Mariusz Paszko: Dzień dobry Panie Profesorze. Gdzie i na jakich polach w Pana opinii zawiodły elity Unii Europejskiej?
Prof. Zbigniew Krysiak, Przewodniczący Rady Programowej Instytutu Myśli Schumana, kandydat w wyborach do Parlamentu Europejskiego z województwa lubelskiego: Mnie osobiście elity zawsze się kojarzą elity pozytywnie, czyli powinni to być mężowie zaufania publicznego i w kontekście takiej definicji mogę powiedzieć, że w Brukseli nie mamy takich elit. To są destruktorzy i właściwie w tej chwili obecnie nie ma żadnego obszaru pozytywnego. Zagadnienia, które były pozytywne, pojawiły się w przeszłości. Były to na przykład otwarcie granic, kwestia swobodnej wymiany gospodarczej, także wymiany kulturalnej, naukowej. To wszystko stworzyło pewną obietnicę, ale za kulisami już wtedy stali ci działacze na rzecz ideologii Spinellego. Mamiono korzyściami, nie pokazując tego, że jest to taka przynęta.
Dobrze, że ta przynęta była, ale teraz wykorzystuje się te dobre początkowe elementy w tym celu, żeby zrobić zamach na usuwanie z państw członkowskich suwerenności, instytucji państwa, czy suwerennego funkcjonowania sądów, krajowych parlamentów i trybunałów sprawiedliwości. Idzie to w kierunku pozbawienia państw Unii Europejskiej jakichkolwiek instytucji. Tak naprawdę w sumie zamiar tego jest taki, żebyśmy nie mieli rządu, nie mieli parlamentu. Oczywiście nie dopuścimy do tego, ale w wizji właśnie tych „elit” jest to, abyśmy byli jedynie rynkiem konsumentów, zbytu, pracujących, czyli taką - można powiedzieć - „kolonią” dla oligarchii międzynarodowej, bogatych, posiadających kapitały ni tylko tutaj w Unii Europejskiej, ale i szerzej. To dokładnie wynikało właśnie z planu Spinellego, żeby stworzyć dwie warstwy, dwie kasty, układ oligarchów kapitałowych, którzy będą decydowali o wszystkim, a inni będą taką klasą niewolników, oficjalnie nienazywanych oczywiście niewolnikami, ale podporządkowujących się wszystkiemu, co ta oligarchia sobie życzy. To jest wręcz zapisane w manifeście Spinellego z Ventotene - że ta nowa „demokracja”, ten nowy świat ma tak wyglądać. Dla Spinellego suwerenność narodów, wolność, tradycja i wszystko z tym związane jest wrogiem do stworzenia tego nowego świata. W jego wizji ten nowy świat de facto pogrąża się i będzie się pogrążał w chaosie, czyli nie będzie się rozwijał konstruktywnie i pozytywnie, ale będzie tworzył coraz większy chaos i destrukcję.
Jak pan profesor skomentuje fakt, że już nawet elity niemieckie są przeciwne centralizacji Unii Europejskiej, widząc w tym zagrożenie nawet dla samego Berlina?
Panie Redaktorze, od kilku lat organizujemy wspólnie z jednym z niemieckich stowarzyszeń przedsiębiorców konferencje. Do tego stowarzyszenia należy kilkadziesiąt tysięcy przedsiębiorców na różnych poziomach i tam jest w tej chwili bunt. Warto przy tym podkreślić, że cechą Niemców i mediów niemieckich jest to, że to nie przedostaje się do opinii publicznej.
Ten bunt trwa już od kilku lat, są tam bardzo mocne wewnętrzne tarcia, które nie są pokazywane w mediach, bo nimi zarządza w tej chwili kanclerz Olaf Scholz, a wcześniej robiła to Angela Merkel. Ci niemieccy przedsiębiorcy jasno określają, że oligarchia niemiecka jest solidarna z oligarchią rosyjską, holenderską i całą oligarchią światową, a te małe i średnie, mikroprzedsiębiorstwa są zsuwane na bok i są zaniedbywane. Co jest zaskakujące, sami przedsiębiorstwa określają, że biurokracja rozrasta się do niepokojących rozmiarów.
Co więcej, wielu niemieckich przedsiębiorców mówi wprost, że w Polsce jest lepiej. Na tych konferencjach mieliśmy, co jest niesamowite, świadectwa sukcesów i współpracy pomiędzy firmami polskimi i niemieckimi. Dla przykładu w dziedzinie IT. Niemiecka firma poszukiwała wykonawców do systemu, których nie znalazła w Niemczech, ani gdzie indziej. Jej przedstawiciele przyjechali do Polski, określili parametry i zapytali, ile czasu to zajmie, ponieważ mają na wykonanie tego pół roku. Nasza firma odpowiedziała, że zrobi to za trzy miesiące i w końcu zrobiła za miesiąc.
