Na pytanie dziennikarki Voice of America, czy Europejczycy powinni pogodzić się z faktem, że będą zmuszeni żyć w stanie permanentnej wojny, amerykański naukowiec odpowiedział:

„Tak, uważam, że należy to zaakceptować. Przyznanie się do takiej rzeczywistości jest bardzo smutne i gorzkie, ale historia wraca do Moskwy. Moskwa chce stworzyć strefę buforową – strefę kontroli terytorialnej, która jest bardzo zgodna z historią Rosji: historią ZSRR, historią imperialną Rosji. Jeśli Rosja nie zamierza wycofać się z tej ambicji, jeśli Rosja nadal jest w stanie zrobić cokolwiek w imię tej ambicji, będziemy musieli stawić czoła tego konsekwencjom, które mają charakter militarny.

Czy to oznacza, że wojna będzie wyglądała tak, jak jest teraz, czy przez ostatnie dwa lata? Nie, ale to nie koniec wojny, bo Moskwa ma chęć stoczenia tej wojny. Musimy się z tym pogodzić.

Dlatego musimy uczyć się na przeszłości. W latach 2014 i 2015 nie uwzględniono tego faktu i Ukraina zapłaciła za to najwyższą cenę. Więc, tego błędu nie wolno nigdy powtórzyć. Potwierdza to bardzo mroczną i smutną rzeczywistość, że nie jest to konflikt lat, ale konflikt dziesięcioleci”.

Następnie dziennikarka zapytała, gdzie jest granica tej strefy buforowej?

– Nikt nie wie, Putin powiedział, że „granice Rosji nigdzie się nie kończą”. Więc, trudno to określić geograficznie. Granicę strefy buforowej nie wyznacza żadne pasmo górskie. Nie sądzę, żeby Rosja sama wiedziała, jak daleko może posunąć się w tym projekcie. W rosyjskiej polityce zagranicznej istnieje tradycja utożsamiania jej [strefy buforowej] z bezpieczeństwem. Im więcej terytorium kontrolujesz, tym jesteś bezpieczniejszy. Ale w rzeczywistości w przypadku Rosji często okazuje się, że jest odwrotnie – odpowiedział prof. Michael C. Kimmage.

Mimo tej ponurej prognozy amerykański naukowiec przyznał, że Zachód boi się porażki Rosji, upadku rosyjskiej państwowości i nie chce rozpadu Rosji.

To wpisuje się w kontekst stanowiska Stanów Zjednoczonych, stanowiska krajów europejskich w tej kwestii są różne, ale Stany Zjednoczone nie chcą uczestniczyć w zmianie żadnego reżimu. Nie czują, że są w stanie zmienić rosyjski reżim. Skutki zmiany reżimu w Afganistanie i Iraku były tak straszne dla Stanów Zjednoczonych, że pojawiła się nadzieja, że jeśli uda nam się teraz pozbyć rosyjskiego rządu, jego miejsce zajmie ktoś lepszy, powiedział Kimmage.

Ale oczywiście, patrząc wstecz na pierwsze dwa lata wojny, pytanie, które zadają historycy, brzmi: dlaczego Zachód tak wolno dostarczał Ukrainie określone rodzaje broni? Wiele z nich ma związek ze strachem przed eskalacją – podkreślił.

Rosja jest potęgą nuklearną, więc nie jest krajem, który można pokonać jak nazistowskie Niemcy i imperialna Japonia podczas II wojny światowej. W pewnym sensie Rosja może pokonać tylko samą siebie. Stanie się tak, jeśli nastąpi zmiana w rosyjskim przywództwie, ale muszę powiedzieć, że nie napawam się w tej kwestii prawdziwym optymizmem. Nawet gdyby doszło do zmiany rosyjskiego przywództwa, nie sądzę, aby stanowisko Rosji wobec Ukrainy, Europy i Stanów Zjednoczonych uległo zasadniczej zmianie. Uważam zatem, że w dającej się przewidzieć przyszłości Rosja zajmie wrogie stanowisko, zaznaczył amerykański naukowiec.

