Tysiące ludzi zebrało się dziś na Placu Zamkowym w Warszawie, aby zaprotestować przeciwko wprowadzeniu do polskich szkół obowiązkowego przedmiotu nazwanego „edukacją zdrowotną”. Protestujący wskazują, że za zasłoną szczytnych celów, jak promowanie zdrowego stylu życia czy postawienie silniejszego akcentu na profilaktykę uzależnień, kierowany przez Barbarę Nowacką resort edukacji chce wprowadzić do polskiej szkoły edukację seksualną zgodną z założeniami WHO. Ponadto sprzeciwiają się innym działaniom resortu, takim jak ograniczenie zadań domowych czy redukowanie polskich bohaterów z podstawy programowej.

Goszcząc na antenie Telewizji wPolsce24 motywy protestujących wyjaśnił były minister edukacji i nauki prof. Przemysław Czarnek. Polityk zaznaczył, że nikt z organizatorów nie ma nic przeciwko edukacji zdrowotnej.

- „Tu chodzi o to, że pod tą etykietką edukacji zdrowotnej jest również przemycony program edukacji seksualnej, tej twardej, podawanej dzieciom w wieku bardzo młodym w sposób nieadekwatny do stopnia rozwoju tych dzieci, demoralizującej te dzieci i promującej dewiacyjne zachowania seksualne”

- stwierdził.

Konstytucjonalista wskazał na łamanie przez rządzących art. 48 ustawy zasadniczej.

- „To jest skandal niebywały! Podwójny, dlatego że o ile dzisiaj mamy edukację seksualną, tak jak ją mieliśmy zawsze w polskich szkołach (…), przecież elementy tej edukacji [są] w ramach biologii czy innych przedmiotów, tak od dłuższego czasu jest również w ramach wychowania do życia w rodzinie. Tylko że uwaga. Nawet ta edukacja, która dzisiaj jest edukacją właściwą, adekwatną do stopnia rozwoju dziecka ucznia, to nawet ta edukacja jest dzisiaj nieobowiązkowa i dajemy głos rodzicom. Bo to oni mają prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami zgodnie z art. 48. Mogą nie wyrazić zgody na uczestnictwo swojego dziecka w wychowaniu do życia w rodzinie”

- zauważył.

W ocenie prof. Czarnka, minister Nowacka „ma w nosie rodziców, ma w nosie wychowanie dzieci przez rodziców”.

- „Nie! Łapy precz od naszych dzieci”

- powiedział.

Wyraził przy tym przekonanie, że autorzy postulowanych zmian „cofną się, dlatego że my nie pozwolimy na to, aby Joanna Mucha i Barbara Nowacka wychowywały nasze dzieci i wnuki”.