Wśród najważniejszych decyzji było m.in. wprowadzenie obok procedury rutynowej tzw. szybkiego postępowania azylowego odbywającego się na granicach UE. Odnosi się ono do osób, które w najmniejszym stopniu mają szansę na otrzymanie statusu uchodźcy. Według danych Komisji Europejskiej jedynie około 20 proc. imigrantów nielegalnie dostających się do UE otrzymuje status azylanta. Konsekwencją tej przyspieszonej procedury jest możliwość ograniczenia swobody poruszania się imigrantów, czyli przetrzymywanie ich w obozach zamkniętych. W założeniu, ta przyspieszona procedura miała ułatwić możliwość odsyłania imigrantów poza UE, którzy nie spełniają kryteriów dla otrzymania azylu. Dodatkowo państwa członkowskie zgodziły się poszerzyć listę tzw. bezpiecznych krajów, do których można będzie odsyłać takich imigrantów, w tym również do państw, z których oni nie pochodzą. Wśród potencjalnych kandydatów dla takich działań uznaje się m.in. Tunezję, przynajmniej takie były zabiegi rządu włoskiego, zarówno w czasie negocjacji w Radzie UE, jak również kolejnych wizyt premier Giorgii Meloni w Tunisie.
W dalszym ciągu odsyłanie imigrantów poza Unię może być zadaniem trudnym w realizacji. Wydalanie imigrantów z UE było dotąd mało efektywne, gdyż przykładowo w 2022 roku udało się to jedynie w przypadku około 18.5 proc. osób objętych taką procedurą. Wprowadzone zmiany zapewne tylko w niewielkim stopniu zwiększą skuteczność odsyłania imigrantów z UE.
Inne ustalenia omawianego pakietu antykryzysowego wynikały z nacisków dyplomacji niemieckiej. Chodzi o wydłużenie okresu przesyłania imigrantów, którzy nie poddali się procedurze azylowej w pierwszym kraju po przekroczeniu granic UE. Ten okres został przedłużony z 12 miesięcy nawet do 3 lat. W tym czasie przykładowo władze niemieckie mogą odszukać nielegalnych imigrantów na swoim terytorium i zgodnie z prawem unijnym odesłać ich do Włoch, Grecji, Hiszpanii, Polski lub państw bałtyckich, w zależności od tego, w którym miejscu przekroczyli oni granice zewnętrzne Unii. Jest to rozwiązanie korzystne zwłaszcza dla tych krajów, które w największym stopniu przyciągają imigrantów, takich jak Niemcy i Francja. Odbywa się jednak kosztem państw „frontowych”, zwłaszcza z południa i wschodniej Europy.
Najbardziej kontrowersyjna zmiana dotyczyła uchwalenia stałego mechanizmu relokacji imigrantów pomiędzy wszystkie państwa członkowskie. Jeszcze w czasie francuskiej prezydencji w 2022 roku wprowadzono dobrowolną relokację imigrantów. Była ona wzorowana na pilotażu z 2015 roku, jednak z tą różnicą, że nie było żadnych środków przymusu dla relokacji. Dlatego zapewne okazała się ona całkowitym fiaskiem, gdyż z planowanej liczby 10 tys. osób przeniesiono jedynie 880 imigrantów do innych państw UE. Sama Francja relokowała tylko 34 osoby z Hiszpanii i 75 kolejnych z Cypru, ale ani jednego z Włoch i Grecji.
W pomyśle relokacji z roku 2023 początkowo państwa miały podzielić między siebie liczbę 30 tyś. osób rocznie, w przyszłości 120 tys. lub nawet więcej w okresach nasilenia kryzysu. Państwa członkowskie mogą zrezygnować z przyjmowania imigrantów, ale wówczas muszą zapłacić karę w wysokości około 20 tys. euro od osoby. Jest to bardzo wysoka suma pieniędzy zważywszy na to, że np. w przypadku unijnej pomocy dla uchodźców wojennych z Ukrainy Polska w roku 2022 otrzymała według różnych szacunków jedynie od około 50 do 100 euro na osobę. Dlatego trudno nie uznać sankcjonowania odmowy uczestniczenia przez dane państwo w podziale imigrantów tak wysokimi opłatami za karę, a więc środek zniechęcający od uchylania się od obowiązku relokacji. Jest to w istocie próba wywierania przymusu finansowego, co oznacza, że trudno omawiany mechanizm uznać za dobrowolny.
