We Francji od ub. wtorku trwają zamieszki, w czasie których dotychczas zatrzymano 3486 osób. Wedle informacji przekazanych dziś przez francuski resort spraw wewnętrznych, rannych zostało do tej pory 808 funkcjonariuszy. Zaatakowano 268 posterunków policji i żandarmerii. Spalono lub uszkodzono 1105 budynków, podpalono też 5892 pojazdy. Na szczęście wywołane zastrzeleniem przez policjanta 17-letniego kierowcy zamieszki zdają się wygasać. Ostatniej nocy zatrzymano już tylko 72 osoby. Po śmierci 17-letniego Nahela, którego rodzice pochodzą z Maroka i Algierii, zamieszki wybuchały też w Belgii.
W rozmowie z portalem wPolityce.pl ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego prof. Piotr Gromchmalski zwrócił uwagę, że szukając przyczyn tych zdarzeń, nie można ograniczyć się do wyjaśnienia ich jako chuligańskich wybryków młodzieży ze środowisk migrantów.
- „To trzeba wiązać z podstawą Francji wobec szczytu NATO w Wilnie i z postawą Macrona, który zaczął się zbliżać w stronę państw Trójmorza. W związku z tym widzę te zamieszki jako pewien instrument oddziaływania rosyjskiego. Rosja budowała tego typu instrumenty. Putin tą falą migracyjną destabilizuje i będzie destabilizował Europę”
- zauważył.
- „Takie sygnały od dawna dochodziły, ale były niedoceniane. Gdybym zmapował wszystkie akcje o charakterze dywersyjnym lub dywersyjno-terrorystycznym, jakie Rosjanie przeprowadzali na obszarze Europy, to zobaczymy, że Rosjanie nie ruszyli dotąd jedynie kilku państw. Mamy przykłady z Czech, Słowacji, Bułgarii, Rumunii. Ślady, które pokazują że istnieje pewien związek między aktywnością we Francji, a zbliżającym się szczytem NATO, są zasadne”
- wyjaśnił.
Ekspert podkreślił, że „tutaj ten ślad rosyjski jest absolutnie widoczny”.