Takich świadectw na tych konferencjach mieliśmy kilkadziesiąt. I to jest najlepsza wizytówka tego, gdzie my jako Polska jesteśmy. Niemcy się boją, że my będziemy ich doganiać, ale nie boją się tego mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa. Tego boi się ta oligarchia, która jest połączona z władzą.
To jest ta ideologia Spinellego, która prowadzi do tego, żeby w tym nowym świecie władza była wkorporowana w połączeniu z siłą i przemocą kapitałową. I tutaj Pan Redaktor ma rację, ponieważ nie tylko w Polsce, ale także w wielu krajach poziom analityczny jest bardzo niski.
Jako przykład możemy wziąć partię AfD (Aktion für Deutschland), w której jest podział na trzy frakcje, o czym mało się mówi. Jedna frakcja jest niezwykle pozytywna, stricte katolicka, taka, która nie chce superpaństwa, jest przeciwna właśnie zabijaniu nienarodzonych dzieci i jednocześnie bardzo mocno sprzeciwia się właśnie tej niemieckiej dominacji. Druga frakcja jest taka, powiedzmy, pośrednia. No i trzecia, to ta, która de facto jest nagłaśniana przez różne media i ona jest bardzo niebezpieczna, która w zasadzie dezawuuje różne sprawy, które dotyczą m.in. historycznych relacji Polski z Niemcami, a jej przedstawiciele są przyjaźnie nastawieni do Rosji.
Jako przedstawiciel Instytutu Myśli Schumana uważam i promuję taką koncepcję, żeby Spinellemu przeciwstawić Roberta Schumana. Trzeba się modlić, żeby właśnie ta pierwsza frakcja, o której powiedziałem, wydzieliła się, bo - patrząc na wybory, które będą w różnych landach i później do Bundestagu - ma ona szansę wyrosnąć i rozwinąć się w tę właśnie pozytywną. Ma szansę objąć tę część Niemców, która jest głęboko katolicka i ma wartości. Trzeba przy tym pamiętać, żeby nie uogólniać i nie zamiatać – mówiąc obrazowo - wszystkich Niemców do jednego worka. Tam jest mnóstwo właśnie takich osób, które są przeciw superpaństwu, które są przeciw dominacji Niemiec. Dlaczego? Dlatego, że tam jest wielu mądrych ekonomistów, którzy to wszystko wiedzą. Ja jestem ekonomistą i mogę stwierdzić, że w gospodarce w układzie międzynarodowym jeśli jakaś ekonomia jest dominująca, a wszystkie inne słabe, to całość ekonomii Unii Europejskiej będzie słaba.
Najsilniej jest wtedy, kiedy ten potencjał ekonomiczny jest podobny. Dlatego my słusznie robimy w Polsce, przynajmniej robiliśmy wcześniej. Obecnie pan Donald Tusk chce to wszystko zniszczyć, żeby nie zbliżać się do potencjału Niemiec. Warto podkreślić, że rosnąca Polska jest korzystna dla Niemiec, bo silny partner zwiększa również ich siłę.
I właśnie ta pierwsza frakcja AFD, o której mówiłem, tak na to patrzy. Teraz ona poszukuje możliwości wydzielenia się, żeby startować samodzielnie w wyborach. Do tego potrzebują też części katolików z CDU, bo w CDU jest dokładnie podobnie.
Tam też są takie trzy frakcje. Ta frakcja, znowu taka katolicka, jest bardzo zdegustowana obecną sytuacją w Niemczech i jest szansa, że ta frakcja katolicka AFD połączy się z tą z CDU, wydzielając się jako nowa partia, która ma szansę mieć istotną rolę w Bundestagu, ale też w związku z tym ma szansę, na co zwracam uwagę, zasilić właśnie te grupy konserwatywne i prawicowe w parlamencie europejskim, zmniejszając niejako liczebność Europejskiej Partii Ludowej, w której jest Tusk i Urszula von der Leyen, która to partia w tej chwili jest frakcją totalnie destrukcyjną.
