Wroński chyba dość umiarkowanie wierzy w ostateczne powodzenie delegalizacji partii politycznej od lat cieszącej się najwyższym poparciem wśród Polaków, ale twierdzi, że naród potrzebuje koniecznie pewnego procesu pokazowego, by wreszcie dowiedzieć się raz na zawsze, co jest dobre, a co jest złe.
„Proces delegalizacji powinien być zainicjowany po to, aby społeczeństwo wiedziało, co w polityce jest dopuszczalne, a co nie” - przekonuje głównie samego siebie pracownik GW.
Problem z PiS, a w rzeczywistości problem z demokracją, jaki rozpoznał u siebie Paweł Wroński, sprowadza się do „fundamentalnego” jego zdaniem pytania: „Co zrobić z partią, która - działając w ramach systemu demokratycznego - ten system niszczy?”.
Wroński krytycznie odnosi się również do sytuacji, w której partie polityczne zostały „wzięte na utrzymanie wszystkich podatników, nie tylko takich, którzy na nie głosują” a „przywódca partyjny stał się rozdawcą dóbr, często szczując na tych, których pieniądze bierze”.
Samo PiS publicysta GW postrzega jako ugrupowanie, które szybko przekształciło się „z partii mającej względnie demokratyczne struktury” w partię „wodzowską o strukturze neototalitarnej”.
Przechodząc do meritum swych rozważań, Wroński diagnozuje, że sposobem na delegalizację Prawa i Sprawiedliwości mogłaby być zmiana ustawy „o partiach politycznych z 1997 roku poprzez nową większość sejmową tak, aby gwarantowane były wewnętrzne procedury demokratyczne nie tylko wewnątrz PiS, a także każdej innej partii”. Wroński postuluje też pozbawienie partii państwowych dotacji.
