Autokary z pierwszymi sympatykami opozycji z całej Polski od rana zaczęły zjeżdżać do stolicy. Marsz Donalda Tuska odbywa się pod hasłem „przeciw drożyźnie, złodziejstwu i kłamstwu, za wolnymi wyborami”. Ma być okazją do zjednoczenia przeciwników Prawa i Sprawiedliwości. Organizatorzy podkreślają, że jest też formą uczczenia pierwszych częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 roku.

- „Donald Tusk zwołuje demonstrację 4 czerwca. On nie lubi, jak mu się przypomina te wydarzenia z 1992 roku. Dziś on chce czcić wybory z 4 czerwca 1989 roku. Otóż trzeba przypominać, że wtedy - w 1989 roku żadnych wolnych i demokratycznych wyborów nie było. Były one wtedy ustawione. Komuniści na mocy postanowień z Magdalenki mieli zagwarantowany udział we władzy. Dla Tuska układy z komunistami z 1989 roku i dziś to żaden problem. On zrobi wszystko, aby wrócić do władzy. Nawet przy pomocy sił zagranicznych”

- mówił wczoraj w Jan Parys, wspominając w Sejmie obalenie rządu Jana Olszewskiego.

O godz. 12 na placu Na Rozdrożu obecny był już Donald Tusk w towarzystwie pozostałych liderów Koalicji Obywatelskiej, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, Włodzimierz Czarzasty i Adrian Zandberg. Wydarzenie rozpoczyna się wystąpieniami polityków, następnie trasa biegnie przez plac Na Rozdrożu, plac Trzech Krzyży, rondo de Gaulle’a, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście. Wydarzenie zakończy się na placu Zamkowym, gdzie o 14:00 przemówić ma Donald Tusk.

- „Jesteśmy w samo południe. Nie bójcie się, nikt nas dzisiaj nie zagłuszy. Są nas tysiące, z Polską w sercach”

- mówił lider Platformy Obywatelskiej na początku wydarzenia. Dziękował przy tym obecnemu na marszu Lechowi Wałęsie za pierwsze częściowo wolne wybory 4 czerwca.

Obok polskich i unijnych flag, na marszu powiewają te z ośmioma gwiazdkami, mającymi wyrażać wulgarne hasło jednoczące totalną opozycję. To właśnie o wulgarne szerzenie nienawiści organizatorów marszu oskarżają politycy partii rządzącej, przypominając ostatnie skandaliczne wypowiedzi sympatyków totalnej opozycji.