„Słowa dzisiaj są małe i bezradne. Dlatego trudno cokolwiek powiedzieć” – stwierdziła wybitna polska aktorka od ponad ćwierćwiecza zaangażowana w działalność założonej przez ks. Isakowicza-Zaleskiego Fundacji im. Brata Alberta.

Anna Dymna relacjonowała też swą ostatnią rozmowę telefoniczną z księdzem Tadeuszem, która „była bardzo optymistyczna”.

„Śmiałeś się, żartowałeś i pełni nadziei na Twój szybki powrót do zdrowia snuliśmy różne plany. I moje ostatnie słowa były takie: - Zdrowiej Tadek szybko, bo w lipcu jedziemy do Armenii! A Ty skwitowałeś to okrzykiem: - Naprawdę?! Nie, no to szybko się biorę w garść i jedziemy. I pożegnałeś mnie radosnym śmiechem. I ten śmiech i te słowa, takiej siły i radości, które zawsze w sobie miałeś - cały czas słyszę”  - wspominała Dymna.

„Czasem jak przyjeżdżał zmartwiony czymś, bo przecież był walecznym, nieprzejednanym rycerzem prawdy, sprawiedliwości, uczciwości. I często cierpiał, że jest tyle zła. To przyjeżdżał do Radwanowic, przychodził do nas, siedział tutaj z nami i już się śmiał i już się cieszył, czerpał chyba z tego miejsca i ze swoich podopiecznych ogromną siłę” - mówiła aktorka.

„Gdy dotarła do nas wiadomość o Twojej śmierci Tadziku” - zwróciła się Anna Dymna, w imieniu podopiecznych Fundacji, bezpośrednio do ks. Isakowicza-Zaleskigo – „to zapadła nagle taka ogromna cisza i taki żal, i zrobiło się nagle jakoś tak ciemno nad Radwanowicami. I ogarnęło nas osamotnienie i taki bezbrzeżny smutek, i łzy”.

„Umówiliśmy się, że teraz musimy popłakać, bo nam pękają serca i nam smutno i nie wolno się tego wstydzić. Więc sobie popłakaliśmy. Ale potem postanowiliśmy sobie wziąć się w garść i dalej iść tą drogą, którą on nam wskazał, żeby Tadek mógł być z nas dumny. Bo on będzie zawsze z nami. Wprowadził nas w taki cudowny świat pełen słońca, jasności  miłości. Zostawił nam też uśmiech i mądre słowa, które nam pomagają żyć. I nauczył nas tylu niezwykłych rzeczy. Nauczył nas miłości” – zakończyła swe wspomnienie o ks. Tadeuszu Isakowiczu-Zaleskim Anna Dymna.