W wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej prof. Legutko zwrócił uwagę na prawdę o wyjątkowości człowieka, która rodzi w nim również pewną skłonność do autodestrukcji. Przypomniał, że już starożytni Grecy zauważyli, iż rozwój technologii niesie za sobą również zagrożenie.
- „Zło pojawia się wtedy, gdy człowiek unosi się pychą i przekracza granice ludzkie i boskie. Grecy wręcz uważali, że pycha jest źródłem wszystkich nieszczęść, jakie człowiek na siebie sprowadza”
- wskazał tłumacz dzieł Platona.
We współczesnym świecie tymczasem, zauważył filozof, „pycha tryumfuje”.
- „Człowiekowi współczesnemu wydaje się, że może całkowicie kontrolować własne życie i otaczający świat. Uważa, że może eksperymentować z płcią, śmiercią, życiem, rodziną. Wpadł wręcz w obsesję i amok, ulegając kolejnym szaleństwom”
- powiedział.
Zaznaczył, że owoce tej obsesji są katastrofalne.
Prof. Legutko zauważył, że „w zachowaniu ostrożności w przekształcaniu świata pomagała zwykle pamięć, zaś brak pamięci jest wielkim sojusznikiem pychy”. Dlatego właśnie rewolucje zawsze „uderzają w instytucje, które są przekaźnikiem nawarstwionego doświadczenia - Kościół, rodzinę, dziedzictwo kulturowe itp.”.
- „Mogłoby się wydawać, że gigantyczny i straszny w skutkach eksperyment, jakim był komunizm nauczy ludzi ostrożności i szacunku dla historycznego doświadczenia. Ale gdzie tam! Już ruszył z kopyta kolejny gigantyczny eksperyment na skalę światową”
- powiedział.
Wyjaśnił, że to efekt amnezji, do której zachęca człowieka współczesny świat. Zwrócił uwagę, że atakowana jest rodzina łącząca nasze życie z pokoleniami przodków, ojczyzna z jej historycznym wymiarem i religia, która łączy człowieka z ostatecznością.
Prof. Legutko podkreślił, że niszczenie tradycyjnych wartości prowadzi człowieka w despotyzm politycznej poprawności.
- „Paradoksem naszych czasów jest to, że niszczy się tradycyjne wartości i instytucje w imię wolności i pluralizmu, lecz zamiast wolności i pluralizmu powstaje despotyzm politycznej poprawności, na którego straży stoją tzw. liberalne państwa, korporacje i organizacje międzynarodowe”
- wskazał.
W ten sposób społeczeństwo nazywane „pluralistycznym” w rzeczywistości „składa się coraz bardziej z ludzi kompletnie nieodróżnialnych od siebie”.