Jak Pan Profesor skomentował fakt, że Nikolaj Tangen, dyrektor jednego z funduszy norweskich, przekazał już oficjalnie w rozmowie z Financial Times, że wiele firm i funduszy z tego kraju zaprzestało inwestycji i współpracy za zakresie innowacji i najnowszych technologii w Niemczech, czy ogólnie w wielu krajami Unii Europejskiej? Zamiast tego Norwedzy wybierają Stany Zjednoczone, a jako argumenty Tangen wskazuje, że po pierwsze gospodarka amerykańska jest obecnie znacznie bardziej konkurencyjna, po drugie ludzie tam nie boją się inwestować, ale też mają odwagę się pomylić czy spróbować czegoś nowego, a tej chęci podjęcia ryzyka nie ma w Niemczech.
Panie Redaktorze, Norwegowie zawsze byli mądrzy i właśnie przez tę ich mądrość wyszli na bardzo mocną pozycję gospodarczą. Pamiętamy, że wiele dekad wcześniej Norwegia była bardzo uboga w sumie. To był biedny kraj, ale posiadający umiejętność wykorzystania różnych intelektualnych, ale też naturalnych zasobów. Ich innowacyjność doprowadziła do tego, że są w takim miejscu, w jakim są. Ja osobiście od wielu lat spotykam się i rozmawiam z dyplomatami norweskimi. Kiedyś właśnie podczas jednego ze spotkań zapytałem, dlaczego nie są w Unii Europejskiej i ewentualnie nie chcą wejść.
Oni odpowiadają w ten sposób, bardzo chętnie weszliby do Wspólnoty Narodów Europy Schumana, ale nie do Unii Europejskiej, która tworzy uniform, czyli właśnie to, co jest największym wrogiem dla biznesu i gospodarki. Należy to wyraźnie podkreślić, że gospodarka i biznes muszą się rozwijać w wolności. Nie można zabijać innowacyjności. Jeśli nakłada się Panu jakiś gorset, to jest to koniec.
Na przykładzie gospodarki amerykańskiej widzimy, jak wiele dekad wcześniej gdzieś w firmy powstawały garażach. W tym brali też udział Polacy. Te początkowo garażowe firmy komputerowe wyrastały na potentatów, bo nikt nie zabijał tej innowacji. Norwedzy są mądrzy, że właśnie teraz, kiedy obserwują ten gorset, to szaleństwo i głupotę właśnie tych, że tak powiem, polityków niemieckich, to oni nie czekają i nie będą tutaj chcieli poddawać się tym destrukcyjnym działaniom współpracy z gospodarką Unii Europejskiej, tylko idą do USA.
Stany Zjednoczone, Panie Redaktorze, niezależnie od etapu rozwoju, jak się patrzy też na historię, zawsze miały zdolność dużej elastyczności. Na przykład z kryzysu w roku 2008 Stany Zjednoczone przez rok się z tego wydobyły. W Europie trwało to 8-10 lat. Dla przykładu dwa lata temu powstał Inflation Reduction Act dotyczący redukcji inflacji. Ten akt zawierała różne metody, szczegółowe narzędzia do tego, żeby motywować przedsiębiorców, gospodarstwa domowe do produkcji jak najtańszej energii. Cel jest prosty - produkujmy najtańszą energię. Nikt nie mówi, że masz produkować z fotowoltaiki, z wodoru i tak dalej. Stosuj różne podejścia i niczego nie narzuca.
Czyli tworzy się od razu przestrzeń konkurowania i w ramach tej konkurencji są na przykład obniżki podatków i ulgi podatkowe, czy też różnego typu subsydia rządowe, które były kierowane tam, gdzie właśnie powstawały technologie obniżające cenę energii. I to jest przykład właśnie Stanów Zjednoczonych, który jest totalnie w opozycji do tego, co robi się za przyczyną, można powiedzieć dominacji Niemiec w Europie, gdzie na przykład narzucono ten uniform na elektromobilność. To jest zabójcze, dlatego, że to po prostu nie tylko niszczy innowacyjność w zakresie rozwoju innych myśli czy technologii. To jest także bardzo kosztowne, a do tego jednocześnie kryzysogennye Dlaczego kryzysogenne? Bo wyobraźmy sobie, że zniszczy się w ogóle inny sposób napędzania samochodów, to w krótkim czasie - to jest do oszacowania - zasoby litu się wyczerpią, ponieważ są ograniczone.
