Fronda.pl: To już piąty Pana start w wyborach do Parlamentu Europejskiego oraz szansa na sięgnięcie po piąty z rzędu mandat eurodeputowanego. Tym razem w Wielkopolsce, podobnie jak w 2019 roku w Warszawie będzie to start z drugiego miejsca na liście PiS. I choć niejako z namaszczeniem prezesa Kaczyńskiego, to jednak sąsiadując na tejże liście m.in. z liderującym jej, a popieranym z kolei przez prezydenta Dudę ministrem Kolarskim, ale i cenionym w regionie oraz przez elektorat katolicki posłem Wróblewskim. Według wielu prognoz preferencji wyborczych w obecnych eurowyborach w Poznaniu być może będzie do wzięcia zaledwie jeden euromandat z listy PiS. Czy jest to zatem dla Pana najtrudniejszy wyścig po miejsce w PE na przestrzeni ostatnich dwóch dekad?

Ryszard Czarnecki (b. wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, eurodeputowany w latach 2004-2024): Jestem jedynym obok Jacka Saryusza-Wolskiego polskim politykiem, który ma szanse na piąty z rzędu mandat eurodeputowanego od czasu naszej obecności w Unii Europejskiej. A chciałbym podkreślić, że zawsze do tej pory prezes Kaczyński proponował mi start z naprawdę niełatwych dla polityków prawicy okręgów wyborczych. Tymczasem w 2009 roku udało mi się wywalczyć pierwszy dla PiS euromandat w okręgu kujawsko-pomorskim, natomiast 5 lat później uzyskałem najlepszy wynik spośród kandydatów wszystkich partii startujących w okręgu wielkopolskim. Było to pierwsze i jak dotąd ostatnie zwycięstwo kandydata PiS w Wielkopolsce w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wreszcie w 2019 roku startując z drugiej pozycji na liście warszawskiej udało mi się ponownie wywalczyć mandat eurodeputowanego. Uzyskałem wówczas poparcie najwyższe w historii moich startów wyborczych na poziomie blisko 135 tysięcy głosów. Teraz startując również z drugiej pozycji na liście w Wielkopolsce mogę cieszyć się poparciem zarówno prezesa Jarosława Kaczyńskiego, jak i byłej premier Beaty Szydło czy też byłego wicepremiera Jacka Sasina. 

Odpowiadając więc wprost na pytanie, jest to rzeczywiście najtrudniejsza kampania wyborcza w moim życiu - a to już moja dziesiąta kampania wyborcza, w tym piąta europejska - ale nie tylko wierzę w to, że wygram te wybory, ale również i w to, że uda mi się w taki sposób pociągnąć naszą listę, iż wywalczymy w Wielkopolsce dwa euromandaty. Chciałbym też przypomnieć, że w sporządzonym przez think tank EU Matrix zestawieniu najbardziej wpływowych europarlamentarzystów, uplasowałem się na najwyższym miejscu spośród wszystkich polskich polityków zasiadających w Parlamencie Europejskim.

Od 20 lat Polacy wybierają swoich politycznych przedstawicieli do PE. Czy te wybory mają jednak zupełnie szczególne znaczenie, w kontekście fundamentalnych zmian w UE, ingerujących w suwerenność państw unijnych, a z drugiej strony ze względu na całkiem realną perspektywę pewnego bezprecedensowego przełamania dyktatu sił lewicowo-liberalnych w PE? Czy to może być najważniejsza dla Polski kadencja PE od czasu naszej obecności w UE?

Tak, są to niewątpliwie wybory o szczególnej wadze, bo po raz pierwszy naprawdę jest szansa, że Europa realnie skręci w prawo. Istnieje wreszcie realna szansa na to, że Europa przestanie być zakładnikiem establishmentu a zacznie mówić językiem zwykłych obywateli - nie tylko brukselskich elit politycznych. Są to więc wybory szczególne i na pewno najważniejsze od czasu obecności Polski w Unii Europejskiej.

Media i rywale polityczni, również na prawicy, przytaczają słowa, jakie padły z ust prezesa Kaczyńskiego w 2021 roku w kontekście unijnego „Zielonego Ładu. „Odrzucanie Europejskiego Zielonego Ładu oznaczałoby ustawienie się na marginesie i innego rodzaju kłopoty, to plan w którym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę” - mówił wówczas Jarosław Kaczyński. Dziś politycy PiS jednoznacznie przestrzegają przed Zielonym Ładem. Co wpłynęło na zmianę stanowiska w tej sprawie i czy na obecnym etapie realne jest jeszcze powstrzymanie tego unijnego „zielonego” planu dla Europy?