Co ciekawie, prof. Michael C. Kimmage zdaje sobie sprawę, że to właśnie słabość i niezdecydowanie zachodu popycha Putina do rozszerzenia agresji, ponieważ rosyjski dyktator zdecydował się na pełnoskalową inwazję na Ukrainę w czasie niepewności w Europie, gdy niemiecka kanclerz Angela Merkel przekazywała stanowisko Olafowi Scholzowi. Oprócz tego, Putin uważał Bidena za słabego przywódcę, a wycofanie wojsk amerykańskich z Afganistanu w styczniu 2020 r. odebrał jako słabość Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej.

Inaczej mówiąc, amerykański naukowiec przyznał, że elity kolektywnego Zachodu są świadome zagrożenia, jakie stwarza imperialna Rosja, ale nie są gotowe, aby zdecydowanie i odważnie zneutralizować i wyeliminować to zagrożenie. To kolejny z długiej listy fatalnych błędów zachodniej dyplomacji, które zachęcił Putina i innych dyktatorów do rozszerzenia swojej agresji i popycha świat w stronę wojny globalnej, która może sprowadzić całą ludzkość na skraj katastrofy.

Przypomnijmy, zdaniem Prezydenta RP Andrzeja Dudy Rosja mogłaby odbudować swój potencjał militarny i zaatakować NATO już w 2026.

Z kolei szef polskiego rządu Donald Tusk podczas kongresu Europejskiej Partii Ludowej, który odbył sie w stolicy Rumunii Bukareszcie oświadczył, że: „Czasy pokoju się skończyły, era powojenna się zakończyła. Żyjemy w nowych czasach. W epoce przedwojennej. Choć dla niektórych naszych braci to nie jest już nawet era przedwojenna, ale okres pełnoskalowej wojny w jej najbardziej okrutnym wydaniu”.

Jak stwierdził szef Komitetu Wojskowego NATO admirał Rob Bauer, Sojusz musi się przekształcić, a Zachód musi przygotować się na erę, w której w każdej chwili może wydarzyć się wszystko, łącznie z wybuchem wojny.

O ryzyku rosyjskiej agresji na państwa NATO powiedział także prezydent Francji Emmanuel Macron. Według niego europejscy przywódcy muszą być przygotowani na najgorszy scenariusz.

Przypomnijmy, według najnowszego raportu amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW), Rosja intensywnie przygotowuje się do wojny konwencjonalnej na dużą skalę z NATO. Analizując szereg wskaźników finansowych, gospodarczych i wojskowych, ISW wskazuje na stopniowe zwiększanie zaangażowania Rosji w potencjalny konflikt z sojuszem północnoatlantyckim.

Przypomnijmy, prezydent USA Joe Biden w historycznym orędziu wygłoszonym w Gabinecie Owalnym Białego Domu ostrzegł, że:

„Jeśli nie powstrzymamy Putina od pragnienia władzy i kontroli nad Ukrainą, nie ograniczy się do Ukrainy. Już grozi, że przypomni Polsce, że część jej ziem są prezentem od Rosji. Były Prezydent Federacji Rosyjskiej [Dmitrij Miedwiediew] nazwał Estonię, Łotwę i Litwę bałtyckimi prowincjami Rosji. To są nasi sojusznicy z NATO. Jeśli Putin zaatakuje sojusznika z NATO, wówczas będziemy bronić każdego cala terytorium NATO”.

KOMENTARZ REDAKCJI

Zaprezentowany jako ultimatum Traktat o gwarancjach bezpieczeństwa, opublikowany 17 grudnia 2021 roku przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a przygotowany na polecenie szalonego Putina, zawiera bezczelne żądanie wycofania wojsk NATO ze wschodniej flanki Sojuszu do granic z 1997 roku. Opętany ideą wskrzeszenia ponurego imperium zła gospodarz Kremla z maniakalnym uporem usiłuje odbudować sowiecką strefę wpływów w Europie. Dlatego chce zakwestionować plany rozszerzenia Sojuszu Północnoatlantyckiego na wschód, chce, żeby Zachód porzucił państwa Europy Środkowo-Wschodniej na pastwę Rosji.

