamencie Europejskim. Scenariusz może tu być natomiast następujący: konwent powołany przez Radę Europejską oraz konferencja międzyrządowa dokonają różnych zmian w propozycjach rewolucji traktatowej, zmian korzystnych, ponieważ różne – mówiąc oględnie – „głupoty” zostaną wyrzucone. Mogą jednak niestety pozostać jakieś zręby tego w postaci przymuszania krajów do wstępowania do strefy euro, czy odejścia od jednomyślności. Wtedy większa staje się rola Niemiec, bo największemu państwu łatwiej będzie tworzyć koalicje większości kwalifikowanej. Podobnie ma się sprawa z kwestią „majstrowania” przy tworzeniu alternatywy dla NATO w postaci europejskiej armii. Może też zostać wyrzuconych szereg innych rzeczy i to w przyszłości może stać się pretekstem dla Donalda Tuska, żeby mógł powiedzieć, że to jemu i jego obozowi udało się wywalczyć, że nie ma takiego czy innego niekorzystnego dla Polski zapisu. I wtedy mogliby spokojnie głosować za tak przygotowanym traktatem.
Tymczasem, jeśli nie będą wyrywane kły temu dzikiemu zwierzęciu o nazwie „rewolucja traktatowa”, to dalej będzie to dla Polski fatalne. W tym względzie oczekiwałbym nie teatru i pewnej „ustawki”, ale obrony interesów Polski w tym zakresie, za którą to obronę będzie Donald Tusk i jego rząd rozliczany.
Czy zdaniem Pana Posła obecny rząd będzie próbował wprowadzić Polskę do strefy euro? Boi się tego wielu Polaków, zwłaszcza z miejscowości przygranicznych, których obywatele nierzadko robią w naszych sklepach duże zakupy. Czy można się spodziewać też, że obecny już rząd będzie rozdmuchiwał niechęć do prezesa NBP Adama Glapińskiego, żeby zachęcić Polaków do euro? Z podobnym zakłamywaniem rzeczywistości mieliśmy przecież do czynienia przez całą kampanię wyborczą.
Uważam, że papierkiem lakmusowym do sprawdzenia, jaki jest prawdziwy stosunek do tego, będą właśnie prace nad sprawami traktatowymi, ale nie tylko. Wiąże się to także z pewną propagandą rządową. Jeśli ona będzie dalej szła w tym kierunku, że strefa euro jest „cacy” i że grzechem PiSu było rzekome zaniechanie wejście do tej strefy – ja uważam, że ze strony naszego obozu Prawa i Sprawiedliwości była to jedna z największych zalet, że zablokowaliśmy ten owczy pęd – to wówczas będę krytykował rozdźwięk pomiędzy tym głosowaniem przeciwko zmianom traktatowym w Sejmie i słowami w expose, a rzeczywistością. Byłaby to wówczas ustawka, polegająca na tym, że Tusk jest dobrym policjantem, a spuszcza ze smyczy tych, którzy de facto robią tę robotę za wejściem Polski do Eurolandu. Dla mnie to jedno z głównych kryteriów do oceny tego rządu. Właśnie ta kwestia, czy będzie chciał Polskę zmusić do wejścia do strefy euro wbrew Polakom, przecież – przypomnę – według badań prawie 2/3 Polaków jest temu przeciwna.
To się nie pokrywa z badaniami poparcia dla partii politycznych, bo na PiS głosuje 35 procent, a to jest przecież 63 procent, czyli prawie dwa razy więcej. Jak więc widać, nie jest to kwestia tego, że mamy tu do czynienia z jakąś partyjną dyscypliną, ale czegoś znacznie… znacznie szerszego. Podobnie rzecz się ma ze stosunkiem nielegalnej imigracji.
Uważam też, że te obawy Polaków co do strefy euro są całkowicie uzasadnione i słuszne z dwóch względów. Pierwszy to aspekt związany z suwerennością, ponieważ własna waluta jest elementem niepodległości, a drugi to aspekt gospodarczy – wchodzenie w czasie kryzysu gospodarczego – a taki obecnie mamy – oraz kiedy nasza siła nabywcza jest dużo mniejsza niż siła nabywcza Niemiec czy Holandii. Wchodzenie w takich warunkach do strefy euro jest diametralnym błędem, ponieważ odczulibyśmy to bardzo negatywnie ekonomicznie, tak jak to miało miejsce w przypadku krajów nie tylko z naszego regionu, jak Listwa, Słowacja ale też jak ostatnio Chorwacja. Podobnie zresztą było w przypadku państw Europy południowej, gdyż Włochy do tej pory „plują krwią” po tym akcesie do „Eurolandu” – bardzo duży kryzys miał miejsce także z udziałem Grecji czy Hiszpanii, a w jakiejś mierze także Portugalii.
Jeżeli więc zobaczymy badania, których nikt nie podważał, że tylko dwa kraje odniosły korzyści z wejścia do strefy euro – czyli Niemcy i Holandia – no to tym bardziej nie powinniśmy się na to godzić. Uważam też, że jeżeli Tusk takie działania w praktyce podejmie, to będzie to rzecz absolutnie nie do zaakceptowania i wtedy zadrze – Uwaga! - nie z elektoratem PiSu, ale ze zdecydowaną większością Polaków.
A jak można podejść do tej zapowiedzi Donalda Tuska, że jego rząd będzie odpowiadał na wszystkie pytania, które nie będą miały „nastawienia politycznego”, ale – jako to określił – „rzeczowe”?
Ale co co znaczy „nastawienia politycznego”? Ja mu zadedykuję – Uwaga! - może dziwnie jak na polityka PiSu, słowa niemieckiego pisarza Thomasa Manna, który napisał „drogi Panie Donaldzie”: „Nie ma nie-polityki. Wszystko jest polityką”. Więc określanie, że pytania mogą być niepolityczne jest z samej natury jakieś absurdalne. Kto będzie bowiem oceniał, że coś jest niepolityczne, jakieś „polit-biuro” Platformy Obywatelskiej albo Kancelaria Prezesa Rady Ministrów? Szczerze mówiąc, to taki chwyt tani intelektualnie.
Wkrótce kolejne wybory, o których już Pan Poseł mówił, a w nieodległej wcale przyszłości także wybory prezydenckie. Jakie zadania stoją przed PiSem w tym zakresie?
Przede wszystkim podstawowym zadanie jest utrzymanie jedności w kontekście wyborów zarówno samorządowych, jak też do Parlamentu Europejskiego. Mieliśmy osiem sejmików, a mamy siedem. Chodzi o to, żeby w tym – tak to określę - długim marszu, który się szykuje dla opozycji, czyli obecnie PiSu, mieć jak najwięcej przyczółków terytorialnych. To w sposób bardzo oczywisty ułatwia robienie polityki na szczeblu centralnym, co pokazał przykład byłej już obecnie opozycji, czyli zwłaszcza Platformy Obywatelskiej, ale też i innych formacji. W związku z tym tutaj należy zrobić wszystko, aby obronić jak najwięcej aktywów, jeśli chodzi o samorządy. Następnie trzeba też do końca walczyć, aby wygrać z Koalicją Obywatelską wybory do Parlamentu Europejskiego. To będą ostatnie wybory przed prezydenckimi i uzyskanie – mówiąc językiem Formuły 1 - tzw. „poll position” jest sprawą kluczową. Trzeba więc zrobić wszystko, żeby te wybory do Europarlamentu wygrać.
Uprzejmie dziękuję Panu Posłowi za rozmowę.
