Rosja przeprowadziła wczoraj najbardziej zmasowany atak rakietowy na ukraińskie cele od początku inwazji. Wystrzelono około 100 rakiet. Wiele z nich skierowano w zachodnią część Ukrainy – obwody lwowski i wołyński. Ukraińskiej obronie udało się zestrzelić wiele rakiet, część niestety trafiła w cele, niszcząc infrastrukturę energetyczną. W tym czasie w polskiej wsi Przewodowo spadł pocisk, a eksplozja zabiła dwóch mężczyzn. Najpewniej nie wybuchł sam ładunek pocisku, a jedynie znajdujące się w nim resztki paliwa. Wszystko wskazuje na to, że był to pocisk wystrzelony przez Ukrainę, który miał strącić rosyjską rakietę, ale niestety się to nie udało.
Po wybuchu polskie i amerykańskie media sugerowały, że na terytorium Polski mogły spaść „zabłąkane rakiety” wystrzelone z terytorium Rosji. Od początku jednak znacznie bardziej zachowawczo działały polskie władze, które długo wstrzymywały się przed komentowaniem „sytuacji kryzysowej”. Następnie MSZ poinformowało, że na terytorium Polski spadł pocisk radzieckiej produkcji. Dziś rano natomiast oficjalnie wskazano, że został on najpewniej wystrzelony z terytorium Ukrainy. Prof. Zbigniew Rau wcześniej wezwał jednak do MSZ ambasadora Rosji w celu wyjaśnienia sprawy, za co teraz przeprosin domaga się Maria Zacharowa.
- „Prezydent Polski nazwał upadek rakiety nieszczęśliwym wypadkiem. Tymczasem jeszcze wczoraj wysłuchiwaliśmy histerii polskich urzędników i polityków. Polskie instytucje, które pozwoliły sobie na antyrosyjskie wypowiedzi i wezwały o północy ambasadora Andriejewa, czy przypadkiem nie chcą za coś przeprosić?”
- napisała rzeczniczka rosyjskiego MSZ na Telegramie.
