Żołnierze walczącego po stronie Ukrainy Legionu „Wolność Rosji” i „Rosyjskiego Ochotniczego Korpusu” poinformowali, że zajęli rosyjskie wsie Kozinka i Gora-Podoł, leżące tuż przy granicy z ukraińskim obwodem sumskim. Ochotnicy poinformowali także, że szturmują miasteczko o nazwie Grajworon. Do mieszkańców obwodu biełgorodzkiej zwrócili się z kolei z wyjaśnieniem, że ich celem jest wyzwolenie tych terenów spod władzy Kremla.

Przedstawiciel ukraińskiego wywiadu Andrij Jusow potwierdził powyższe okoliczności. Dodał, że podejmowane są próby mające na celu wyzwolenie tych terenów spod władzy Kremla oraz utworzenie "smugi bezpieczeństwa".

Według informacji prasowych w rejonie miasta Grajworon, może się znajdować rosyjska jednostka wojskowa ze składem komponentów broni jądrowej. Nie wydaje się jednak bardzo prawdopodobne, aby Rosja zlokalizowała tego rodzaju punkt tuż przy granicy z Ukrainą.

"Obywatele Rosji! Jesteśmy Rosjanami tak jak wy. Jedyna różnica między nami polega na tym, że nie chcieliśmy już usprawiedliwiać działań przestępców u władzy i chwyciliśmy za broń, aby bronić naszej i waszej wolności. Dziś nadszedł czas, abyśmy wszyscy wzięli odpowiedzialność za naszą przyszłość. Nadszedł czas, aby dyktatura Kremla dobiegła końca" - przeczytać można we wpisie na Telegramie opublikowanym przez "Wolność Rosji".

O "wtargnięciu obcych sił dywersyjnych" na teren obwodu biełgorodzkiego poinformował także jego rosyjski gubernator Wiaczesław Gładkow.

Nawiązując do dawnych wypowiedzi Władimira Putina z czasów aneksji Krymu, sytuację tę skomentował doradca Zełenskiego Mychajło Podoljak.

"Jedyną siłą napędową polityki w totalitarnym kraju z dokręconą śrubą jest zawsze zbrojna partyzantka. Ukraina z zainteresowaniem obserwuje wydarzenia w należącym do Rosji obwodzie biełgorodzkim i bada sprawę, ale nie ma z tym nic wspólnego. Jak wiadomo, czołgi są sprzedawane w każdym rosyjskim sklepie wojskowym, a podziemne grupy partyzanckie nadal składają się z obywateli Rosji" - powiedział.