Fronda.pl: Czy Polska rzeczywiście zrzekła się kiedykolwiek reparacji wojennych od Niemiec?

Prof. Romuald Szeremietiew (były minister oraz wiceminister obrony narodowej w latach 90. i 2000.): Nie. Takie zdarzenie nie miało miejsca. A gdyby coś takiego się stało to przecież istniałyby dokumenty, które by to potwierdzały, a które zostałyby wytworzone w ramach określonych procedur regulujących wzajemne relacje pomiędzy obydwoma państwami: Polską i Niemcami. Takich dokumentów jednak nie ma. A jedyne co jest to jakiś niejasny komunikat w “Trybunie Ludu” (organ prasowy PZPR) informujący, że PRL zrzekł się reparacji od NRD. Jak jednak wiadomo komunikat prasowy nie jest dokumentem, który powodowałby jakiekolwiek skutki prawne w relacjach międzynarodowych.

Prof. Bogdan Musiał, który wnikliwie bada archiwa niemieckie pod kątem problematyki reparacji wojennych jest przekonany, że nie istnieje jakikolwiek akt prawny dotyczący zrzeczenia się przez Polskę tychże reparacji od Niemiec. Tego typu protokół, jego zdaniem, nigdy nie został podpisany. Nie istnieje też żadna umowa dwustronna w tej kwestii pomiędzy Polską a NRD lub RFN, ani też pomiędzy Polską a ZSRR. A może jednak tego typu dokument gdzieś się w niemieckich archiwach znajduje?

Niemcy nie mają żadnego takiego dokumentu, gdyby mieli dawno by go nam przypomnieli, a jestem pewien, że dobrze przeszukali archiwa po NRD. Poza tym należy tu podkreślić bardzo mocno pewną niezwykle istotną sprawę. Nawet gdyby rząd PRL podpisywał jakiekolwiek umowy dwustronne z NRD lub ZSRR w tej kwestii to musimy pamiętać o tym, że PRL nie była suwerennym państwem narodu polskiego, władze komunistyczne nie posiadały jakiejkolwiek legitymacji wyborczej i w związku z tym tego typu dokumenty nie miałyby w świetle prawa międzynarodowego żadnej mocy prawnej.

W przestrzeni publicznej pojawiają się deklaracje niemieckich polityków mówiące o niemieckiej odpowiedzialności historycznej czy moralnej za krzywdy i zbrodnie dokonane na Polsce w czasie drugiej wojny światowej. O „historycznej odpowiedzialności” i „zachowaniu pamięci” mówił choćby wczoraj niemiecki ambasador w Polsce Thomas Bagger. Jednocześnie Niemcy konsekwentnie wypierają się swej odpowiedzialności prawnomiędzynarodowej ze te zbrodnie.

Fakty, które zostały zgromadzone i ujawnione w Raporcie, który wreszcie powstał są bardzo mocnym argumentem, z którym naprawdę niezwykle trudno będzie stronie niemieckiej merytorycznie polemizować. Czy Niemcy będą nas teraz starali się przekonać, że zabili mniejszą ilość Polaków czy też, że zniszczyli Polskę w mniejszym stopniu aniżeli zostało to pokazane we wspomnianym Raporcie? Myślę, że nasi zachodni sąsiedzi nie mogą sobie po prostu pozwolić na przyjęcie tego rodzaju strategii działania. Natomiast „adwokaci” Niemiec po polskiej stronie podnoszą, że fakt ostatecznego uznania przez Niemcy w 1990 roku naszej zachodniej granicy na Odrze i Nysie miał być rekompensatą zastępującą reparacje dla strony polskiej za doznane od Niemiec krzywdy i zniszczenia w czasie II wojny światowej. Twierdzą, że Polska wówczas de facto zrzekła się jakichkolwiek dalszych roszczeń związanych z okresem 1939-45 w stosunku do Niemiec. Otóż ci, którzy tak twierdzą mówią po prostu nieprawdę. Uznanie przez Niemcy naszej wspólnej granicy na Odrze i Nysie było  warunkiem  ponownego zjednoczenia Niemiec. Polska strona podnosiła, że nie może zgodzić się na zjednoczenie RFN i NRD w sytuacji, gdy Niemcy kwestionowaliby naszą zachodnią granicy na Odrze i Nysie. Niemcy musiały, chcąc się zjednoczyć, najpierw uznać granicę z Polską jako ostateczną i nienaruszalną. I ten warunek spełniły. Musimy  mocno podkreślić, że uznanie przez naszych zachodnich sąsiadów wspólnej granicy na Odrze i Nysie było związane właśnie z procesem zjednoczenia Niemiec, a nie jest zrzeczeniem się przez Polskę reparacji wojennych. Roszczenia nasze są więc w pełni uprawnione. Zwróćmy też uwagę, że po upływie ponad wieku Namibia otrzymała od Niemiec odszkodowania za niemieckie ludobójcze zbrodnie doznane przez ten afrykański kraj jeszcze ze strony drugiej Rzeszy w latach 1904-1908. Tym bardziej więc sytuacja, w której  Niemcy udają, że ustalenia Raportu zespołu pod kierunkiem posła Arkadiusza Mularczyka ich nie dotyczą jest paskudną próbą uniknięcia odpowiedzialności. Oczywiście wyliczona kwota  reparacji jest bardzo wysoka, ale o to Niemcy powinni mieć pretensję do samych siebie, skoro zbrodnie i zniszczenia niemieckie dokonane na Polsce były ogromne. 

