Mariusz Paszko, portal Fronda.pl: Liz Truss została właśnie nowym premierem Wielkiej Brytanii. Co to oznacza dla samego Zjednoczonego Królestwa, Europy i Polski?
Ryszard Czarnecki, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości: Jako człowiek urodzony w Londynie szczególnie interesuję się polityką brytyjską i mogę powiedzieć, że trzecia w historii Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej premier kobieta będzie z całą pewnością kontynuatorką linii Borysa Johnsona, którą można by streścić następująco. Będą to przyjaźń z Polską i Ukrainą, absolutna negacja Rosji, kontynuacja bardzo mocnych więzów transatlantyckich z USA, inwestowanie polityczne i ekonomiczne w więzi z Japonią, Koreą Południową, intensyfikacja relacji w ramach Commonwealth realm, szczególnie zaś z Australią i Kanadą. No i oczywiście ukryta i nieeksponowana rywalizacja z Francją i Niemcami. Jak widać wiele z tych kierunków, jak kwestia zbliżenia z Polską, bardzo podobnego stosunku do Rosji, a także w jakiejś mierze do tych głównych państw członkowskich Unii Europejskiej, czyli tandemu Berlin – Paryż, w sposób naturalny daje wspólne mianowniki z naszym krajem. Liz Truss nie ma co prawda tej charyzmy, którą miała Margaret Thatcher, która miała jej więcej niż kilku premierów przed nią i po niej razem wziętych. Truss bardziej przypomina drugą w historii Wielkiej Brytanii premier, którą była Theresa May. Jest bardziej technokratyczna. Stało się to, co przewidywałem, a więc wygrała wybory w cuglach. Czasem co prawda zdarzają się jej niezręczne wypowiedzi, jak w czasie jednej z debat w telefonie do Putina, ale w wymiarze realiów politycznych jest to polityk, który zapewni kontynuację polityki Londynu, zarówno zresztą w sprawach Rosji, Polski i Ukrainy, ale także Unii Europejskiej, ponieważ jest zdecydowaną przeciwniczką Brexitu. Nie należy więc mieć tutaj złudzeń, że wróci temat powrotu Wielkiej Brytanii do Unii Europejskiej.
Niektórzy publicyści już zaczęli się rozpisywać, że Wielka Brytania będzie miała właśnie kolejną „żelazną damę”. Ona w młodości, co niektórzy przypominają, chodziła na protesty przeciwko ówczesnej i tej jedynej na razie w historii Wielkiej Brytanii „żelaznej damie” Margaret Thatcher.
Ja myślę, że takie próby określania jej jako „new iron lady” są absolutnie przedwczesne. Próbowano to robić również w przypadku Theresy May. Także należy z tym zdecydowanie poczekać. To, że kiedyś protestowała przeciwko Margaret Thatcher tak naprawdę niewiele znaczy. Ważne jest to, że uzyskała znaczące poparcie członków partii Torysów, a więc brytyjskiej partii konserwatywnej i to właśnie jest absolutnie w tej sprawie kluczowe.
Według Liz Truss głównym celem politycznym krajów demokratycznych powinno być obecnie nałożenie Moskwie kagańca, co wymaga jednak wcześniejszego potężnego osłabienia Rosji. Wydaje się, że jest w tym względzie tego samego zdania, co były dowódca wojsk USA w Europie gen. Ben Hodges, który kilka dni temu na Twitterze napisał że Rosję należy zdeimperializować. Dodał też, że „jesteśmy świadkami początku końca Federacji Rosyjskiej, jaką znamy dzisiaj”.
O panu generalne Hodgesie zdecydowanie nie mam najlepszego zdania. W mojej opinii na szczęście już nie jest głównodowodzącym wojsk NATO w Europie i przez to ja osobiście czuję się bardziej bezpieczny. Przypomnę tylko, że jest to ten generał, który w kwietniu ogłosił, że wojna na Ukrainie zakończy się w przeciągu dwóch tygodni zwycięstwem Ukrainy. Jego analizy, jak widać z tego wyraźnie, są delikatnie mówiąc, mało wartościowe. W tej sprawie jednak oczywiście i nowa premier Wielkiej Brytanii i on mają zdecydowanie rację, chociaż będzie to proces i trudny i długotrwały. Charakterystyczne jest to, że bardziej o tym mówią Amerykanie i Brytyjczycy, a zupełnie co innego przekazują i przede wszystkim myślą Niemcy, Francuzi i Włosi. Opinia publiczna tych krajów w sposób znaczący raczej chciałaby powrotu do paktu Berlina, Paryża i Rzymu z Moskwą.
