We wtorek w „Faktach” TVN pokazano reportaż poświęcony pani Joannie. Wedle narracji dziennikarzy, kobieta została osaczona przez policję w szpitalu, ponieważ zażyła środki poronne. Okazało się jednak, że policja interweniowała w związku ze zgłoszeniem lekarza psychiatry. Lekarka obawiała się, że jej pacjentka może targnąć się na swoje życie. Sprawą od początku próbują grać politycy opozycji. Teraz głos zabrał na antenie Radia ZET wicemarszałek Sejmu z PSL Piotr Zgorzelski, który uderza w lekarkę.

- „Nie chciałbym być pacjentem tej pani lekarki, która z drugiego telefonu przekablowała do osoby spod numeru 112 o chorobie pani Joanny, o problemie, z którego zwierzyła jej się sądząc, że jest w strefie komfortu”

- powiedział polityk.

Sama lekarka wyjaśniała w rozmowie z Onetem, że musiała poinformować dyspozytora o chorobie i przyjętych przez kobietę środkach poronnych, ponieważ było to konieczne do właściwej oceny jej stanu zdrowia, a więc udzielenia jej odpowiedniej pomocy medycznej. Dopytywany jednak, czy właśnie to nie było obowiązkiem lekarza w tej sytuacji, Zgorzelski przywołał tajemnicę lekarską.

- „Moim zdaniem lekarka wykonała tutaj duży aspekt nadgorliwości, co spowodowało dziwną sytuację. Dobrze wiemy, że podjęcie decyzji i wykonanie aborcji farmakologicznej przez kobietę nie jest zabronione prawem. (…) Dlaczego na okoliczność tej sytuacji przeprowadzano przysiady, kasłania, rozbierania, zajęcie laptopa, telefonu. Ona nie zadzwoniła do swojej lekarki mówiąc, że ma problem z dokonaną przez siebie aborcją, tylko zadzwoniła do swojej lekarki psychiatrki, która się nią opiekuje na okoliczność jej problemów psychicznych”

- powiedział.