Na wtorek zostało jednak zaplanowane orędzie rosyjskiego dyktatora Władimira Putina, który – zgodnie z przewidywaniami – ponownie obwinił Zachód o rosyjską agresję na Ukrainę. Stwierdził on ponadto, że państwa Zachodu, na czele ze Stanami Zjednoczonymi, dążą do „nieograniczonej władzy”.
Jak powiedział, to Moskwa przeciwstawia się Zachodowi, ponieważ on próbuje zrujnować Rosję poprzez wprowadzanie kolejnych „bezprecedensowych pakietów sankcji”. W jego opinii zachodnie „biliony dolarów” są zagrożone. „Strumienie dochodów Rosji nie wyschły” - dodał. – Stawką jest istnienie naszego państwa – oświadczył rosyjski satrapa.
Dalej Putin powielił kolejne główne tezy kremlowskiej propagandy. - „Zachód będzie próbował podzielić nasze społeczeństwo i postawić na zdrajców” – stwierdził, dodając że „większość naszego narodu popierała nasze działania w obronie Donbasu”.
Kolejną manipulacją kremlowskiego dyktatora było stwierdzenie, że kraje zachodnie dążą do przekształcenia „konfliktu ukraińskiego” w globalną konfrontację z Rosją. Powtórzył też wielokrotnie powtarzaną frazę, że on będzie reagował „w odpowiedni sposób”.
