Kreml planował błyskawiczną inwazję na Ukrainę, rosyjska armia miała w trzy dni zdobyć Kijów, gdzie Putin chciał ustanowić rząd marionetkowy. Kiedy to się jednak nie udało i Rosja zaczęła przegrywać w konwencjonalnej wojnie, Kreml zaczął straszyć świat użyciem broni nuklearnej, chcąc w ten sposób zniechęcić zachodnie państwa do wspierania Ukrainy. W ostatnim czasie Rosjanie jednak zaczęli się wycofywać z nuklearnego szantażu. 2 listopada niespodziewane oświadczenie opublikowało rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które zapewniło, że Moskwa nie będzie dążyć do konfliktu nuklearnego.

- „Realizując politykę odstraszania nuklearnego, Rosja ściśle i konsekwentnie kieruje się postulatem niedopuszczalności wojny nuklearnej, w której nie może być zwycięzców i która nigdy nie powinna zostać rozpętana”

- napisali urzędnicy kierowanego przez Siergieja Ławrowa resortu.

W oświadczeniu zaznaczono, że Rosja może użyć broni jądrowej wyłącznie w „odpowiedzi na agresję dokonaną z użyciem broni masowego rażenia lub agresję z użyciem broni konwencjonalnej, gdzie zagrożone jest samo istnienie państwa”.

ISW zauważa, że zmianę tonu wypowiedzi rosyjskich polityków najpewniej spowodowały zakulisowe rozmowy z przedstawicielami Stanów Zjednoczonych. Poufne rozmowy z sekretarzem rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Nikołajem Patruszewem i doradcą prezydenta Rosji ds. polityki zagranicznej Jurijem Uszakowem prowadził w ostatnim czasie doradca prezydenta USA Joe Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan.

Nacisk na Kreml wywierały również Chiny. Xi Jiping nawoływał do przeciwstawienia się groźbom użycia broni jądrowej.

- „W ocenie ISW użycie przez Rosję broni atomowej na Ukrainie jest nadal mało prawdopodobne”

- czytamy w raporcie.