Wszyscy europosłowie PiS od samego początku byli przeciwko Zielonemu Ładowi. Również podczas  wtorkowej konferencji prasowej w Brukseli prezes Jarosław Kaczyński mówił o tym, że istniały w pewnym sensie dwa Zielone Łady. Pierwszy był pewnym ramowym planem, w swych zapowiedziach - prorolnicznym. Natomiast drugi był kompletnym zaprzeczeniem tego pierwszego. Z tym pierwszym więc na poziomie pewnych sloganów i frazesów jak najbardziej można się było zgadzać. Jednak już z praktyką definiowaną w tym drugim Zielonym Ładzie już zdecydowanie zgadzać się nie można było. Podkreślam natomiast raz jeszcze, że europosłowie PiS od samego początku byli przeciwni Zielonemu Ładowi.

Być może jeszcze większym niż polityka klimatyczna zagrożeniem dla państw członkowskich UE, w tym Polski - również w aspekcie społecznym czy kulturowym - jest obecnie kwestia szerokiego otwarcia drzwi UE na zalew nielegalnych migrantów. Czy również i tu jest realna szansa w PE z nowego rozdania na odwrót od Paktu Migracyjnego?

Tak, uważam, że jest to bardzo prawdopodobne. Myślę w ten sposób również dlatego, że mam nadzieję, iż jako prawica w Parlamencie Europejskim będziemy pozyskiwać do swoich działań również inne siły polityczne obecne w nowym Europarlamencie. Szczególnie z naszego regionu Europy. Mówię tu o krajach, takich jak Polska, które przecież same nigdy nie posiadały kolonii i choć politycznie mogą być na lewo od nas to jednak nie widzą one żadnego powodu do tego, byśmy wszyscy płacili za to, że państwa postkolonialne mają teraz problem z nielegalną migracją. Kraje postkolonialne chcą bowiem przerzucić na resztę wspólnoty europejskiej koszty związane z problemem nielegalnej migracji, ale przecież w przeszłości zyskami z posiadania tychże kolonii nie dzieliły się one z państwami naszego regionu.

Uważam więc, że odejście od Paktu Migracyjnego w nowym Parlamencie Europejskim jest możliwe. Skoro ponad dwie dekady temu europosłowie byli zdolni zmusić do dymisji całą Komisję Europejską pod przewodnictwem luksemburskiego polityka Jacquesa Santera [w 1999 cała KE wskutek zarzutów o niegospodarność i nepotyzm podała się do dymisji - red.], to jestem przekonany, że również nowy Europarlament będzie w stanie odejść od niekorzystnej polityki migracyjnej Unii Europejskiej.

Prof. Jan Żaryn w niedawnej rozmowie z naszym portalem mówił o zagrożeniu dla polskiej państwowości, jaką jest unijna polityka regionalizacji, de facto fragmentaryzacji państw członkowskich UE. Dostrzega Pan w tej koncepcji swego rodzaju powrotu niejako do Europy sprzed państw narodowych, w tym zamyśle Europy regionów - realne niebezpieczeństwo dla polskiej wspólnoty narodowej i państwowej w nieodległej perspektywie czasowej?

Jako polityk, który lubi rozmawiać o konkretnych faktach politycznych mogę powiedzieć, że oceniam bardzo źle ustawę, której podpisania odmówił prezydent Andrzej Duda. Wiem bowiem, co się działo w Katalonii, gdzie rosyjskie wpływy były ogromne a próba grania kartą niepodległości Katalonii przez Kreml doprowadziła do tego, że przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi w Hiszpanii postanowiono nie powołać komisji do spraw badania rosyjskich wpływów, takiej jaka funkcjonowała choćby we Francji, w Niemczech czy w Europarlamencie. A stało się tak dlatego, że to właśnie Rosjanie byli tym diabłem, którym machał ogonem w Katalonii. Trzeba więc bardzo uważać na to, co dzieje się na Śląsku. Można tu bowiem dostrzec pewne analogie, które są bardzo niebezpieczne.

Zarówno jesienne wybory parlamentarne, jak i wiosenne samorządowe pokazały, że PiS utrzymuje swą przewagę nad formacją Donalda Tuska. Czy kolejne z rzędu, wyborcze zwycięstwo PiS nad PO mogłoby doprowadzić do pewnych przetasowań w układzie sił na naszej scenie politycznej, w koalicji lub w opozycji, a nawet do przyspieszonych wyborów parlamentarnych? Czy też raczej do wyborów prezydenckich tego rodzaje scenariusze są mało prawdopodobne?

Powiem zupełnie wprost, że te zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego będą nie tylko walką o zmianę oblicza Europy, ale również, mówiąc językiem Formuły 1 - o „pole position”, czyli pierwszą pozycję startową przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w naszym kraju.

Bardzo dziękuję za rozmowę.