(...) Rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę, najważniejsza moim zdaniem, to jest nieprawdziwy obraz Rosji jako kraju słabego, który niewątpliwie przegra tę wojnę. Moim zdaniem Rosja wygrywa tę wojnę na swoich warunkach. Zapewne nie zrealizował się pierwotny scenariusz, jaki miał Władimir Putin, tzn. niemal bezkrwawego, totalnego zwycięstwa w ciągu trzech dni. Ale Rosja wygrywa tę wojnę w znaczeniu ,,wojny ograniczonej”. Jeśli ktoś mówi, że Rosja wyczerpała czy wyczerpuje swoje zasoby, to powiedzmy tak: Rosja wyczerpuje zasoby swojego starego sprzętu z demobilu i wyczerpuje zasoby swoich kryminalistów, których może rzucić do walki na Ukrainę. Rosja jak dotąd nie użyła nawet 1/10 swojego potencjału ludnościowego. Ukraina odwrotnie – użyła niemal dziewięćdziesięciu procent własnego potencjału ludzkiego. Podobnie z nowoczesnym uzbrojeniem. Rosja praktycznie nie używa znacznej części swojej najnowocześniejszej broni w tym konflikcie.

Dlaczego? Wielka wojna, z użyciem wszystkich środków, byłaby skrajnie niekorzystna dla Rosji – groziłaby jej oczywistą klęską. Jakakolwiek próba użycia broni nuklearnej byłaby sprzeczna z zasadami, jakie Rosja przyswoiła sobie co najmniej od czasów Stalina – ,,maskirowka”, ukryta forma realizowania dalekosiężnych celów politycznych. To nie jest tak, że oni nagle wszystkie siły rzucili na Ukrainę i przegrywają, bo nie udało im się zająć Kijowa. Realizują scenariusz, w którym – po pierwsze – Ukraina została wykrwawiona, nie tylko w sensie strat frontowych. Trzeba uświadomić sobie, że ok. 10 mln Ukraińców wyjechało (w tym około połowa „wyjechała”, czy raczej została zagarnięta przez rosyjską ofensywę, w głąb imperium Putina, w znacznej części pod przymusem na Daleki Wschód). Bardzo duża część z tej liczby już do kraju prawdopodobnie nie wróci. Dodatkowo, dzietność kobiet ukraińskich wynosi ok. 0,9 i jest bodaj najniższa czy jedna z najniższych na świecie (u nas to jest ok. 1,3 co jest zresztą także wynikiem wręcz fatalnym). Ukraina tak zniszczona, zdepopulowana i pozbawiona terytoriów Donbasu, Krymu, być może jeszcze czegoś, nie będzie alternatywą dla

Rosji. Po tej agresji Rosja będzie liczyła zapewne około 150 milionów ludności, zaś Ukraina, obawiam się, niewiele ponad 30–35 milionów (przypomnijmy, 25 lat temu owe proporcje były inne: 142 miliony do niemal 50 milionów).

To jest najważniejsza część planu, jaki chciał zrealizować Putin i w tej części go zrealizował. Ukraina, obawiam się, będzie słabym państwem, bez szans na rozwój inny niż jako mały kraj, zależny całkiem od Zachodu, stanie się pionkiem do dalszej wymiany w grze Macrona i Scholza (czy ich następców) z Putinem (a zwłaszcza z jego następcami).

Chyba że zrealizujemy strategiczną wizję budowania nowego ośrodka siły, przy pomocy Stanów Zjednoczonych, jeśli uda

się je trwale zainteresować takim projektem nie tylko ze względów strategicznych, ale również finansowych. Oczywiście, by taki blok powstał i miał szansę trwałości oraz rozwoju, musiałby opierać się nie tylko o Polskę i Ukrainę, ale spajać obszar co najmniej od Rumunii po Finlandię, Szwecję i Norwegię, czyli na osi Północ-Południe. I to uważam za zadanie naszej polityki zagranicznej. W tym miejscu zgadzam się z krytyką, jaką przedstawił prof. Dadak [chodzi o artykuł prof. Dadaka ,,Polski interes narodowy a wojna rosyjsko ukraińska" z poprzedniego 169-170 numeru ,,Arcanów" - RED.] i dr hab. Zakrzewski: nie widzę obecnie w polskiej polityce zagranicznej strategicznej koncepcji, która by długofalowo przygotowywała Polskę do obowiązków przedstawienia siebie i całego regionu jako podmiotu siły, a nie przedmiotu rozgrywki zewnętrznych czynników.

- „My możemy obronić swoją niepodległość tylko nad Dnieprem”

polski idealizm i realizm polityczny wobec wojny na Ukrainie", debata ,,Arcanów" w najnowszym 171 numerze dwumiesięcznika.