Kreml sięga po szantaż nuklearny od samych początków wojny na Ukrainy, kiedy to rosyjskiej armii nie udało się spełnić planów błyskawicznego zajęcia Kijowa i przejęcia kontroli nad napadniętym krajem. Putin w tym czasie wielokrotnie zapewniał o rosyjskiej gotowości do sięgnięcia po arsenał jądrowy w przypadku zagrożenia „integralności terytorialnej” Rosji. Po kolejnych niepowodzeniach na froncie, o użycie broni jądrowej zaczęli apelować kremlowscy propagandyści. Ostatnio hasło to podniósł nawet dziekan wydziału światowej gospodarki i polityki moskiewskiej Wyższej Szkoły Ekonomii Siergiej Karaganow. Jeden z najważniejszych rosyjskich politologów stwierdził, że Rosja powinna zaatakować przy użyciu broni jądrowej jedno z europejskich miast. Ocenił nawet, że Kreml zrobił już pierwszy krok w tym kierunku, decydując o rozmieszczeniu taktycznej broni jądrowej na Białorusi.

Teraz głos na temat możliwości użycia broni jądrowej zabrała Maria Zacharowa.

- „Polityka rosyjskiego odstraszania nuklearnego jest ściśle obronna. Hipotetyczne użycie broni atomowej jest wyraźnie ograniczone przez nadzwyczajne okoliczności w ramach celów stricte obronnych”

- zapewniła rzeczniczka rosyjskiego MSZ w czasie Międzynarodowego Forum Ekonomicznego w Petersburgu.

Podkreśliła, że Rosja zgadza się z tym, iż wojny atomowej nikt nie może wygrać i nie wolno jej rozpętać.

- „Konsekwentnie wzywamy wszystkie pozostałe strony wspólnego oświadczenia przywódców pięciu państw nuklearnych w sprawie uniknięcia wojny atomowej i ograniczenia wyścigu zbrojeń do przestrzegania tych postulatów”

- dodała.

Zapewniła też, że „jeśli tylko Waszyngton wykaże wolę polityczną i podejmie wysiłki w celu złagodzenia napięć i deeskalacji oraz stworzenia warunków do wznowienia pełnego funkcjonowania traktatu”, Kreml jest gotowy odejść od decyzji o zawieszeniu udziału w traktacie o redukcji zbrojeń strategicznych.