Zasoby litu na Ukrainie czy w Chinach mogą się wyczerpać w przeciągu może nawet kilkunastu lat przy takiej masowości, a to oznacza, że zetkniemy się z tąpnięciem i rewolucją. Brak przygotowania na to, żeby używać pojazdów o innym napędzie spowoduje, że nastąpi całkowity paraliż. I to jest właśnie mądrość Norwegów. Myślę, to szaleństwo w podejściu do tej transformacji energetycznej Niemiec, spotykało się właśnie z takim zachowaniem biznesów, które będą już uciekać. Z Polski na przykład uciekają, ale dlaczego uciekają? Dlatego, że jeśli Pan Tusk zamyka CPK, elektrownie jądrowe. Firmy, które miały współpracować, również polskie firmy, w dużej mierze około 50% firm polskich w wartości tej inwestycji, a więc to są duże pieniądze. Te firmy były przygotowane, już miały zasoby ludzi na pokładzie, ale kiedy się mówi, że to się usuwa, to one nie będą po prostu stały i ponosiły koszty i dlatego właśnie dochodzi do zamykania tych przygotowań.
Skutkiem tego jest chociażby ostatnio w krótkim czasie, bo zaledwie kilku miesięcy, wzrost bezrobocia o prawie 100 tysięcy. To nie są tylko te liczby, że w tym zakładzie 400 osób, tutaj 10 tysięcy. Mamy w sumie w tym procesie, co jest mało nagłaśnianie, już prawie 100 tysięcy bezrobotnych, kiedy to porównamy z wrześniem ubiegłego roku.
Ja mam nadzieję, że oprócz innych działań, tych politycznych środowisk prawicowych, konserwatywnych, na poziomie wpływania w parlamencie europejskim, także te działania biznesów będą pokazywały, Panie Redaktorze, że firmy z Niemiec uciekają do Stanów Zjednoczonych. Właśnie, tak jak i norweskie. Dzieje się tak dlatego, że bo w przeszłości bardzo często przedsiębiorcy przenosili do Chin, bo tam było taniej. Teraz z kolei Stany Zjednoczone dają im - powiedzmy - porównywalne - koszty pracy, które mają na przykład w Europie, ale za to zdecydowanie szeroką perspektywę. Co jest najgorsze dla biznesu? To jest nieprzewidywalność, kiedy z tej, czy z innej strony w biznes uderzy jakaś szalona, nielogiczna regulacja, czy zmiany.
Stany Zjednoczone – należy to podkreślić – są pod tym względem bardzo stabilne i takie pozostaną, pomimo tego, że zachodzi tam mnóstwo procesów negatywnych, jeśli chodzi o na przykład o kwestie ideologiczne dotyczące na przykład rodziny czy gender. Tam jest przecież bardzo głęboko posunięte zabijanie nienarodzonych dzieci. To jednak – co ciekawe - nie wpływa na tę taką niezwykle mocną, dobrą właściwość ekonomii, gospodarki amerykańskiej, która ma wysoką elastyczność i sprawność rozwojową.
Niemcy uzależniają się coraz bardziej od Pekinu, gospodarczo, politycznie. Przykładem są tu port w Hamburgu, czy chociażby poziom uzależnienia importu ogniw fotowoltaicznych, który obecnie sięga ponad 70%, tylko z Chin. Niemcy w ten sposób, bez zgody innych krajów europejskich, uzależniają nie tylko sami siebie, ale także gospodarkę europejską.
Tak się niestety dzieje Panie Redaktorze i ja osobiście jako kandydat do Parlamentu Europejskiego z województwa lubelskiego, spotykam się z takimi głosami społecznymi podczas spotkań wyborczych. Tych głosów zaniepokojenia tym uzależnianiem od Chin jest naprawdę dużo, a polscy wyborcy są tego świadomi. Ja o Schumanie mówię nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Wyjaśniam jego logikę budowania wspólnoty narodów, jego zmysł ekonomiczny, jego widzenie potrzeby pewnej równowagi.
Temat, który Pan poruszył, jest pewnym też jakby jądrem mojej kampanii. O tym właśnie Schuman przestrzegał i pisał już w 1961 roku i mówił o niebezpieczeństwie wyrwania się Niemców spod pewnej kontroli.
Z jego przewidywań wynikało, że jeśli Niemcy pojednają się i odzyskają kondycję do pozbycia się kontroli, która im został narzucona zaraz po wojnie, to staną się niebezpieczni. To właśnie Schuman to niebezpieczeństwo Niemców określał w kategoriach tej pewnej mentalności, która doprowadziła do I wojny i II wojny światowej. On nawet już wtedy w kuluarach mówił, że jest ryzyko, że właśnie Niemcy mogą doprowadzić do III wojny światowej. O ile I i II wojna były efektem - można powiedzieć - stricte przygotowań i działań militarnych, o tyle III wojna światowa, może być sprawą bardzo agresywnej dominacji i przemocy kapitałowej nad różnymi krajami.
