Według szefa grupy, Prigożyna, Rosjanie uderzyli pod osłoną ciemności rakietami w obóz wgnerowców, co ma się spotkać z odwetem. Wagnerowcy zamieścili w mediach społecznościowych film dokumentujący zniszczenia w ich obozie oraz wielu zabitych po ataku rakietowym. Strona rosyjska zareagowała zaprzeczeniem, że taki atak miał miejsce, twierdząc, że to dezinformacja oraz umieszczając Prigożyna na liście zagranicznych agentów.

"Wystrzelono na nas pocisk rakietowy. Potem helikoptery. Potem artyleria. Rozkaz zniszczenia Grupy Wagnera wydał szef Sztabu Generalnego po spotkaniu z Szojgu" — powiedział Prigożyn.

„Zostaliśmy podle oszukani. Byliśmy gotowi pójść na ustępstwa wobec Ministerstwa Obrony, złożyć broń, znaleźć rozwiązanie, w jaki sposób będziemy dalej bronić kraju. Ale te szumowiny nie uspokoiły się. Dzisiaj, widząc, że nie jesteśmy załamani, rozpoczęli ataki rakietowe na nasze tylne obozy” – oświadczył Jewgienij Prigożyn, dodając: „Następny krok należy do nas”.

Niedługo potem Wagnerowcy zamieścili na Telegramie krótkie, jednowyrazowe oświadczenie o treści: „Zaczynamy”, rozpoczynając marsz na Moskwę, a wcześniej Rostów.

„To nie jest wojskowy zamach stanu, ale marsz sprawiedliwości. Nasze działania w żaden sposób nie ingerują w działania wojsk” – podkreślił Prigożyn.

Jak informowały w nocy ukraińskie źródła resztki wagnerowców na obrzeżach Bachmutu miały otworzyć ogień w kierunku wojsk Federacji Rosyjskiej.

"Kolumna Wagnerowców przechodzi przez punkt kontrolny Nowoszachtińsk, długość kolumny wynosi około 50 km. Na punkcie kontrolnym Wołoszyno sytuacja jest taka sama, tylko konwój 80 km i jedzie dalej. Straż graniczna nie podejmuje działań" – informowały w nocy rosyjskie kanały na Telegramie.

Z apelem do Wagnerowców wystąpił rosyjskie generał Surowikin, mówiąc: „"Jesteśmy tej samej krwi, jesteśmy wojownikami, wróg czeka na pogorszenie wewnętrznej sytuacji politycznej w kraju, nie można grać na rękę wrogowi. Proszę was, zatrzymajcie kolumny. Wszystkie problemy należy rozwiązywać pokojowo, pod dowództwem głównodowodzącego sił zbrojnych [czyli prezydenta]".

Grupa Wagnera odpowiedziała mu za pośrednictwem Telegramu: "Wszyscy generałowie, którzy wzruszają ramionami i wzywają do zaprzestania działalności, w rzeczywistości podpisali już swój własny wyrok. Trybunał musi się odbyć. Surowikin odpowie za poddanie Chersonia".

Jednocześnie Prigożyn zaapelował za pośrednictwem mediów społecznościowych do rosyjskiej Gwardii Narodowej: „Wykonywanie karnych rozkazów i próba ingerencji w planowaną akcję wymiaru sprawiedliwości źle się skończy dla pracowników, którzy dokonali złego wyboru”.

Przez Rosję miało w nocy przejechać aż kilkaset kolumn pojazdów Wagnera. Nie wiadomo jak liczebne jest obecnie prywatne wojsko Prigożyna. Jeszcze wiosną tego roku Amerykanie szacowali ją na 50 tys. bojowników, z czego 6 tys. miał być profesjonalnym rdzeniem, a ok 20-30 tys. spośród najemników stanowić mieli byli więźniowie.

„Wchodzimy z wojskiem do Rostowa” - podał szef Grupy Wagnera w nagraniu opublikowanym ok. godz. 1 czasu polskiego. „Na razie przekroczyliśmy granice państwowe. Straż graniczna podeszła do nas i uściskała naszych bojowników” – mówił Prigożyn.

„To jest prawdziwe” – potwierdził amerykańskiej stacji CNN, mówiąc o wydarzeniach, które tej nocy dzieją się pomiędzy oddziałami Prigożyna a rosyjskimi wojskami oraz o marszu Wagnerowców na Moskwę, przedstawiciel administracji USA.