Mary Ward, ta wielka chrześcijańska wychowawczyni XVII wieku, zwykła mówić swoim siostrom: „Rób, co w twojej mocy, a Bóg pomoże”.
Przekonanie, że Bóg może i chce nam pomagać w naszych trudnościach, jest aksjomatem wiary biblijnej. Odróżnia ono Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, Boga, który w Chrystusie Jezusie stał się współczującym Ciałem, od Nieruchomego Poruszyciela filozofii.
Psalm 90 rozpoczyna się wersem: „Kto mieszka pod osłoną Najwyższego”. Boża pomoc, mówi Bernard, może rzeczywiście być nazwana mieszkaniem, ponieważ stanowi podtrzymującą rzeczywistość, w której możemy żyć, poruszać się i istnieć. Boża pomoc nie jest dla nas czymś sporadycznym; nie jest to służba ratunkowa, którą wzywamy od czasu do czasu, gdy pali się dom albo ktoś został potrącony przez samochód, jak wtedy, gdy wybralibyśmy numer alarmowy.
Ale co z sytuacjami, gdy ludzie bojący się Boga wołają do nieba i nie otrzymują żadnej dostrzegalnej odpowiedzi, słysząc jedynie pusty pogłos własnego głosu?
Biblijnym obrazem takiego położenia jest Hiob, którego majestatyczną księgę można odczytać jako symfonię w trzech częściach: od przejmującego Lamentu, poprzez ukazanie Grozy, aż po całkowicie zaskakujące doświadczenie Łaski.
Hiob odrzuca racjonalizacje swoich przyjaciół. Nie zgadza się na to, by uznać, że Bóg jedynie rozlicza jego życie jak bilans księgowy. Pozbawiony pomocy, jest zdeterminowany, by odnaleźć Boga obecnego w swoim cierpieniu, wołając heroicznie: „Jeśli to nie On, to kto?”
Jako wierzący możemy na pewnym poziomie traktować naszą religię jak polisę ubezpieczeniową. Pewni trwania w Bożej pomocy, możemy sądzić, że nic nam nie grozi. Świat może się jednak zawalić, gdy — a właściwie kiedy — uderzy nieszczęście. Jak mam stawić czoło próbom, które burzą starannie zbudowane, dopasowane do mnie ogrodzenie ochronne? Czy moja relacja z Bogiem jest relacją wymiany, skłaniającą mnie, by w trudnych chwilach posłuchać rady trzeźwo myślącej żony Hioba: „Złorzecz Bogu i umrzyj”? Czy też żyję głębiej?
Bóg może sprawić, że wyłoni się nowy świat, gdy zburzy mury, które braliśmy za cały świat — mury, w których w rzeczywistości się dusiliśmy.
Żyć w Bożej pomocy, tak jak chciałby tego św. Bernard, nie znaczy handlować zabezpieczeniami. Oznacza to przejść przez Lament i Grozę, aby żyć łaskawie na głębszym poziomie.