Wiemy z historii, że Niemcy nawet jeszcze do lat 70-tych, myśleli o rewizji granic i liczyli na to, że jakoś im się uda manewr w polskimi granicami zachodnimi. Jenak w latach 80-tych w szeregach różnych kół politycznych nastąpiła tam taka konkluzja, że odstąpiono od wysiłków militarnych i zamieniono ją na wojnę gospodarczą, o czym już mówiłem.
Oni stwierdzili, że nie muszą wjeżdżać czołgami, ale wystarczy im do tego ekonomia, pieniądz i polityka. Obecnie cała ta strategia jest zawarta w odpowiedzi na pytanie, które Pan zadał. Jest ona określona jako strategia dominacji gospodarczej, nie tylko nad Europą Środkową czy Trójmorzem, ale nad całą Europą. Niemcy mają jednak świadomość, że muszą się liczyć takim układem jaki stanowią Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja. W przyszłości dołączą także Indie i to będzie światowa czwórka.
Warto podkreślić, że politycy niemieccy doskonale wiedzą, iż nie mogą liczyć ani na Indie ani na Stany Zjednoczone, w sensie takim, że mogą mieć tam jakieś istotne wpływy. Robią więc układ w trójkącie z Rosją i z Chinami. Bilateralny układ z Rosją ma swoją długą historię i widzimy to podczas wojny na Ukrainie. Niemcy z niego nie rezygnują cały czas i wiemy, że masowo idzie tam handel poprzez kraje, na przykład trzecie. Jednak właśnie pod wpływem pozycji obrotu gospodarczego Chin, Niemcy są niejako zmuszone, żeby nie ignorować tego partnera, tylko podłączyć się do pewnego - można powiedzieć - źródła generowania przepływów zysków i dzisiaj można zauważyć na przykładzie z poprzednich dekad, że niemieckie interesy polegają na tym, że nie budują długoterminowych strategii. Oni chcą na przykład z elektromobilności uzyskać dzisiaj jak najwięcej. Wiedzą przy tym doskonale, że te zasoby są ograniczone. Do niedawna jeszcze przecież gaz był ekologiczny, a dzisiaj wmawiają, że już nie jest, a za to „ekologiczna” jest właśnie elektromobilność. Chcą wykorzystać maksymalnie te zasoby, które są ograniczone, jeśli chodzi o lit. Proszę zauważyć, jaka tu jest stworzona super strategia z Chinami, które mają zasoby litu, których Niemcy nie posiadają.
Nawet Ursula von der Leyen kilka miesięcy temu na spotkanie z Joe Bajdenem pojechała nie po to, żeby załatwiać jakieś interesy Unii Europejskiej, ale – jak już wiemy – żeby prosić o pomoc w dostępie do zasobów litu. Niemcy chcą wykorzystać te moce zasobowe Indii i wiedzą, że jest to sprawa na 10, a może maksymalnie na 15 – 20 lat. Później będą się przestawiały na inne krótkookresowe źródła zysków. Należy tu podkreślić, że w tym układzie ideologia jako taka, a więc sprawy wartości, rodziny, gender i tak dalej, są dla Niemców instrumentem.
Należy to wyraźnie podkreślić, że dla Niemców nie jest celem, ale instrumentem, żeby przypodobać się wszystkim. Można by w skrócie powiedzieć, że jest im na rękę, aby ten „elektorat” czy „zwolennicy” tych różnych ideologii, byli jak najliczniejsi, bo w tych warunkach Belin może uzyskiwać maksymalnie duże korzyści. To jest wyrafinowane i wyrachowane podejście, które obserwujemy od dawna. Schumann mówił o pewnej potrzebie stworzenia pewnego procesu terapii dla Niemiec, licząc na to, że ta mentalność ulegnie pewnej zmianie. Widzimy jednak, że ze względu na zafałszowanie historii, na pokazywanie Niemców jako dobry naród, na zakłamania dotyczące obozów koncentracyjnych i tak dalej, to wszystko idzie niestety w złym kierunku.
Co więcej, kultura i edukacja w Niemczech sprawiają, że wzmacnia się tam och poczucie dominacji i kolejny swego rodzaju nacjonalizm, którego agresja polega na tym, że oni sami myślą o sobie, że to wyłącznie oni mają czerpać zyski i robią to różnymi sposobami. Ten nacjonalizm dzisiaj jest synonimem utrzymania przez cały czas potęgi kapitałowej Niemiec, chociaż rzeczywistość jest taka, że 10 lat temu jeszcze - wtedy i Angela Merkel i inni o tym zapewniali – była ze strony Berlina taka deklaracja, że za 10 czy 15 lat Unia Europejska miała mieć PKB większe niż Stany Zjednoczone. Sytuacja jest obecnie taka, że jest dokładnie odwrotnie z powodu takiego a nie innego działania Niemców. Jak już wcześniej powiedziałem, Niemcy mają tak nielogiczne spojrzenie i tak ogromną chciwość na dominację i kapitał, że sami podcinają sobie korzenie.