Jakie właściwie mamy realne możliwości uzyskania reparacji od Niemiec? Czy skarga na Niemcy do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości mogłaby się tu okazać skutecznym instrumentem?

Jeżeli podejmuje się starania i nie rezygnuje samemu to to na pewno coś się uzyska. Należy stanowczo odrzucić sposób myślenia malkontentów biadolących, że „na pewno się nie uda”. W moim przekonaniu uda się. A jeśli ktoś jest już naprawdę bardzo wątpiący to należy mu powiedzieć, że pewności nie ma, ale powinno się udać. Oczywiście możemy żałować, że dopiero ponad 30 lat po odzyskaniu przez Polskę suwerenności powstał ten Raport. Niestety nie było wcześniej w Polsce władz, które chciałyby tę istotną sprawę mocno postawić i ostatecznie ją rozwiązać. Jednak czasu już nie cofniemy. Lepiej późno niż wcale. 

Niemal dokładnie 18 lat temu, 10 września 2004 roku Sejm RP podjął uchwałę mówiącą o tym, że Polska nie otrzymała dotąd stosownych reparacji od Niemiec oraz wzywającą polski rząd do podjęcia działań w tej sprawie. Za tą uchwałą głosowała wówczas Platforma Obywatelska na czele z Donaldem Tuskiem i Grzegorzem Schetyną, którzy należą dziś przecież do najostrzejszych krytyków działań rządu w kwestii reparacji wojennych od Niemiec. Co jest przyczyną tej spektakularnej wolty jakiej dokonali w tej sprawie prominentni politycy PO?

Najłagodniejszym wyjaśnieniem tej kwestii jest stwierdzenie, że ci ludzie cierpią na zanik pamięci. Może też jakaś młodsza część społeczeństwa nie ma świadomości jaka była skala niemieckich zniszczeń w Polsce. Ten Raport powinien przywrócić pamięć. Przeciwników starań o reparacje irytuje, że opublikowany wczoraj Raport tę pamięć Polakom, ale i Niemcom przywraca. Z tego samego zresztą powodu irytuje tych ludzi podręcznik „Historia i teraźniejszość” autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego. Kwestia tej „amnezji”, która dotyka liderów partii opozycyjnych jest zjawiskiem niezwykle smutnym. Oni dziś swoim postępowaniem narażają się na coś, na co bali się narazić jeszcze we wspomnianym 2004 roku. Wtedy jednak pamięć musiała być wystarczająco silna i trudno byłoby im powiedzieć Polakom prosto w oczy: „Nie przesadzajcie z tymi niemieckimi zbrodniami. Niemcy to nasi przyjaciele, którzy nam pomagają więc jak można się czegokolwiek od nich domagać?”.

Bardzo dziękuję za rozmowę.