Wczoraj zmarł w szpitalu katowany przez ojczyma 8-letni Kamil, o którego życie od miesiąca walczyli lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. 3 kwietnia biologiczny ojciec Kamila zaalarmował służby o tym, że pozostający pod opieką matki chłopiec jest katowany. Z ciężkimi obrażeniami dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem do szpitala. Chłopiec miał rozległe oparzenia całego ciała i złamania kończyn. Jego ojczym przyznał się m.in. do tego, że polewał chłopca wrzątkiem i umieszczał na rozgrzanym piecu węglowym.
Sprawę komentował na antenie Polsat News RPD Mikołaj Pawlak, który stwierdził, że istnieją odpowiednie przepisy i instytucje, ale „ludzie są ślepi; tak było w tym przypadku”. Wskazał, że analizując dokumenty z ośmiu lat życia Kamila szuka sytuacji, w której „ktoś rozmawiał, pytał Kamilka o to, co się dzieje, jak on to widzi, jak jest w jego domu, w jego rodzinie”.
- „I ciągle tego nie znalazłem, czy ktoś rozmawiał z tym dzieckiem”
- powiedział.
Podkreślił, że ze swoich zadań wywiązała się szkoła, która alarmowała właściwe instytucje. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej z kolei wnioskował o pieczę zastępczą dla wszystkich dzieci w tej rodzinie, ale sąd nie podjął takiej decyzji.
- „Sądy badają dokumenty, które spływają z różnych instytucji. (...) Ale zanim system, machina ruszyła, zabrakło tego kogoś, kto by pojechał i sprawdził, zapytał dziecko, porozmawiał z nim, spojrzał na świat z perspektywy ośmioletniego Kamila i być może jego 1,3 metra wzrostu”
- stwierdził RPD.
Podkreślił, że taką możliwość poza salą sądową miał też sam sąd.
- „To jest wręcz nakaz nie tylko przepisu, ale moralny, taki po prostu, żeby mieć czyste sumienie”
- ocenił.
