Dr Stefanie Babst z Niemieckiej Rady ds. Stosunków Zagranicznych i Duńskiego Centrum Studiów nad Wojną opublikowała na łamach Interiationale Politik Quarterly artykuł, w którym analizuje zdolności przywódcze niemieckiego rządu. Autorka pisze o „inspirującym przywództwie”, którego przykładem stał się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Temu ideałowi przeciwstawia kanclerza Niemiec Olafa Scholza. Babst przypomina noworoczne przemówienie kanclerza, którego po dwóch tygodniach nikt w Niemczech nie pamięta.
- „Jeśli Scholz ma jakąś wizję, jak Europa będzie w przyszłości radzić sobie z agresywnym i kleptokratycznym reżimem Putina, to została ona pogrzebana przez puste słowa”
- podkreśla.
Równie negatywnie ekspertka ocenia pozostałych członków niemieckiego rządu, zwłaszcza minister obrony Christine Lambrecht.
Tymczasem niemieccy politycy wprost wyrażają swoje aspiracje do przewodzenia całej Europie.
- „Którym z europejskich i transatlantyckich partnerów Niemiec rząd stara się przewodzić w oparciu o jaką strategię i możliwości? Z jedynie bardzo ograniczoną siłą militarną? Z wysoce żenującym zwlekaniem, jeśli chodzi o dostarczanie Ukrainie broni i pomocy wojskowej? Bez poważnej autorefleksji nad fatalną polityką Niemiec wobec Rosji? Polityki, która przez dziesięciolecia polegała na imporcie tanich rosyjskich paliw kopalnych, ale przymykała oko na agresywną i autorytarną Rosję? I która nawet teraz, rok po rozpoczęciu przez Moskwę wojny przeciwko Ukrainie, nie oferuje żadnej wizji tego, jak może wyglądać bezpieczeństwo europejskie, dopóki w Moskwie panuje reżim szerzący terror?”
- pyta dr Babst.
- „Rzeczywistość jest taka, że nasi sojusznicy nie są chętni do doświadczenia niemieckiego przywództwa. Ani w Warszawie, ani w Londynie, ani w Ankarze, Rydze, Wilnie czy Tallinie, a tym bardziej w Paryżu”
- dodaje.
