W propagandowym programie „Wieczór z Władimirem Sołowiowem” wystąpił były rzecznik praw dziecka w Rosji Paweł Astachow, który odniósł się do przejęcia przez polskie władze bezprawnie zajmowanego przez rosyjską ambasadę budynku w Warszawie. Przywołał też wydarzenie z maja ub. roku, kiedy rosyjski ambasador w Polsce został oblany czerwoną farbą przez antywojennych aktywistów.
- „Wtedy czekałem, czy znajdą polskiego ambasadora w rzece Moskwa”
- oznajmił Rosjanin.
- „Wyjaśnię dlaczego o tym mówię (...) każdy student prawa międzynarodowego może wyjaśnić co to są retorsje i akcje odwetowe: działania odwetowy na nieprzyjazne działania. To mieści się to w ramach prawa międzynarodowego”
- dodał, wzywając tym samym do zamordowania ambasadora RP w Rosji Krzysztofa Krajewskiego.
Do tych skandalicznych słów odniósł się w programie „Kwadrans polityczny Jedynki” szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, który zauważył, że pokazują one „jak daleko od standardów cywilizacyjnych Rosja dziś odeszła”.
Przydacz był pytany, czy w związku z tego typu wystąpieniami Polska powinna wycofać swoich dyplomatów z Rosji.
- „Jeśli chodzi o nasze przedstawicielstwo w Moskwie, jesteśmy w koordynacji z państwami europejskimi i naszej wspólnoty auroatlantyckiej, jeśli wspólnie uznamy, że należy wycofywać dyplomatów pewnie tak zrobimy, na ten moment takiej decyzji nie ma”
- wyjaśnił.
- „To też jest pewien zasób informacyjny dla świata, to że tam dyplomaci państw UE ta się znajdują, dzięki temu wszyscy lepiej rozumiemy co się dzieje w samej Moskwie”
- dodał.
