Prof. Terlecki zapewnia, że jego ugrupowanie „nie załamie rąk”.

- „Jeszcze mamy nadzieję, jeszcze powtarzamy sobie, że może nie wszystko stracone, jeszcze nasłuchujemy wiadomości o możliwej koalicji, która powstrzyma katastrofę. Jeszcze się łudzimy, że Tusk nie będzie sprzedawał polskiej suwerenności za worek euro, że Siemoniak nie zredukuje polskiej armii i nie zerwie kontraktów na uzbrojenie, że Nitras nie będzie miał okazji opiłowywać katolików. Jeszcze nie zebrały się nowy Sejm i nowy Senat i nie odrzuciły wniosków prokuratury o uchylenie immunitetów prominentnym politykom Platformy. Jeszcze Polska Telewizja nadaje swoje programy”

- zauważa polityk na łamach „Dziennika Polskiego”.

Przyznaje jednak, że może to oznaczać „łudzenie się na próżno”. W jego ocenie funkcjonowanie rządu opozycji jest prawdopodobnym scenariuszem.

- „Opozycyjni kontrahenci liczą posady i urzędy, przeliczają wynagrodzenia, wracają do interesów. Bardzo im się spieszy, obowiązuje hasło: bierzmy władzę, a potem się zobaczy. Szanse na ich troskę o Polskę i jej pomyślną przyszłość są zerowe. Zamiast rządu stu konkretów, jak obiecywali, powstanie rząd stu sprzeczności, sklejony tylko głodem władzy. Ale potrwa, nie padnie zbyt szybko”

- pisze.

- „Europejska lewica będzie zachwycona, Platforma wykona każde zadanie, posłusznie podrepta za głosem silnych. Zahamuje rozwój Polski, żeby nie drażnić Berlina, zaleje kraj tęczowym potopem, żeby przypodobać się Brukseli. Będzie czekać na nowy reset i na przyjacielskie przechadzki po molo. Zrezygnuje ze zbrojeń i sprzeda fabryki broni. Czy zdąży sprzedać wszystko?”

- dodaje.

Prof. Terlecki apeluje przy tym jednak, żeby nie panikować i nie poddawać się zwątpieniu. Przypomina, że na PiS zagłosowało ponad 7,5 mln wyborców.

- „Wielu innych tylko chwilowo dało się omamić pustym frazesom, uwierzyło fałszywym obietnicom. Młodzi potraktowali wybory jak imprezę, ubaw po pachy, teraz jedni prędzej, a drudzy wolniej, ale zaczną dorastać. Zanim lewica z liberałami ostatecznie pogrzebią resztki solidnej edukacji, może przyjdzie otrzeźwienie, może też przybędzie nauczycieli, którzy poważnie potraktują swój zawód. Może skrzykniemy się i staniemy pod szkołami, gdy znowu przyjdą likwidować lekcje religii i zdejmować krzyże”

- wskazuje.

- „Zła fala poszła, ale może spróbujmy ją zatrzymać. W kwietniu uratujmy co się da: sejmiki, rady powiatów i gmin, miasteczka i miasta. A w czerwcu wytężymy wszystkie siły, aby do europarlamentu znów nie trafili wrogowie Polski. Nasz głos musi się liczyć w czasie, gdy rozstrzyga się przyszłość Europy”

- dodaje.

Zauważa, że gra toczy się o to, by Polska nie stała się „europejskim landem, podpalanym przez miliony nielegalnych migrantów”.

- „Chcemy Unii Europejskiej wolnych narodów, wiernej europejskiej, chrześcijańskiej cywilizacji”

- podkreśla.

Na koniec szef klubu PiS zachęca do modlitwy o to, by do Polski nie zbliżyła się wojna.

- „Bo ta ekipa, która szykuje się do władzy, nas nie obroni, skapituluje po pierwszym zagrożeniu, a potem ucieknie zagranicę”

- stwierdza.