Taki scenariusz może oznaczać, że będzie „zbyt mało konsumentów i producentów, by napędzać gospodarkę”. Mosher przewiduje, że zapaść na rynkach europejskich i „gospodarcza ospałość Japonii” rozprzestrzeni się po świecie, dotykając zarówno Stany Zjednoczone, jak i resztę świata. Jednocześnie publicysta zastanawia się, dlaczego propagatorzy antykoncepcji i sterylizacji forsują swoje idee, by przyspieszyć taki scenariusz.

Bingham, oprócz opinii Moshera, cytuje analizę demograficzną opublikowaną na łamach czasopisma „The Lancet” jeszcze w roku 2020, z której wynika, że świat za kilka dziesięcioleci doświadczy ostrego spadku zaludnienia. Autorzy tej analizy wprawdzie przewidują, że populacja będzie rosła do roku 2064, ale po osiągnięciu około 9,73 miliardów osób, zacznie zmniejszać się z powodu niskiego współczynnika dzietności. Według ich prognoz oznaczałoby to spadek o ponad miliard ludzi do końca wieku.

Przykładowo, jeśli wskaźnik dzietności utrzymywałby się poniżej 2,1 dziecka na kobietę, to w roku 2100 taki kraj jak Chiny liczyłby sobie 773 milionów mieszkańców. Jeśli obecnie populacja Chin wynosi 1,39 miliarda obywateli, to wskazuje to na spadek zaludnienia o niemal połowę. Z kolei w takich krajach, jak Tajlandia, Japonia czy Hiszpania redukcja zaludnienia będzie według tych prognoz ponad 50-procentowa.

W wielu krajach współczynnik dzietności jest niższy niż 2,1, co oznacza, że jest niższy od współczynnika umożliwiającego zastępowalność pokoleń. Współczynnik dzietności np. w USA w roku 2020 wynosił 1,6, gdy w roku 1960 był on na poziomie 3,7. Jeszcze niższy współczynnik dzietności jest w Japonii czy Chinach, gdzie według różnych źródeł waha się on od 1,3 do 1,5. Na poziomie światowym z kolei współczynnik ten to obecnie 2,4, a do końca stulecia może on osiągnąć poziom 2,1. Dla porównania: w roku 1960 był on 5,2.

Charles I. Jones z Uniwersytetu Stanforda stwierdza, że „różnica pomiędzy światowym współczynnikiem 5,2 a współczynnikiem mniejszym niż 2,1 to różnica pomiędzy wzrostem wykładniczym zarówno w populacji, jak i standardach życia a pustą planetą, na której dochody nie wzrastają, a populacja znika”.