Ogromną burzę wywołał wpis kanclerza Niemiec Olafa Scholza, który 8 maja pisał o „wyzwoleniu Niemców spod tyranii narodowego socjalizmu”. Do wpisu kanclerza odniósł się w rozmowie Polskim Radiem 24 ambasador Niemiec w Polsce Thomas Bagger, który stwierdził, że „Niemcy nie byli w stanie sami się wyzwolić, ani przez opór, ani poprzez wybory, tylko musieli zostać wyzwoleni z zewnątrz, przez aliantów”.

- „Bo co oznacza 8 maja 1945 roku dla Niemców? Oczywiście, że coś zupełnie innego niż dla Polaków. Ale co do tego, że ten dzień oznaczał wyzwolenie Niemiec i świata od narodowosocjalistycznego terroru, powinniśmy umieć się zgodzić. Dlatego z mojego punktu widzenia kontrowersje wokół wpisu kanclerza, to tylko kolejny dowód na to, że trzeba nam więcej starań o wzajemne zrozumienie”

- powiedział.

W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl niemieckiemu ambasadorowi odpowiedział prof. Grzegorz Kucharczyk.

- „Gdyby cyklicznie po 1933 roku dochodziło do jakichś antyhitlerowskich powstań w Niemczech, które byłyby wymierzone w reżim, to byłyby próby walki o wyzwolenie i oczekiwanie na przyjście aliantów i sowietów. Tak jednak nie było. Nie było żadnych powstań antyhitlerowskich w Niemczech po 1933 roku. Mimo że wiedziano o straszliwych zbrodniach popełnianych na wschodzie wcześniej, myślę tu o eksterminacji polskich elit, o Holocauście, to nikt się tym specjalnie nie przejmował”

- przypomniał historyk.

- „Nie było żadnego wielkiego oburzenia i apeli o zmianę polityki więc to jest oczywiście bardzo kłamliwe stwierdzenie, które nijak ma się do rzeczywistości. Rzeczywistość w 1945 roku była taka, że Niemcy jako państwo i jako naród zostały rozbite, pokonane w sensie militarnym. Zwycięstwo militarne koalicji antyhitlerowskiej było podstawowym, a właściwie jedynym warunkiem, żeby narodowy socjalizm w Niemczech upadł, a nie to, że odwrócili się od niego Niemcy”

- dodał.

Podkreślił, że w Niemczech „niemiecki narodowy socjalizm nie był nikomu narzucany”, ale „był wybierany przez Niemców od roku 1930”.