Dostawy rosyjskiego gazu do Francji zostały całkowicie wstrzymane, zaś dostawy do Niemiec i Włoch mocno ograniczone (odpowiednio o 40 i 50 proc.). Oficjalny powód to problemy techniczne. Co ciekawe jednak, problemy przytrafiły się akurat dzień po wizycie Scholza, Macrona i Draghi'ego w Kijowie.
- Groźby Moskwy mogą mieć związek ze zmianą strategii propagandowej. Ten szantaż Moskwy może być skierowany nie tylko do polityków, ale i zwykłych ludzi. Kreml chce zmienić nastawienie niektórych obywateli krajów Unii Europejskiej do Ukrainy, pokazując, że nie będą w stanie ogrzać swoich mieszkań. To dowód na to, że wizyta przywódców Niemiec, Francji, Włoch i Rumunii wywołała obawy na Kremlu - powiedział w rozmowie z portalem Wirtualna Polska Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP w Armenii i na Łotwie.
- To nie musi być tylko machanie szabelką, scenariusz europejskiego kryzysu gazowego trzeba brać pod uwagę - uważa z kolei Jakub Wiech z portalu energetyka24.pl.
- To wskazuje, że po stronie Rosji jest determinacja do podejmowania dramatycznych kroków. Stąd wniosek, że zapowiedzi ambasadora Rosji przy Unii Europejskiej nie muszą być wyłącznie wymachiwaniem szabelką i straszeniem na czas wizyty europejskich przywódców w Ukrainie - dodaje Wiech.
Jego zdaniem wyłączenie gazociągu Nord Stream postawiłoby Niemcy i Francję w fatalnej sytuacji. Wpłynęłoby to także negatywnie na gospodarkę Polski, pomimo faktu, że naszemu krajowi udało się w ostatnich latach zdywersyfikować dostawy gazu poprzez gazociąg Baltic Pipe (przesył ruszy już tej jesieni). Polskie magazyny gazu są przy tym prawie pełne.
Inne kraje europejskie również zaczęły podejmować działania mające na celu dywersyfikację dostaw gazu, jednak nie wydaje się, aby było możliwe w krótkim czasie całkowite zastąpienie gazu rosyjskiego. W ocenie Wiecha nadchodząca zima może być w Europie kryzysowa ze względu na niepewność dostaw gazu.
- To jest oczywista odpowiedź na wizytę czterech przywódców w Kijowie, która nie spodobała się Moskwie. Mam wrażenie, że Rosjanie przeszli na inny poziom oddziaływania propagandowego, jako że wykorzystali już prawie wszystkie dźwignie nacisku politycznego. Teraz próbują przekonać część obywateli Unii Europejskiej wysokimi rachunkami, brakiem gazu. Propaganda chciałaby pokazać, że współpraca z Rosją się opłaca - stwierdził na ten temat Nowakowski.
- Uważam, że to próba oddziaływania przede wszystkim na ludzi, a nie tylko polityków. Ma to działać na umownego Schmidta, który w efekcie ma pomyśleć: "dobrze, że wspieramy Ukrainę, ale ja mam zimno w domu, mam do zapłacenia rachunek, na który mnie nie stać" - dodał.
