Fronda.pl: Prof. Feliks Koneczny w swych spisanych u progu XX wieku „Dziejach Śląska”, pisał o ziemi śląskiej jako „nadto obficie zroszonej serdeczną krwią przodków naszych, którzy sporo jej tu przelali, dobrowolnie, w obronie wiary i mowy ojczystej”. Podkreślał też, że „spuściznę ich potu i krwi” należy starannie „pielęgnować” oraz zachować „skarby wiary i języka ojczystego” po tych, którzy bronili na Śląsku polskości. Prezydent Andrzej Duda, jak podkreślił w uzasadnieniu - „w odpowiedzialności za państwo” zawetował ustawę nadającą językowi śląskiemu status języka regionalnego. Jak Pan ocenia tę decyzję prezydenta?
Prof. Jan Żaryn (historyk, b. senator, b. dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego): Oczywiście oceniam ją bardzo pozytywnie. Z jednej strony bowiem prezydent Duda uszanował swoją decyzją samych Ślązaków, których przecież przeszłe pokolenia walczyły aż do przelewu krwi o to, by polskość mogła być tam kultywowana oraz przenoszona z pokolenia na pokolenie - aż do czasu Powstań Śląskich i później, gdy wskutek decyzji międzynarodowej Śląsk został przyłączony do Polski. I ten szacunek Ślązaków do własnej polskości, języka polskiego oraz katolicyzmu - został teraz przez prezydenta RP uhonorowany.
Natomiast z drugiej strony decyzja ta została powzięta, jak rozumiem, również ze względu na współczesny interes polityczny Polski, który ewidentnie podpowiada, że nie należy się wpisywać w wiodący nurt polityki Unii Europejskiej, dyktowany przez Berlin i Brukselę, a dążący do wyparcia z ludzkiej świadomości przywiązania do wspólnot narodowych oraz chrześcijaństwa jako kolebki cywilizacyjnej Starego Kontynentu. Można więc dostrzec, że ta fragmentaryzacja, regionalizacja Polski wpisana jest również w znacznie szerszy plan niszczenia wspólnot narodowych w Europie. Szczególnie takich, które bronią w sobie katolickiego dziedzictwa i depozytu. W przypadku Andrzeja Dudy mamy więc do czynienia z prezydentem RP, który rozumie bardzo wiele z tego, co dzieje się obecnie w polityce międzynarodowej, a zarazem doskonale rozumie potrzebę łączenia różnorodności polskich przeżyć - w polskości, a nie w separatyzmach.
W odpowiedzi na prezydenckie weto, pochodzący ze Śląska pisarz Szczepan Twardoch zapowiedział, że projekt dotyczący języka śląskiego powróci już po wyborach prezydenckich - jak zakłada Twardoch wygranych przez obóz liberalno-lewicowy - i to już w znacznie bardziej radykalnej wersji postulującej przyznanie Ślązakom statusu „mniejszości etnicznej”. Przed ponad rokiem do referendum na Śląsku ws. specjalnego statusu tego regionu wzywał publicznie czeczeński namiestnik Władimira Putina - Ramzan Kadyrow. Kadyrow sugerował wówczas również, że podczas takiego referendum Rosja mogłaby „udzielić pomocy organizacyjnej”. Czy postulaty Twardocha oraz bliskich mu środowisk w odniesieniu do Śląska nie są tu jednak niepokojąco zbieżne z postulatami Kremla?
Jako imperialne państwo, oddziałujące na całą polityczną przestrzeń świata Rosja ma tu niewątpliwie swoje interesy. I choć porównania nie są może do końca właściwe, ale niegdyś ZSRR finansował przecież różne struktury terrorystyczne istniejące w świecie kapitalistycznym po to, by w ten sposób destabilizować i osłabiać świat zachodni, mimo że ideologicznie przecież nie było Sowietom po drodze z finansowanymi przez nich ruchami. Dziś Rosja też na pewno doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że Unia Europejska osłabiona brakiem spójności tworzących ją narodów to zdecydowanie wygodniejsze pole do zdobywania silniejszej pozycji Rosji w jej negocjacjach z Niemcami czy Francją.
Taki był zresztą kierunek myślenia Moskwy, gdy przed wybuchem wojny na Ukrainie powstawały porozumienia dotyczące kwestii Nord Stream 1 czy Nord Stream 2. I trzeba się spodziewać, że w przyszłości, gdy zakończy się już trwająca na Ukrainie wojna - Niemcy i Francja powrócą do negocjacji z Rosją. A każda ze stron będzie wówczas szukała pozycji silniejszego w tym dialogu. Można więc powiedzieć, że Berlin i Bruksela z jednej strony z powodów ideologicznych, a z drugiej strony z chęci cementowania tego promowanego przez Unię Europejską systemu oligarchicznego - w gruncie rzeczy niszczą znacznie większą siłę Europy, która drzemie w zachowaniu wspólnoty europejskich narodów.
Podczas Narodowego Spisu Powszechnego w 2011 roku narodowość śląską zadeklarowało w Polsce 847 tys. osób, a podczas spisu, który odbył się 3 lata temu już o ponad 250 tys. osób mniej niż dekadę wcześniej. Czy ta dynamika nie pokazuje, że pośród samej ludności śląskiej temat zdaje się stopniowo, lecz zauważalnie wygasać, ale jest podtrzymywany przy życiu przez pewne środowiska z powodów politycznych?
