Od miesięcy ogromny sprzeciw Polaków budziły kolejne inicjatywy prof. Ruchniewicza. Były już dyrektor Instytutu Pileckiego planował m.in. seminarium na temat zwrotu przez Polskę dób kultury na rzecz Niemiec. Plany te ujawniła szefowa berlińskiego oddziału Instytut Hanna Radziejowska, którą prof. Ruchniewicz kilka dni później zwolnił. Co więcej, Wirtualna Polska ujawniła, że Radziejowska była sygnalistką, przekazując informację na temat nieprawidłowości w Instytucie do Ministerstwa Kultury, a jej poufny list do szefowej resortu trafił do rąk… dyrektora Ruchniewicza.

- „To, co wydarzyło się w Instytucie Pileckiego, mogło skrzywdzić wiele osób, i wiem, że kobietom w Polsce nie jest łatwo w sytuacjach zawodowych”

- powiedziała minister Cienkowska, uzasadniając decyzję o zwolnieniu dyrektora.

Prof. Ruchniewicza zastąpi Karol Madaj, absolwent KUL, były pracownik Instytutu Pamięci Narodowej.

Do decyzji szefowej MKiDN odniósł się szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki.

- „Bardzo dobra decyzja, tylko bardzo późno ta decyzja. Decyzja, która już nie odwróci tych wszystkich negatywnych skutków, które wywołała obecność pana Ruchniewicza w Instytucie Pileckiego”

- zauważył minister.

Głos za pośrednictwem mediów społecznościowych zabrała również była premier Beata Szydło.

- „Dzisiejsze odwołanie Krzysztofa Ruchniewicza z Instytutu Pileckiego nie może przysłonić faktu, że ten człowiek nigdy nie powinien tam trafić. A trafił, wyrządzając wiele złego, zarówno instytucji, jak i ludziom. Minister Cienkowska powinna przeprosić za to, co się wydarzyło. Zamiast tego na konferencji uciekała przed zasadnymi pytaniami dziennikarzy”

- podkreśliła wiceprezes PiS.