Prof. Wojciech Roszkowski gościł w Studiu PAP, gdzie mówił o atakach, których celem stał się nowy przedmiot i napisany przez niego podręcznik.
- „Historia najnowsza budzi wśród części naszej elity, głównie politycznej, pewne obawy. Historyk dziejów najnowszych jest narażony na pretensje zawsze, bo to, co dzieje się w najnowszej historii, to jest polityka”
- stwierdził historyk.
Zauważył przy tym, że w przypadku jego podręcznika zadziałał „efekt Kazika Staszewskiego”.
- „To znaczy, że im większy hejt na kogoś spada, tym bardziej nakład mu rośnie. Więc właściwie powinienem podziękować tym wszystkim, którzy mnie atakują, bo nagle ten podręcznik stał się sławny”
- powiedział.
Przyznał jednak, że jest to jedynie sukces połowiczny, ponieważ z podręcznika rezygnują szkoły. W debacie padają natomiast argumenty „na tyle bałamutne, że trudno z nimi polemizować”. Podręcznikowi zarzuca się na przykład, że jest „kościółkowy”.
- „Proszę mi powiedzieć, czy w historii Polski nie powinien się pojawić prymas Stefan Wyszyński czy obchody Milenium (chrztu Polski - przyp. red), a w historii powszechnej Sobór Watykański II? Historia najnowsza w Polsce jest w dużej mierze związana z historią Kościoła, nie tylko władzy komunistycznej, ale Kościoła, który stanowił przez wiele lat jedyną alternatywę, w sensie nie tyle politycznym, ale duchowym, kulturowym. I co? Mamy o tym nie pisać?”
- pytał prof. Roszkowski.
Autor przyznał, że jako kryterium etyczne w swojej pracy proponuje Dekalog. Zaznaczył jednak, że nie jest on „kościółkowy, ale judeochrześcijański”.
- „Jeżeli ktoś mówi, że zna inne podstawy moralności cywilizacji zachodniej niż Dekalog, to bardzo proszę, niech je przedstawi”
- zachęcił.