Dlatego wzbudził on poważne kontrowersje zwłaszcza w państwach Europy Środkowej na czele z Polską i Węgrami. Oba kraje wetowały tę propozycję, od głosu wstrzymały się natomiast Bułgaria, Litwa, Słowacja i Malta. Państwa Europy Zachodniej na czele z Niemcami, które były twórcą pilotażowego instrumentu relokacji z 2015 roku, przegłosowały jednak omawiany mechanizm w Radzie UE pomimo oporu kilku państw ze środkowej części kontynentu. Można to uznać za pogwałcenie art. 79 Traktatu o funkcjonowaniu UE, gdzie mowa o podejmowaniu jednomyślnej decyzji w sprawach imigrantów ekonomicznych. Jak wcześniej wspomniałem, średnio 80 proc. nielegalnych imigrantów z Azji i Afryki nie jest uchodźcami, a imigrantami ekonomicznymi, którzy marzą o poprawie sytuacji życiowej w UE.
Mechanizm przymusowej relokacji dotyczy więc w dużym stopniu imigrantów ekonomicznych, co zgodnie z traktatem oznacza konieczność konsensualnego podejmowania decyzji Radzie UE. Niemniej jednomyślność została tutaj po raz pierwszy złamana w roku 2015, kiedy przyjęto decyzję o pilotażowym programie przenoszenia imigrantów po całej Unii. Program wywołał szereg kontrowersji i nie był efektywnie realizowany niemal przez wszystkie państwa członkowskie. Nie spełnił oczekiwań ani krajów „frontowych”, takich jak Grecja i Włochy, ani borykających się z największym napływem imigrantów, takich jak Niemcy i Francja. Nie mógł też rozwiązać zasadniczego problemu, czyli masowej imigracji spoza UE.
Pomimo to, powrócono do tego pomysłu w 2023 roku. Można oczekiwać podobnych skutków: braku implementacji, toksycznych emocji między poszczególnymi krajami, wzrostu eurosceptycyzmu, a także nieskuteczności powstrzymywania kryzysu migracyjnego. Centralizacja zarządzania w UE po raz kolejny okazuje się chybioną odpowiedzią na kryzys. Odchodzenie od jednomyślności w sprawach tak bardzo wrażliwych politycznie, a następnie wymuszanie decyzji przez sankcje finansowe prowadzi więc na manowce, a nie w stronę usprawnienia działania UE. Jest także przykładem próby rozwiązywania własnych problemów przez kraje Europy Zachodniej kosztem środkowej części kontynentu.
Nieskuteczność walki z kryzysem migracyjnym w UE pociąga wyraźny wzrost niezadowolenia społecznego, w tym eurosceptycyzm, jak również coraz silniejsze poparcie dla ugrupowań skrajnie prawicowych. Masowa imigracja powoduje szereg problemów, takich jak wzrost przestępczości i terroryzmu, a więc pogorszenie bezpieczeństwa publicznego. Wprowadza coraz silniejsze podziały społeczne lub praktykę tzw. równoległych społeczności, żyjących wedle odmiennych reguł i wartości, a niekiedy wymykających się jurysdykcji lub kontroli władz publicznych. Powstawanie takich społeczności imigranckich powoduje, że podlegają one w największym stopniu pauperyzacji, bezrobociu, wykluczeniu społecznemu i w ten sposób są także podatne na działania przestępcze i radykalizm polityczny lub religijny. To wszystko przynosi poważne zaburzenia społeczne, przykładem których był bunt społeczności imigranckiej we Francji z czerwca i lipca 2023 roku. Pokłosiem tego antypaństwowego buntu były masowe kradzieże, podpalenia samochodów i budynków, ataki na funkcjonariuszy państwa oraz instytucje publiczne. Straty mienia prywatnego w ciągu kilku tygodni tego mini-powstania wyniosły przynajmniej 1 mld euro. Przykład ten pokazuje, że masowa i w zasadzie niekontrolowana imigracja spoza Europy jest zagrożeniem dla stabilności nawet największych państw członkowskich, a w rezultacie także Unii Europejskiej. Dlatego kryzys migracyjny nie powinien być lekceważony.
Artykuł pierwotnie ukazał się na stronie think tanku Warsaw Institute.
Pełny tekst można przeczytać TUTAJ.
Autor: prof. dr hab. Tomasz Grzegorz Grosse
Jest socjologiem, politologiem i historykiem. Jest profesorem na Uniwersytecie Warszawskim. Kierownik zakładu polityk Unii Europejskiej w Instytucie Europeistyki UW. Specjalizuje się w analizie polityk gospodarczych w UE i w państwach członkowskich, a także w zarządzaniu publicznym, geoekonomii, europeizacji, i myśli teoretycznej dotyczącej integracji europejskiej. Ostatnio opublikował: „Pokryzysowa Europa” (PISM 2018), „W poszukiwaniu geoekonomii w Europie” (Instytut Studiów Politycznych PAN 2014) oraz zredagował książki: „Polityki europejskie w dobie kryzysu” (Scholar 2016) oraz „Oblicza kryzysu” (razem z M.A. Cichockim, Centrum Europejskie w Natolinie 2016).
