Jak czytamy w tekście eksperta od spraw Rosji i Ukrainy, poza oczywistymi intencjami Rosji w próbach skłócania Polski i Ukrainy, mamy także do czynienia z wymiarem zachodnim międzynarodowy incydentów dyplomatycznych. Prym w tym mają wieść Niemcy i Stany Zjednoczone, a nerwowe reakcje niektórych przedstawicieli władz Ukrainy znalazły swój upust po – i tak już zapowiadanej – odmowie wprowadzenia tego kraju na systemową ścieżkę członkowską w NATO.
- Ukraina nie otrzymała statusu państwa kandydata do NATO, nie wypowiedziano aktu stanowiącego NATO-Rosja z 1997 r., a szczytowi w Wilnie towarzyszyła deklaracja prezydenta USA Joego Bidena, że następnym sekretarzem generalnym NATO powinna być Ursula von der Leyen. Wszystkie te posunięcia zgodne są z linią polityki niemieckiej, dążącej do pozostawienia otwartej możliwości porozumienia z Rosją kosztem Europy Środkowej. Ich zaistnienie z poparciem Waszyngtonu pozwala wysnuć wniosek, że USA postanowiły budować system bezpieczeństwa europejskiego w oparciu o Niemcy. Ukraińcy dostali taki przekaz jednocześnie z Waszyngtonu i z Berlina – mówi prof. Żurawski vel Grajewski.
Cały oficjalny już ciąg zdarzeń, który rozpoczął się 19 maja, kiedy pracownica niemieckiego Onetu w odniesieniu do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego użyła słowa, że to on „powinien” przeprosić Polaków za zbrodnie na Wołyniu, skończył się na razie skandalicznym wezwaniem ambasadora Cichockiego do tamtejszego MSZ. Przyciśnięty w Onecie do muru rzecznik polskiego MSZ Łukasz Jasina – podobnie jak w niemieckim kanale internetowym ówczesny ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk – powtórzył słowa pracownicy niemieckiego portalu, choć – zauważa prof. Żurawski vel Grajewski – lepsze byłoby bardziej dyplomatyczne sformułowanie jak na przykład, że „Polska tego oczekuje”.
Widać więc tutaj wyraźną linię Berlina w wykorzystywaniu zbrodni wołyńskiej do skłócania Polski i Ukrainy.
Idąc dalej – czytamy - „Niemcy pragną obalenia obecnego rządu RP i ich działania na rzecz osiągnięcia tego celu powodują, że Polska pod rządami PiS jest skonfliktowana z Niemcami”.
Co więcej – mówi profesor - „sympatie ideologiczne amerykańskich demokratów także są po stronie polskiej opozycji, a obecna administracja USA najwyraźniej nie potrafi rozsądnie wybrać pomiędzy interesem strategicznym USA jako państwa (a jest nim pozostanie PiS przy władzy) a owymi sympatiami”.
W tym wszystkim znajduje się młody jeszcze kraj bez zbudowanych struktur państwa demokratycznego, jakim jest Ukraina, która chce być i członkiem Unii Europejskiej i NATO. Z uwagi na to, że nadal jest to kraj biedny, a interesy robią tam jedynie oligarchowie i zachodnie korporacje, to Kijów nie posiada także rozbudowanej struktury think tanków, podczas gdy na przykład w Polsce mamy PISM, OSW, Studium Europy Wschodniej UW, Instytut Europy Środkowej w Lublinie, gdzie łącznie „kilkudziesięciu lub kilkuset ekspertów pięć dni w tygodniu, osiem godzin dziennie studiuje sytuację na Ukrainie i wokół niej i służy swoją wiedzą w zorganizowany strukturalnie sposób decydentom rządowym”. W efekcie takiego stanu rzeczy „skala rozpoznania rzeczywistości tak na kierunku natowskim, unijnym, jak i polskim jest w Kijowie niewielka” – stwierdza ekspert.
- Jest przy tym rzeczą naturalną, że naród toczący śmiertelną walkę z Moskalami o przetrwanie chwyta się każdej nadziei i ma tendencje do myślenia życzeniowego. Świadczą o tym nieskrywane wyrazy głębokiego rozczarowania Kijowa brakiem zaproszenia w Wilnie Ukrainy do NATO (co przecież nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem), naiwna wiara w szybką ścieżkę do członkostwa w UE, którą w wyobraźni Ukraińców mają zapewnić Niemcy, oraz poważne braki w rozpoznaniu natury polskiej sceny politycznej – czytamy.
Nie ulega przy tym wątpliwości, że wygranie przez Ukrainę wojny z Moskalami to najżywotniejszy interes Polski. - Ukraińcy sądzą więc, że Polska będzie popierała Ukrainę w jej wojnie z Rosją, cokolwiek zrobi Kijów. Jest to opinia tylko połowicznie prawdziwa. Interes Polski istotnie nakazuje nam wspieranie walczącej Ukrainy z wszystkich sił, ale w Kijowie nie zdają sobie sprawy, że nie każdy rząd polski będzie się kierował interesem RP – czytamy dalej.
W kontekście tych wydarzeń w Polsce zbliżają się wybory parlamentarne, które Niemcy (bez wątpienia w uzgodnieniu z Moskwą) próbują wykorzystać do własnych celów i tak próbują rozhuśtać polską scenę polityczną, żeby PiSowi urwać 1-3 głosów, co mogłoby doprowadzić do wygranej zależnej od Niemiec Platformy Obywatelskiej do wygranej w Polsce, a wtedy procesy „przystąpienia” Ukrainy do NATO i UE byłyby już całkowicie pod kontrolą Berlina, a przede wszystkim… Moskwy. Amerykańscy politycy nie przyzwyczajeni do długofalowej wojny, tak jak Rosja czy Niemcy, próbują więc oddać ponownie pałeczkę Berlinowi, a Kijów naiwnie wierzy, że pozwoli to na przyłączenie Ukrainy do unii i NATO. Efekt tego może być jednak tylko jeden – wcześniejsza kapitulacja Ukrainy w wojnie z Rosją i dalszy – znaną już metodą salami – rozbiór tego kraju. Wynika więc z tego, że albo Ukraina – a przy tym i Polska - znalazła się w pułapce, albo mocarstwa i interesy grają przekupionymi politykami ukraińskimi, którzy za nic mają los własnego kraju.
- Istnieje poważna groźba, że Waszyngton i Kijów stracą w Polsce sojusznika na własne życzenie, a wygrają na tym Niemcy i Rosja – zauważa prof. Żurawski vel Grajewski.
- Jestem jednak optymistą. Polacy to rozsądny naród. Powierzanie władzy groteskowej opozycji w sytuacji zagrożenia granic Rzeczypospolitej ze strony Rosji i Białorusi to ekstrawagancja polityczna, na którą nie możemy sobie pozwolić – stwierdza ekspert.
- Ostrzegaliśmy przed Rosją w czasach amerykańskiego z nią resetu i budowania przez UE strategicznego z nią partnerstwa. Wyśmiewano nas wtedy. Dziś ostrzegamy – Niemcy nie spełnią nadziei pokładanych w nich przez Amerykanów i Ukraińców, nie spełni ich też ewentualny powolny Berlinowi rząd zdominowany przez PO. Uwierzcie nam tym razem, zanim się boleśnie o tym przekonacie. Znów to my mamy rację – kończy swoją wypowiedź prof. Żurawski vel Grajewski.