Kryzys 2008, w świecie wynikający z sektora finansowego zagnieździł w literaturze fachowej ekonomii i finansów pojęcie „chciwości” i po różnych dyskusjach i badaniach doszliśmy do wniosku, że chciwość to doprowadziła do tego, że redukowało się wyostrzone spojrzenie na profesjonalne zarządzanie ryzykiem w bankach, co w efekcie doprowadziło do tego, że instytucje różnego typu zaczęły bankrutować. I tu sytuacja jest całkowicie podobna. W efekcie wcześniej czy później, jeśli się to utrzyma, to Niemcy właśnie doprowadzą do bankructwa Unii Europejskiej i ja osobiście chciałbym, żeby doszło do tego jak najszybciej. Mam na myśli, Panie Redaktorze, bankructwo, które nie oznacza, że przedsiębiorstwo ginie z przestrzeni i nie będzie dalej funkcjonować. Bankructwo bowiem jest często pozytywnym i potrzebnym mechanizmem czy zjawiskiem po to, żeby zrestrukturyzować te aktywa, aby zreorganizować i wykorzystać te przydatne, a resztę usunąć.
Nie chodzi więc tutaj o to, że to bankructwo ma spowodować, że się cofniemy do tego, co było 30 czy 40 lat temu, ale aby modernizacja wykorzystała te fundamenty Europy Schumanna.
Pan profesor mówił o tym modelu amerykańskim, który jest gospodarczy, rozwojowy, innowacyjny i modelu niemieckim, który mnie osobiście wprost kojarzy z Orwellem i z komunizmem. Wszyscy wiemy, że komunizm wyszedł z Niemiec. Potem przetransferowano go z Leninem i jego ekipą do Rosji, a następnie trafił do Chin. Pan Profesor już nadmienił coś, co nie jest powszechnie opisywane, o czym miałem okazję popełnić krótki tekst, a mianowicie układ Berlin-Moskwa-Pekin.
Czy to nie jest tak, że właśnie ten układ polityczny, komunistyczny, bo tak należałoby chyba wprost określić, wymusza na korporacjach współpracę z nimi, a korporacje oczywiście są chętne, bo mają zyski?
Tak istotnie jest. Jeśli się patrzy na korporacje, to one zawsze wykorzystują pewne sytuacje koniunktury i są bezideowe. Dla korporacji liczy się tylko pieniądz i zysk, co oczywiście jest złe, ponieważ ten neoliberalizm, czy liberalizm we współczesnej myśli ekonomicznej zdominował tak mocno inne nurty, że w związku z tym korporacje (czy też duże przedsiębiorstwa) nie pełnią roli podmiotu normalizującego, czy ukierunkowującego rozwój gospodarczy w kierunku optymalnego ciała gospodarczego. Kiedy patrzymy na rozwój myśli ekonomicznej, Panie Redaktorze, w średniowieczu na początku była trójpolówka i ugorowanie, ale dlatego, że lasy wykorzystywano do tego, żeby pozyskiwać ziemię. Dzisiaj słyszymy, że chce się wprowadzać ugory, które średniowiecze usunęło i przeszło do płodozmianu. Dzisiaj chce się cofnąć do czasów sprzed średniowiecza, do ugorowania, czyli chce się - można powiedzieć- jakby zakwestionować płodozmian i wrócić do latyfundiów.
Proszę zobaczyć, że atak jakim jest „Zielony Ład” ma usunąć obecnych rolników, tak jak było w Rzymie z latyfundiami. Tam usunięto rolników i zastąpiono ich niewolnikami. Usunięto rolników z małych połaci, żeby skomasować w duże gospodarstwa latyfundiów, gdzie rządziła tamtejsza oligarchia, a rolnicy znaleźli się w Rzymie - 300 tysięcy rolników, którzy żyli jako biedota. I tu powracamy do tego modelu.
