W grudniu Centrum Operacji Powietrznej zostało zaalarmowane przez ukraińskie służby, że w kierunku polskiej przestrzeni powietrznej zbliża się obiekt, mogący być rakietą. O sytuacji zameldowano dowódcy operacyjnemu, który wówczas dopuścił się zaniechań, o czym poinformował dziś szef MON.

- „Zgodnie z ustaleniami kontroli, dowódca operacyjny zaniechał swoich instrukcyjnych obowiązków, nie informując mnie o obiekcie, który pojawił się w polskiej przestrzeni powietrznej ani nie informując Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i innych przewidzianych w procedurach służb”

- powiedział wicepremier Błaszczak.

Później zrezygnowano z poszukiwań obiektu, który stracono z oczu w okolicach Bydgoszczy.

Do sprawy odniósł się w rozmowie z portalem wPolityce.pl poseł PiS Michał Jach.

- „Szczegóły kontroli, które mówią, że jakieś procedury nie zostały zachowane, to znaczy że ktoś zawiódł personalnie. Niestety tak się zdarza, że ludzie popełniają błędy i tutaj mamy do czynienia z taką sytuacją”

- powiedział przewodniczący sejmowej Komisji Obrony Narodowej.

Polityk zaznaczył, że wobec osoby, która zawiodła, należy wyciągnąć konsekwencje.

- „Jeżeli premier mówi, że jest ktoś, kto nie dopełnił swoich obowiązków, to powinien ponieść tego konsekwencje, to sprawa oczywista”

- stwierdził.