Z ogromną euforią niemieckie media przyjęły rezultat wyborów parlamentarnych w Polsce. W kampanii wyborczej również niektórzy przedstawiciele niemieckiej sceny politycznej nie ukrywali swojego poparcia dla polskiej opozycji. Zadowolenie to komentował w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl specjalizujący się w relacjach polsko-niemieckich prof. Bogdan Musiał.

- „To jest znacznie więcej, niż zadowolenie. Ich oczekiwania się spełniły. Niemieccy politycy zrobili bardzo dużo, aby był taki, a nie inny wynik wyborów”

- podkreślił historyk.

Wskazał na prowadzoną przez niemieckich polityków i media od 2015 roku „kampanię anty-PiS, a także antypolską”.

Zauważył też, że Niemcy przez lata wykorzystywały Polskę do odwrócenia uwagi od rzeczywistych problemów z zachowaniem demokratycznych standardów u siebie, w tym od interesów z reżimami, np. z Putinem.

- „Teraz już jest Donald Tusk, który będzie robił to, czego chcą Niemcy”

- powiedział prof. Musiał.

A czego chcą Niemcy?

- „Niemcom zależy, aby standard życia w Polsce się nie podnosił. Aby nie zmniejszała się różnica między Niemcami, a Polską, dlatego, by fachowcom opłacało się pracować w Niemczech, nie w Polsce”

- stwierdził rozmówca wPolityce.pl.

- „Jeżeli będzie zbyt wysoki poziom życia w Polsce, co się wydarzy, znamy to ze słynnych szparagów. Jeśli stopa życiowa poprawia się, są wyższe transfery socjalne, Polacy nie chcą, bo nie muszą, wykonywać drobnych prac w Niemczech. To wywołuje oburzenie na politykę rządu PiS. Polska miała zostać rezerwuarem niemieckiej taniej siły roboczej i rynkiem zbytu. Będą do tego znowu dążyć”

- dodał.