Ukraina nam pokazuje, że oligarchia międzynarodowa zarządza tamtymi ziemiami. Tam nie ma rolnika ukraińskiego, w sensie takim, jak mamy w Polsce i ten „Zielony Ład” ma doprowadzić do tego samego. To jest taki właśnie cel. Zielony Ład nie ma niczego polepszyć, tylko usunąć tych rolników, a na to miejsce według tego planu mają wejść oligarchowie, bo przecież nie wyobraża sobie Pan, że cała ziemia będzie leżała odłogiem, że rolnictwa w Polsce by nie było. Ono by było, tylko zarządzane byłoby przez tych oligarchów. I teraz patrząc na ten układ, widzimy wyraźnie tych nastawionych tylko na zyski, na pieniądz - te korporacje, nie mające żadnego kręgosłupa ideowego ani moralnego, czyli nie mające też otwarcia na to, co ja nazywam solidaryzmem społeczno-gospodarczym.
Można by powiedzieć, że zbankrutowało liberalne myślenie o gospodarce, ponieważ – mamy już na to badania i dowody – obecne ich działania prowadzą do zmniejszenia efektywności. Natomiast solidaryzm społeczno-gospodarczy tę efektywność zwiększa i on nie jest jakąś odmianą socjalizmu, ale polega na tym, że potencjały gospodarcze podmiotów mają mieć wyrównany poziom. Jeśli - to jest chyba oczywiste, Panie Redaktorze - mamy zbiór takich podmiotów w gospodarce i każdy jest silny, to cała gospodarka także będzie silna. Jeśli natomiast podmioty są słabe, to cała gospodarka będzie słaba. I właśnie to idzie dokładnie w tym kierunku. Przywołując tu podejście Norwegów, o których rozmawialiśmy, to jeśli biznesy i korporacje będą widziały, że tu nie ma warunków do swobodnego rozwoju handlu, bo się wkłada gorset, to one będą uciekały do Stanów Zjednoczonych i czy innych miejsc.
Jeszcze, mówiąc o tych oligarchach czy korporacjach, wrócę krótko do wielkiego kryzysu w 1930 roku. Co się stało w tym kryzysie wtedy? Jaka była przyczyna? Otóż tutaj Keynes, wspaniały ekonomista, to analizował. Przyczyną tego było właśnie to, że produkcja w całym kraju, czyli PKB oraz dystrybucja korzyści i zysków z tej produkcji, były dystrybuowane nierównomiernie - następowała koncentracja tych zysków w rękach małej grupy tych bogatych, bo sama produkcja była taka, że ona pozwalała na rozwój i to bardzo szybki. I pojawia się Keynes, który właśnie to odkrywa i pokazuje. W dalszej kolejności z jego odkrycia wynika, że z podobnej struktury gospodarki w Europie i Stanach Zjednoczonych można tworzyć rozwijającą się gospodarkę dla wszystkich, bez kryzysów i z korzyściami dla wszystkich.
Proszę też zauważyć, jaki piękny rozwój po wojnie następuje później przez parę dekad. Po czym znowu powraca liberalizm. I co się dzieje? Kryzys 2008, który jest efektem rosnącego przyrostu wartości aktywów w ostatnich dekadach, ale 80% przyrostu wartości aktywów trafia do 5% populacji. Mamy więc ten strasznie zróżnicowany podział tych wypracowanych efektów, który bardzo mocno zagraża rozwojowi gospodarczemu. W 2008, po tym kryzysie, Panie Redaktorze, ekonomiści znowu wracają do Keynesa. Za sukcesem nie stoi niewidzialna ręka Smitha, tylko rola państwa, budżetu,co ma też funkcję pobudzania gospodarki. Niektórzy tego nie rozumieją (a tak mówią liberałowie), że państwo jest w tym procesie niezbędnie potrzebne.
Niech się wsłuchają w Keynesa, który po tym kryzysie był promowany i wskazywano na bardzo ważną rolę Banku Centralnego. Tu łączy się to w tak zwane pojęcie ekonomiczne „mnożnik inwestycyjny”, który dla przykładu w przypadku naszego CPK, Panie Redaktorze, ja wyliczyłem na poziomie - powiedzmy - około pięciu.
O co chodzi? Że w CPK mogłoby wejść, takie są plany, około powiedzmy 150 miliardów złotych, z czego część tylko, może 50 miliardów, ze środków, czy nawet 40, ze środków państwowych, a reszta z prywatnych. Tworzy to mnożnik pięć razy 150, to jest 750 miliardów. O tyle urosłoby nasze PKB, które jest obecnie około 3000 miliardów, czyli w to – w pewnym sensie - przedsięwzięcie może urosnąć o prawie 30%. Do tego dochodzą jeszcze dochody budżetowe, które by wynikały z ceł, które są pobierane za towary z krajów trzecich, to ten impet z tego tytułu tworzy w efekcie dodatkowo 30% przyrostu PKB. Jeśli to się blokuje, to nie jest sprawą dziwną, że dzisiaj przedsiębiorcy polscy protestują. Oznacza to, że obecni rządzący okradają naszych obywateli, naszych przedsiębiorców, nasze gospodarstwa domowe. Bo odbiera się nam prawo do realizacji takiej inwestycji. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, że ma Pan działkę, dom czy nawet stawia pan zakład czy biznes i ktoś zabrania Panu, żeby Pan to rozwijał i w ten sposób traci Pan właśnie korzyści.
