Były minister spraw zagranicznych, prof. Zbigniew Rau złożył dziś zeznania przed komisją śledczą ds. tzw. afery wizowej. Na początku poseł PiS skorzystał z prawa do swobodnej wypowiedzi i podkreślił, że podtrzymuje swoje stanowisko z września ub. roku, kiedy mówił, iż nie ma żadnej afery wizowej, a jest „kaskada fake newsów, pomówień i kłamstw”. Przypomniał, że wbrew temu, co mówiła ówczesna opozycja, nie miało miejsca masowe wydawanie setek tysięcy wiz za łapówki, nie było żadnych stoisk z wizami przed polskimi placówkami ani nie doszło do korupcji wśród pracowników MSZ. Doszło do nieprawidłowości przy procedowaniu 607 wniosków o wydanie wiz, z czego jedynie 268 wiz wydano. Siedem osób usłyszało w tej sprawie zarzuty, a odpowiedzialny za nadzór nad służbami konsularnymi były wiceszef MSZ poniósł odpowiedzialność polityczną. Fakty te, jak podkreślił prof. Rau, dowodzą, iż polskie państwo w sposób perfekcyjny zareagowało na nieprawidłowości. Opozycja natomiast przed wyborami parlamentarnymi zorganizowała na poziomie Unii Europejskiej kampanię wymierzoną w rządzącą w Polsce formację.

- „Celem tego wspólnego działania, produkowania fake newsów, pomówień i kłamstw, celem, który łączył zarówno naszą opozycję, jak i wspierające ją podmioty zagraniczne, było doprowadzenie do sytuacji, w której dojdzie do porażki wyborczej, a tym samym do odsunięciu od władzy rządu Zjednoczonej Prawicy w Polsce”

- stwierdził.

Odnosząc się natomiast do pracy samej komisji, prof. Rau podkreślił, że głosował za jej powołaniem licząc, iż ta będzie „dążyć do ustalenia prawdy materialnej”.

- „Polityzacja i autopromocja w czasie wyborów do PE tej komisji nie pozwala na bezstronne dociekania prawdy materialnej. W tym politycznym ferworze niepostrzeżenie zapisują państwo jedną z ciemniejszych kart polskiego parlamentaryzmu”

- oświadczył.