Mam wrażenie, że te dane liczbowe mogą świadczyć o kilku kwestiach. Pierwszą z nich jest niewątpliwie silne poczucie śląskości jako pewnej wyjątkowości. Podobnie zresztą jest na Podlasiu, gdzie ta odrębność jest podkreślana, ale zarazem jednak niezwykle mocno wpisana w tak charakterystyczny zresztą dla polskiej ściany południowo-wschodniej patriotyzm ogólnopaństwowy. Moim zdaniem podobnie jest też na Śląsku, gdzie ta śląskość jest jednak bardzo mocno wpisana w polskość. Możliwe zresztą, że w niektórych z minionych badań Ślązacy zostali nieco zmanipulowani sformułowanymi pytaniami, które mogłyby sugerować, że chodzi właśnie o pewien odrębny śląski rys, ale polskiego patriotyzmu. Gdy natomiast okazuje się, momentami dość brutalnie zresztą, jak choćby w przypadku aktywności RAŚ [Ruch Autonomii Śląska – red.], że to jednak nie o tę odrębność wpisaną w ducha patriotycznego chodzi, lecz przeciwnie - o skonfrontowanie się z polskością na rzecz własnej odrębności etniczno-narodowej czy też wręcz na rzecz ewentualnego przywiązania do okresu pruskiego czy niemieckiego panowania na Śląsku, to być może widząc te procesy i zamysły polityczne, zdrowo myślący Ślązacy przestali po prostu deklarować własną odrębność śląską nie chcąc by była ona ukierunkowana na konfrontację z polskością. Polska różnorodność powinna bowiem polegać na przyciąganiu do polskości, a nie na odpychaniu od niej. Nawet jeśli w zamian można się spodziewać korzyści materialnych. Bo musimy też być świadomi faktu, że za tą wspomnianą wcześniej sprawnie realizowaną polityką Unii Europejskiej idą niejednokrotnie potężne dotacje wspierające różnego rodzaju projekty paneuropejskie, regionalne.
Rosja znana jest z podsycania czy wręcz finansowania regionalnych separatyzmów w Europie, co miało miejsce choćby w Katalonii. Czy sytuacja wokół postulatów śląskich separatystów powinna być bardzo ściśle rozpracowywana przez odpowiednie polskie służby, jako taka, która może potencjalnie zagrażać polskiej państwowości?
RAŚ prowadzi politykę antypolską, co do tego nie ma wątpliwości. Problem polega na tym, że za przyczyną Platformy Obywatelskiej ruch ten został na Górnym Śląsku dopuszczony do udziału w instytucjach samorządowych. A to z kolei dało mu instrumenty, choćby w dziedzinie oświaty czy kultury do propagowania swej antypolskiej i separatystycznej działalności. I jeśli jakieś konkretne struktury samorządowe dały RAŚ takie możliwości rozwoju, to w tym wypadku również powinny zostać bardzo wnikliwie prześwietlone przez polskie służby. Kontrwywiad powinien się też tutaj żywo zainteresować ewentualnymi wpływami zewnętrznymi, niemieckimi czy rosyjskimi. Państwo silne i chcące zagwarantować własnym obywatelom poczucie bezpieczeństwa musi dostrzegać wrogów jemu zagrażających i szukać odpowiednich dróg do zwalczania tych zagrożeń. O ile oczywiście w obecnych elitach polskiej władzy istnieje duch służby wobec własnego państwa, a nie państw cudzych.
Prezydent uzasadniając swą decyzję nie krył obawy, że „uznanie etnolektu śląskiego za język regionalny, a tym samym objęcie go ochroną wynikającą z tego tytułu, może spowodować podobne oczekiwania u przedstawicieli innych grup regionalnych”. Czy istnieje realne ryzyko, aby tego rodzaju próby, jak ostatnio na Śląsku, zostały podjęte w przyszłości przez którykolwiek inny z regionów Polski?
Na razie takich prób na horyzoncie nie dostrzegam. W zachowaniu polskości mamy zresztą bardzo silnego sojusznika w postaci tych wszystkich, którzy krzewią język kaszubski. Przedstawiciele społeczności kaszubskiej zawsze bardzo mocno podkreślają swoje przywiązanie do polskości i katolicyzmu, ale i tego dziedzictwa męczeństwa Kaszubów doznanego najpierw ze strony niemieckiej, a później komunistycznej. I ta polskość Kaszubów przy jednoczesnym oczywistym istnieniu języka kaszubskiego przekonuje wszystkich Polaków, dlaczego akurat język kaszubski jako jedyny w naszym kraju zasługuje na status języka regionalnego. Co prawda również pośród społeczności kaszubskiej istnieją środowiska separatystyczne, ale są one tam mocno zmarginalizowane i nie mają większego znaczenia. Oczywiście nie zmienia to faktu, że państwo polskie również i temu regionowi powinno się przyjaznym okiem, ale jednak wnikliwie przyglądać. Choćby dlatego, że wydaje się, iż również i tam w miękki sposób, ale jednak wchodzi niemieckość, poprzez obecność kapitału niemieckiego, pragnącego przypomnieć świetność gospodarczą Kaszub sprzed Traktatu Wersalskiego.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