Tak właśnie należy na to spojrzeć i widzimy jasno ten totalitaryzm, jaki tu w tej chwili uprawia Donald Tusk, który jest totalitaryzmem wynikającym z koncepcji ideologii Niemiec i Spinellego. Dlaczego dzisiaj jest to totalitarne? Bo nie może być tak, żeby jedna osoba - to nic, że on jest premierem, że został wybrany – decydowała o tym wszystkim, kiedy mówimy o ekonomii i są ewidentne straty.
Polskie firmy, działające nie tylko na rynku krajowym, ale też międzynarodowym, mające być kooperantami przy CPK wystosowały właśnie list do premiera Tuska. Należy podkreślić, że firmy zagraniczne i także polskie, o których mówiłem, które zamykają swoją działalność, które były nastawione na inwestycje w CPK i elektrownie jądrowe, są zaniepokojone. To, że się mówi, że CPK i elektrownie jądrowe powstaną za kilka lat, to nic nie znaczy, ponieważ proces inwestycyjny odbywa się już od teraz. Przygotowanie terenów, udział polskich firm, jeśli chodzi o prace budowlane, inne, prawda, produkty i tak dalej. To już od początku tworzy koniunkturę, tworzy obrót gospodarczy, tworzy transakcje handlowe i trzeba na to spojrzeć właśnie w ten sposób.
I ostatnie pytanie. Jak w obecnej sytuacji oceniłby Pan profesor sprawy dotyczące przymusowej relokacji migrantów oraz ataków na Kościół i na chrześcijaństwo w Europie?
To jest po prostu instrument, który zapisał Spinelli w Manifeście z Ventotene. Jest to instrument niszczenia wspólnoty narodów, czyli tożsamości instytucji narodowych. Istotnym fundamentem w narodzie, szczególnie w Polsce, są Kościół, wiara, tradycja. Słyszymy że górnicy, schodzą na dół i mówią sobie wzajemnie „Szczęść Boże”. To jest pewien styl, pewna mentalność, która daje siłę i przekłada się na efektywność społeczną i gospodarczą. W tym względzie instrumentem destabilizującym i niszczącym jest właśnie ta sprawa migracji, po to, aby stworzyć pewien chaos, „rozcieńczyć” spójność społeczną. Gdyby to było przeprowadzane logicznie, to powinno polegać na tym, że jeśli ktoś chce wejść do danego kraju, to powinien mieć obowiązek nauczenia się języka, poznania historii. Co szczególnie istotne, nie może to być masowe, ponieważ wtedy wiadomo, co możemy teraz obserwować, niewiele osób w ogóle nawet chce uczyć się języka, cy toznać tradycję. Te środowiska obecnie przecież tworzą getta, jak dla przykładu we Francji i w Niemczech, ponieważ wspomnianych przeze mnie obowiązków na migrantów się nie nakłada.
Wielu z nich, w takich ramach - można powiedzieć pewnej ideologii też islamskiej- tworzą w Europie społeczeństwa po to, żeby z czasem stopniowo mieć istotny wpływ na ich rozwój. Podsumowując to jeszcze raz, jest to świadome przejęcie ideologii Spinellego i realizacji wykorzystywania tego instrumentu do zwiększenia chaosu. W efekcie mamy sytuację podobną jak w komunizmie sowieckim – ten neomarksizm, który bazuje na ideologii, która nie kalkuluje pomyślnego celu, ale ma zwyczajnie pewien bezmyślny kierunek i nie szacuje w ogóle wpływu, czy też pozytywnego oddziaływania na dobro poszczególnych narodów. Pamiętajmy, że to jest walka. W manifeście Spinelli, a teraz jego następcy świadomie walczą z katolicyzmem, z wiarą chrześcijańską. Spinelli właśnie chrześcijaństwo wskazuje jako podstawowego przeciwnika, czy też przeszkodę w realizacji właśnie tego super państwa bez Boga, tak jak to było robione w Związku Radzieckim.
Bardzo dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę.