Kanclerzem skarbu w gabinecie nowej premier Wielkiej Brytanii został Kwasi Kwarteng. Jego poglądy są zbliżone do tych, które prezentuje premier Mateusz Morawiecki. Uważa on mianowicie, że pozycja makroekonomiczna Wielkiej Brytanii „nie wymaga nadmiernego zaciskania podatkowego” i – podobnie jak nasz premier – jest zwolennikiem zapewnienia gospodarstwom domowym i biznesom stabilizacji i solidnego planu przetrwania nadchodzącej i następnej zimy. Wspólnie z Liz Truss przygotowują pakiet wsparcia i cięć podatkowych szacowanych na 100 miliardów funtów. Czy ta podobna polityka bardziej zacieśni współpracę Polski i Wielkiej Brytanii?
To, że nasz premier stał się trendseterem, a więc kimś kto wskazuje tendencje, to oczywiście jest bardzo pozytywne i to tworzy rzecz jasna bardziej korzystną atmosferę w relacjach bilateralnych, skądinąd i tak bardzo dobrą. To, że eksportujemy nasze pomysły i programy socjalno-gospodarcze dobrze świadczy o polskim rządzie, choć przypomnę, że to się w ogóle wpisuje w ideę ostatniej dekady działalności partii konserwatywnej, gdzie jeszcze David Cameron mówił o „konserwatyzmie współczującym”. No właśnie – on mówił, a my to robiliśmy, ponieważ reprezentujemy wartości w dużej mierze konserwatywne, ale dbamy o wsparcie socjalne.
Dzisiaj brał Pan Poseł udział w panelu na Forum Ekonomicznym w Krynicy, ale też w ciągu tych kilku dni spotykał się Pan z wieloma ekspertami. Czy mocno przewijały się tematy współpracy polsko-brytyjskiej?
Tutaj bardziej jednak mówi się o relacjach euroatlantyckich, a także o Europie i oczywiście o Ukrainie. Wielka Brytania nie jest jednym z głównych tematów, chociaż na pewno warto, aby w klasie politycznej mówiono o tym więcej, ponieważ jest to nasz strategiczny sojusznik. Co oczywiście nie przeszkadza potencjalnemu zbliżeniu polsko-francuskiemu czy też polsko-niemieckiemu, oczywiście jeśli te państwa będą chciały relacji partnerskich, a nie takich jak dotychczas, a więc patrzenia na nas z góry.
Była ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher wypowiedziała się ostatnio w sprawie odbudowy Ukrainy. Stwierdziła mianowicie, że w tym procesie należy zdecydowanie zweryfikować rolę Niemiec. Jaka jest opinia Pana Posła w tej sprawie?
Przede wszystkim to Niemcy razem z Francją odpowiadają za ten nieszczęsny Format Normandzki, który de facto przez ostatnie lata wzmacniał Rosję kosztem Ukrainy. Myślę więc, że Berlin ale także i Paryż były w jakimś sensie ambasadorami szczególnie bliskich relacji największych państw członkowskich Unii Europejskiej z Moskwą, więc siłą rzeczy trudno żeby były one odbierane jako liderzy w odbudowywaniu Ukrainy, ponieważ byliby tutaj zupełnie niewiarygodni.
Czy w związku ze śmiercią brytyjskiej królowej Elżbiety II mógłbym prosić Pana Posła o kilka słów na Jej temat?
Elżbieta II, czyli Elżbieta Aleksandra Maria Windsor, była królową, która szczytnie reprezentowała Koronę Brytyjską na zewnątrz. Przypomnijmy, że – na co dzień przeważnie nie zdajemy sobie z tego sprawy – Królowa Elżbieta była głową 15 państw, a więc nie tylko Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, także 14 innych na kilku kontynentach, poczynając od Kanady, Australii i Nowej Zelandii, ale również mniejszych jak Wyspy Salomona czy Tuvalu, które wspólnie z Wielską Brytanią mają status Commonwelth realm. I ona jest w tych krajach traktowana bardzo poważnie. To jest sprawa formalna, ale to w sposób znaczący umacnia związki pomiędzy Koroną a tymi państwami. W czasie, kiedy Elżbieta II była królową – warto to podkreślić – urzędowało 15 premierów w Londynie i w sumie – jak policzyłem – 142 premierów w tych krajach wchodzących w skład państw Commonwelth realm. Mamy więc prawie siedem dekad jej rządzenia, które dało ciągłość Koronie Brytyjskiej. Trzeba przyznać, że wiązało się to z jej strony z dużą pracą. Starała się chronić dynastię i państwo od skandali i robiła to znakomicie.
Uprzejmie dziękuję Panu Posłowi za rozmowę.