Opętany ideą wskrzeszenia ponurego rosyjskiego imperium zła, gospodarz Kremla z maniakalnym uporem usiłuje odbudować stalinowską strefę wpływów w Europie. Dlatego chce zakwestionować kolejne etapy rozszerzenia NATO na Wschód, po których Moskwa nie mogłaby już destabilizować i wzniecać otwartych konfliktów zbrojnych w Polsce, Czechach, Słowacji, krajach bałtyckich i na wschodnich Bałkanach. Jednocześnie we wszystkich krajach sąsiednich (Mołdawia, Gruzja, Azerbejdżan i Ukraina), które nie przystąpiły do NATO, rosyjskie służby specjalne rozpętały krwawe wojny. Putin marzy o rozpaleniu podobnych konfliktów w państwach byłego Układu Warszawskiego, ponieważ przez 200 lat Rosja panowała w Europie Środkowo-Wschodniej za pomocą zasady „dziel i rządź”.

Rosja stała się egzystencjalnym zagrożeniem dla Ukrainy i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Wielokrotnie ostrzegałem, że Rosja opracowuje szczegółowy plan agresji i terroru wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W tym stwierdzeniu nie ma najmniejszej przesady. O istnieniu takiego planu świadczą liczne odtajnione dane ukraińskiej i zachodnich agencji wywiadu, a także nagminne wypowiedzi samych rosyjskich strategów, polityków oraz wielokrotne publikacje kremlowskich propagandystów, którzy ostatnio zaczęli urządzać histerię w sprawie konieczności „denazyfikacji” Polski. I to nie jest przypadek. Rzeczywiście, w ultimatum, jakie rosyjskie MSZ w grudniu ubiegłego roku wystosowało wobec USA i NATO, pojawiło się żądanie rozbrojenia krajów Europy Środkowo-Wschodniej, czyli przywrócenia Moskwie dawnej strefy wpływów na Starym Kontynencie.

Putin popełnia poważne zbrodnie przeciwko ludzkości, ponieważ czuje absolutną bezkarność, grożąc całemu światu bronią jądrową. Psychopata z bunkra praktycznie otwarcie grozi Zachodowi, mówiąc, że jeśli będzie mu uniemożliwiać zorganizowanie ludobójstwa na Ukrainie, użyje broni jądrowej przeciwko państwom NATO.

Ukraina jest tylko pierwszym celem zbrodniarza wojennego. Kremlowski paranoik marzy o odbudowie Imperium Rosyjskiego i dawnej strefy wpływów w Europie, która obejmuje całą wschodnią flankę NATO, czyli kraje bałtyckie, Polskę, Czechy, Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię.

Jeśli Zachód ulegnie Putinowi na Ukrainie, będzie on nadal wymachiwał jądrową maczugą, bezkarnie dopuszczając się agresji i ludobójstwa w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Dlatego stosowanie szantażu nuklearnego jest kategorycznie niedopuszczalne. Świat nie powinien tego tolerować!

Jeśli Zachód będzie ulegać zastraszaniu Putina, może to doprowadzić do znacznie większych katastrof dla ludzkości niż nawet ograniczone użycie broni jądrowej. Kremlowska bestia musi być surowo ostrzeżona, że każda próba użycia broni masowego rażenia pociągnie za sobą natychmiastową, twardą, odpowiednią i lustrzaną reakcję.

Moskiewski zbrodniarz wojenny musi zdać sobie sprawę, że jego szantaż nie będzie miał najmniejszego wpływu na wolę suwerennych i wolnych narodów. Musi raz na zawsze porzucić takie instrumenty polityki zagranicznej. Musi również wyraźnie i jasno zrozumieć, że poniesie surową i nieuniknioną karę, jeśli nadal będzie popełniał ciężkie zbrodnie przeciwko ludzkości.

Agresywna kremlowska koncepcja geopolityczna stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski, Europy Środkowo-Wschodniej i całego Zachodu. „Wojny nie da się uniknąć, można ją tylko opóźnić – na korzyść przeciwnika” – słusznie powiedział kiedyś Niccolò Machiavelli. W żywotnym interesie Polski i całej cywilizacji euroatlantyckiej leży niezachwiane i długoterminowe wspieranie wysiłków Ukrainy zmierzających do całkowitego zniszczenia zbrodniczego rosyjskiego imperializmu. Skutkiem wojny na Ukrainie powinien być ostateczny upadek resztek agresywnego kremlowskiego imperium zła.

Jagiellonia.org